WEEKENDOWY PODRÓŻNIK

Pętla Sądecka
Samochody są po to, by nimi jeździć! Choć nie każdy o tym pamięta, jest to ich podstawowa i najważniejsza funkcja. Niezależnie od tego, czy masz klasyczny samochód, czy nowoczesny model, zakładamy, że jako nasz czytelnik kochasz motoryzację i lubisz spędzać czas za kierownicą. Czasami nie liczy się to, dokąd jedziemy, ani sam cel podróży, Lecz Po Prostu Droga — To, Co Nas Czeka W Trakcie Jazdy.
Niektórzy twierdzą, że w naszym kraju trudno znaleźć trasę, której pokonanie daje kierowcy prawdziwą przyjemność. Spróbujmy więc poszukać takich tras – zaczynamy od Sądecczyzny. Wdzięczne trafiło mi się narzędzie do poszukiwań – MINI Cooper JCW w wersji cabrio. Szybkie, zwinne i idealne do podziwiania pięknych widoków. Niewątpliwie miałem dużo szczęścia do pogody. Tego lata każdy słoneczny i ciepły dzień był na wagę złota. W Małopolsce mimo ogromnego potencjału – górzystych, krętych terenów, rzek wijących się dolinami, licznych zapór i sztucznych zalewów – znalezienie „czystej” drogi wcale nie jest proste. W dolinach bydynków jest niemało, przez co często ma się wrażenie jazdy przez niekończący się teren zabudowany. Tutaj przypomina mi się, że najdłuższa wieś w Polsce jest właśnie w Małopolsce. Zawoja ma 18 km. A jednak zdarzają się przebłyski.

Jakub Ziółkowski
Kierunek: Nowy Sącz
Jadąc w kierunku Nowego Sącza, zazwyczaj unikam drogi krajowej nr 75. Owszem, ma swoje dobre momenty – choćby odcinek między zaporą w Czchowie a Łososiną Dolną wzdłuż Jeziora Czchowskiego – ale znacznie ciekawsza bywa wschodnia strona Dunajca. Droga 975 mogłaby uchodzić za jedną z wielu, jednak jej fragment z Zakliczyna do Nowego Sącza zapewnia kilka wyjątkowych momentów. Pierwszy z nich jest w okolicach miejscowości Bujne. Najpierw łagodna prosta dolina, potem spokojny podjazd, zakończony kilkoma angażującymi zakrętami, zwłaszcza ostatnim. Wszystko to w otoczeniu gęstego lasu liściastego. Po osiągnięciu szczytowej wysokości zjeżdżam w dół – i tu pojawia się wybór. Można udać się w stronę Gródka nad Dunajcem lub lekko zbłądzić. Czy to polska Garda?
Warto skręcić w pierwsze odbicie w prawo i przejechać lokalną drogą, z której wyłania się widok na Jezioro Rożnowskie, a właściwie Zalew Rożnowski, sztuczny zbiornik wodny na Dunajcu, utworzony w latach 1935–1941 w wyniku budowy zapory w Rożnowie. Powstał głównie w celach przeciwpowodziowych, energetycznych i regulacji przepływu wody. Ma powierzchnię ok. 16 km2, długość 18 km i maksymalną głębokość około 30 m. Była to jedna z największych inwestycji hydrotechnicznych II RP, prowadzona m.in. przez zespół inż. Gabriela Narutowicza i prof. Romana Ingardena. Efekt uboczny? Jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Małopolsce. Choć każda taka budowa niszczy to, co było, natura szybko upomina się o swoje i adaptuje się w nowych realiach. Okolica staje się coraz popularniejsza, zyskuje nową energię. Kiedyś usłyszałem, że to polska Garda, ale nie lubię takich uproszczonych porównań. Jezioro Rożnowskie jest wyjątkowe. Zresztą zawsze w takim przypadku wydaje się, że coś, co jest odpowiednikiem czegoś zagranicznego, brzmi lekko pejoratywnie. I choć w naszej kulturze umniejszanie sobie to coś naturalnego (sam jestem tego świetnym przykładem), przestańmy to robić – sobie i innym.

Jakub Ziółkowski

Jakub Ziółkowski

Jakub Ziółkowski

Jakub Ziółkowski
Spróbuj się zgubić
Zjeżdżając w dół do wsi Bartkowa-Posadowa, znów mamy alternatywę. Jeśli rozsmakowaliśmy się w wąskich i krętych drogach lokalnych, warto skręcić w lewo, a następnie w okolicy kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego pojechać w stronę Nowego Sącza szczytem wzniesienia, wzdłuż jeziora. Lokalna sieć dróg zwykle ma tu dobrą nawierzchnię i potrafi dostarczyć więcej frajdy – zakręty, skrzyżowania, podjazdy i zjazdy, a do tego piękne widoki. Nie ma tu jednej, „najlepszej” drogi, warto się trochę pogubić. Trzeba mieć na uwadze to, że nie tylko silnik będzie bardziej wysilony, ale przede wszystkim hamulce. Jeżeli nie jesteście pewni ich sprawności, wybierzcie drugą drogę. MINI Cooper JWC spisało się wzorowo. Duży zapas mocy (w końcu dwulitrowy silnik generuje aż 230 KM i 380 Nm), świetne hamulce i kompaktowe wymiary na takich drogach dostarczyły mi mnóstwo frajdy. Mimo niewielkich prędkości jazda niezwykle mocno angażowała.
Druga opcja – właściwie powinna być tą pierwszą, podstawową – to trzymanie się drogi 975. Skręcamy w lewo na Gródek nad Dunajcem i jedziemy wzdłuż jeziora dolną częścią trasy, by na końcu wspiąć się i ponownie zjechać w stronę Nowego Sącza, zostawiając za plecami na wzgórzu dwie ogromne i niemal identyczne wille należące do bliźniaków prowadzących pewną znaną firmę produkującą lody. Droga jest prostsza, bezpieczniejsza i nie mniej urokliwa. Warto poszukać miejsca, w którym można się zatrzymać – widoki naprawdę imponują. Jeśli to możliwe, polecamy przejechać obie trasy. Tę część wybrałem w drodze powrotnej.
trzy razy Zdrój!
Przejazd przez Nowy Sącz aż do Krynicy potraktujmy tym razem jako odcinek techniczny. Pokonałem go z zamkniętym dachem. Czasami, jeżdżąc samochodem z otwartym nadwoziem, ma się ochotę na odrobinę wyciszenia. Dach w MINI działa szybko, choć trzeba przyznać, że nie zapewnia najlepszej izolacji akustycznej. Moje uznanie zyskało jednak rozwiązanie umożliwiające częściowe jego otwarcie. Wcześniej, nigdy z tego nie korzystałem, uważałem to za przerost formy nad treścią. Praktyka to zweryfikowała – okazało się, że to przydatna funkcja. Kontrowersje wzbudził we mnie symbol „Union Jack” na dachu. Niewątpliwie wyróżnia samochód, jednak czy tych detali podkreślających brytyjskość w MINI nie jest za wiele?
Wjazd do Krynicy-Zdroju od północy potrafi być zakorkowany, dlatego lepiej kontynuować jazdę drogą krajową nr 75 i nie zjeżdżać do miasta drogą 981. Warto za to wjechać od północnego wschodu, dzięki czemu nie ominiecie perełki modernizmu, czyli słynnego hotelu Patria. Niegdyś luksusowy, dziś – niestety – zapomniany, Hotel Patria w Krynicy-Zdroju został zaprojektowany przez wybitnego architekta Bohdana Pniewskiego i wybudowany przez Jana Kiepurę w latach 1932–1933. W 1949 r. obiekt znacjonalizowano, a Kiepura – choć otrzymał odszkodowanie – utracił do niego prawa. Do dziś budynek zachował wiele oryginalnych elementów wyposażenia, jednak jego wnętrza pozostają niemal niedostępne, pełniąc funkcję sanatorium o skromnym standardzie. Patria miała swoją konkurencję, do której dotarłem w kolejnym etapie mojej podróży.
Krynica to nie tylko modernistyczne perełki, ale także drewniana i murowana architektura uzdrowiskowa. Warto zajrzeć do Muzeum Nikifora, poznać historię Łemków, wejść na Górę Parkową, a przede wszystkim spróbować leczniczych wód mineralnych. Miejsc do degustacji jest kilka, lecz najbardziej imponuje Pijalnia Główna – powojenny, modernistyczny gmach, zachwycający wielkimi przeszkleniami. Wnętrze tonie w egzotycznej zieleni, a ściany przy rozlewni zdobi unikatowa ceramika projektu Krystyny Strachockiej-Zgud, wykonana w zakładach Łysa Góra pod Tarnowem (ich kamionka zdobi m.in. kino Kijów, hotel Cracovia czy warszawską Cepelię). Niestety, duża część dekoracji została zdemontowana podczas remontu – dopiero dziś uczymy się doceniać takie detale, czasem zbyt późno.
Degustacja wód w Krynicy jest jak degustacja modnych trunków, tyle że nie jest modna. Średnia wieku uczestniczących w tej zabawie kształtuje się raczej wysoko, tak samo jak wiek turystów odwiedzających to miasto. I może to jest w tym miejscu najpiękniejsze. Wracając do wodnego „cuppingu”. Próbujesz wód z różnych źródeł i analizujesz różne nuty smakowe. Warto jednak spróbować kilku i wybrać faworytkę. Początkującym polecam delikatną Słotwinkę lub Zdrój Główny (Kryniczankę), a poszukującym mocniejszych wrażeń – Tadeusza (chyba mój ulubiony) czy charakterystyczny Zuber. Najlepiej smakują z tradycyjnych pijałek o osobliwym, uroczym wzornictwie, które doskonale sprawdzą się jako pamiątka z podróży. Zresztą przydadzą się też jeszcze później.

Jakub Ziółkowski
Najpiękniejsza droga w (Mało)Polsce?
Z Krynicy ruszam w stronę Muszyny, a następnie Piwnicznej-Zdroju. Tu zaczyna się jedna z najpiękniejszych dróg na południu Polski. Swój wyjątkowy charakter zawdzięcza Popradowi i dolinie, którą ukształtowała ta rzeka. Poprad malowniczo meandruje, a wzdłuż niego biegną droga i tory kolejowe. Po drugiej stronie widoczna jest już Słowacja.
W połowie trasy leży Żegiestów-Zdrój – niezwykła miejscowość, która po latach zapomnienia powoli budzi się do życia. Jej senny charakter mocno mnie zawsze przyciąga. Największy rozwój przeżywała w latach 20. XX w. Do dziś imponują tu zwłaszcza hotel Wiktor i Dom Zdrojowy, które wraz z placem przed nimi stały się centrum tej miejscowości. To właśnie tu planowano budowę Patrii, jednak z powodu wysokich cen gruntów Jan Kiepura zrezygnował i ostatecznie zrealizował projekt w Krynicy.
W czasie okupacji hotel Wiktor zamieniono w duży ośrodek szkoleniowy dla żołnierzy niemieckich, a sam Hitler tak polubił Żegiestów, że na Łopacie Polskiej rozważał wzniesienie swojej letniej rezydencji. Dziś jest to unikatowe miejsce, gdyż granica ze Słowacją, którą tworzy Poprad, okala ten teren, przez co, patrząc na północ, widzimy tereny słowackie, a dopiero za nimi znów Polskę. W latach 1925–1929 powstał Nowy Dom Zdrojowy, zaprojektowany przez prof. Adolfa Szyszko-Bohusza. Było to konkurencyjne miejsce wobec Patrii.
W latach 90. Żegiestów-Zdrój ponownie popadł w ruinę, a wiele budynków (w tym Dom Zdrojowy i pijalnia) przez lata stało opuszczonych. Jeszcze niedawno było to miasto widmo, dziś – choć jeszcze nie w pełni – zaczyna ożywać. Dom Zdrojowy znów działa, choć nie jest dostępny dla każdego. Na jego tyłach znajduje się pijalnia zdrojowa Anna – w wąwozie u stóp góry, około 350 m za Domem Zdrojowym. Jest to kolejna okazja do degustacji wód, tym razem w naprawdę uczciwej cenie. W przeciwieństwie do źródeł krynickich, przy których pobiera się drobną opłatę, tutaj jej nie ma. Pewnie zmieni się to wraz ze wzrostem popularności tego miejsca.

Jakub Ziółkowski
Skok w bok: Słowacja
Dalej ruszam w stronę Piwnicznej-Zdroju, gdzie mamy pierwszą okazję przekroczyć granicę w miejscowości Żegiestów, bez dopisku „Zdrój”. Co prawda, jest to pieszo–rowerowa kładka, ale jeśli chcemy zrobić błyskawiczną wycieczkę na Słowację, jest to możliwe. Po drugiej stronie znajduje się mała chatka z informacją turystyczną – można tu wypić kawę i zjeść domowe ciasto.
Druga okazja do przekroczenia granicy jest już w Piwnicznej-Zdroju, gdzie kończy się nasza piękna droga i możemy powoli kierować się z powrotem w stronę Nowego Sącza i Jeziora Rożnowskiego, zamykając naszą pętlę. To świetna okazja do tego, by zrobić zapas Kofoli, bananów w czekoladzie oraz zjeść przepyszne słowackie jedzenie, takie jak halušky czy smažený syr. Niewątpliwie mam słabość do tych dań – tak samo jak do doliny Popradu i MINI. Cooper JCW to jeden z ostatnich takich samochodów: spalinowy, mały, zwinny i szybki. Do tego w nadwoziu, które w tej klasie jest niemal niedostępne. Może nie jest to idealne auto na co dzień, ale na takie właśnie wycieczki wręcz stworzone.