MUZEUM
Co znajdziemy w magazynach Muzeum Alfa Romeo

Każde muzeum motoryzacyjne skrywa sekrety – magazyny, do których nie mają dostępu zwykli zwiedzający. Tak jest też w Museo Storico Alfa Romeo, w którym moją uwagę przyciągnęły regały z zakurzonymi modelami w skali.

Jakub Ziółkowski
Muzeum, które mieści się na terenie dawnej fabryki Alfy Romeo w Arese, oficjalnie otwarto 18 grudnia 1976 r. Produkcję aut zakończono tam w 2002 r., a silników – w 2006. Na początku 2009 r. muzeum po raz pierwszy zamknięto na czas remontu, by ponownie otworzyć je pod koniec tego samego roku z okazji setnych urodzin marki Alfa Romeo, przypadających w 2010 r. W lutym 2011 r. zamknięto je ponownie, rzekomo z powodu kolejnych prac modernizacyjnych. Projekt przebudowy sfinalizowano dopiero pod koniec 2013 r., a właściwe prace ruszyły latem 2014. Największe emocje wywołała przerwa między 2011 a 2015 r., kiedy wielu „alfisti” obawiało się, że kolekcja trafi pod młotek. Na szczęście tak się nie stało. 24 czerwca 2015 r. muzeum otwarto ponownie – nowoczesne, odświeżone i symbolicznie nakryte nowym, czerwonym dachem w odcieniu Alfa Red.
Dzisiejsza ekspozycja odpowiada współczesnym standardom i znacznie różni się od tej sprzed remontu. Część eksponatów nie powróciła – jak choćby Renault Dauphine montowane na licencji czy... kuchenka gazowa „made in Arese”. Czy zniknęły na zawsze? Z głównej wystawy – na pewno. Jest ona starannie zaplanowana i prowadzi widza przez historię Alfy Romeo. Jednak nie wszystko przepadło – niektóre eksponaty wracają przy okazji wystaw czasowych i specjalnych wydarzeń. Przechowywane są w muzealnych magazynach, rozmieszczonych na dwóch poziomach. To tam znajdują się brakujące elementy kolekcji – inne modele, concept cary, a nawet wspomniana kuchenka. Dauphine nie odnaleziono. Wizyta w miejscach niedostępnych dla publiczności zawsze wiąże się z dreszczykiem emocji. Zobaczyć to wszystko na żywo po raz pierwszy to duża ekscytacja. Ale prawdziwy zachwyt przyszedł, gdy stanąłem przed zakurzonymi regałami z koncepcyjnymi modelami wykonanymi w skali.
Jakub Ziółkowski
Modele testowe
Zanim samochód trafi na drogi, musi zaistnieć fizycznie – choćby jako model. Kiedyś z papieru i gliny, dziś często z wirtualnego rendera. Wciąż jednak wiele zespołów decyduje się na tworzenie modeli w skali – by uchwycić proporcje, linie nadwozia, przetłoczenia. W Arese znajdują się modele wykonane w skali 1:4 czy 1:1, często z gliny. Jednym z nich było niesamowite 8C Competizione, pokazane w gliniano-plastikowej wersji, wykonanej jeszcze pod kierunkiem Wolfganga Eggera (obecnie pracującego dla chińskiej marki BYD).
Po glinianych szkicach przychodzi czas na modele z trwałych tworzyw – bardziej precyzyjne, często służące do testów kolorystyki, refleksów światła, stylistycznych detali. Takie znajdowały się na metalowych regałach magazynu.
Wśród modeli koncepcyjnych jeden szczególnie przykuwa uwagę. Pomarańczowa muskularna bryła, której nie da się pomylić z niczym innym – to SUV. Stworzony w czasach, gdy o SUV-ach mało kto myślał poważnie. Dla Alfy jednak temat terenówek nie był nowy – już w latach 50. powstało AR51 „Matta”, produkowane dla wojska. Tu jednak chodziło o coś innego – lifestylowe miejskie auto, które miało łączyć charakter z funkcjonalnością. Projekt powstał prawdopodobnie w latach 80., dekadzie eksperymentów, w której narodziły się też takie ciekawostki, jak Alfa Romeo New York Taxi (koncept futurystycznej taksówki Giugiara, stworzony prawdopodobnie we współpracy z Nissanem w ramach spółki ARNA jako projekt dla muzeum sztuki współczesnej MoMA w Nowym Jorku) czy hybrydowy SUV Tempo Libero z elektrycznym napędem tylnej osi – to rozwiązanie znajdziecie dziś w… Alfie Romeo Tonale Q4. W magazynie zobaczyć można również Kamala – pierwszy pełnowymiarowy SUV Alfy, który mimo zaawansowanych prac nie trafił na drogi. Dopiero Stelvio przetarło szlaki, stając się bestsellerem. Dziś gama Alfy to w większości SUV-y, co wzbudza mieszane uczucia. Ortodoksyjni fani patrzą z nostalgią w przeszłość, ale jeśli marka ma mieć przyszłość, musi też odpowiadać na potrzeby współczesnego rynku.
Jakub Ziółkowski
Chrapka na segment E
Alfa Romeo zawsze chciała istnieć w prestiżowym segmencie E, ale nie była to łatwa droga. Model 6 z genialnym silnikiem V6 autorstwa Giuseppego Bussa był piękny, lecz niedoceniony. Alfa 90 – samochód o dość generycznej stylistyce, ale wciąż z napędem na tylne koła – też nie zdobyła serc klientów. Dopiero model 164, stworzony w ramach projektu Tipo 4 razem z Saabem i Lancią, zapisał się jako jedno z lepszych aut marki lat 90. Choć nie bez kontrowersji – przejście na przedni napęd uznawano za zdradę (była wersja Q4 z napędem na obie osie, ale możliwe, że to za mało). Wśród modeli testowych z tamtej epoki widać wiele prób pogodzenia komfortu z duchem sportowym – jak choćby koncept 164 Proteo, napędzany V6 i wyposażony w układ 4×4. To właśnie linia boczna tego auta czy kształt świateł miały potem wpływ na stylistykę kultowego GTV 916, które powstało kilka lat później na mniejszej platformie Tipo 2. Ostatnią próbą zaistnienia w klasie wyższej była Alfa Romeo 166 – klinowata, elegancka, ale zbyt mało praktyczna, by podbić rynek. Do dziś uchodzi za jedną z najładniejszych limuzyn tamtej epoki – i jedną z najbardziej niedocenionych.
Sportwagon to nie kombi!
Alfa Romeo – jak twierdzą niektórzy – nigdy nie produkowała klasycznych kombi. Zamiast tego oferowała modele Sportwagon. Może to trochę naciągane, ale te nadwozia naprawdę były udane stylistycznie. Miały bardziej sportowy charakter niż typowo rodzinne kombi i przede wszystkim nie były tak praktyczne, jak auta konkurencji. Dziś powiedzielibyśmy, że to shooting brake. Ikoną tej filozofii stała się Alfa Romeo 156 SW. Początkowo model 156 miał istnieć tylko jako sedan. Dopiero później zapadła decyzja o stworzeniu wariantu z dynamicznie opadającym dachem i ściętą tylną szybą – zaledwie 360 l bagażnika, ale jak to wyglądało! Pamiętacie reklamę z Catherine Zetą-Jones? Jeżeli nie, koniecznie musicie nadrobić, bo czy tak promuje się rodzinne kombi? Zachęcona sukcesem 156 SW marka rozważała również stworzenie bardziej praktycznego nadwozia w modelu 166, ale projekt wypadł zbyt ciężko stylistycznie. Zachował się tylko jako prototyp, ukryty dziś w muzealnych archiwach.
Jakub Ziółkowski
Giulietta miała wiele twarzy
Giulietta to jedno z najpiękniejszych imion w historii Alfy. Model z 2010 r. miał trudne zadanie – zastąpić wysłużone 147. Prace rozpoczęto dopiero w 2005 r., a przez lata projekt przeszedł liczne zmiany. Początkowo planowano nazwę „149”, a potem „Milano”, która jednak została odrzucona dosłownie w ostatniej chwili. Padło na Giuliettę w nawiązaniu do kultowego samochodu z przełomu lat 50. i 60. XX w. W magazynach w Arese można dziś zobaczyć modele wszystkich wersji stylistycznych opracowanych równolegle – każda inna, każda próbująca uchwycić ducha i dziedzictwo marki. Finalna Giulietta została zaprojektowana przez Centro Stile Alfa Romeo. Produkowano ją przez dekadę, co w dzisiejszej motoryzacji jest rzadkością. Obok spoczywają koncepcje sedana klasy D, który miał zastąpić model 159. Projekt zarzucono, by rozpocząć od nowa – co zaowocowało współczesną Giulią, jednym z najlepiej ocenianych modeli marki ostatnich lat.
Patrząc na regały w Arese, można by opowiedzieć znacznie więcej. Bo to właśnie na nich ukryta jest historia marki. Widać tu dobrze znane auta w różnych wariantach sprzed produkcji, ale też zupełnie zapomniane, niepokazywane szerzej bryły – fascynujące i dające do myślenia każdemu, kto zastanawia się, co by było, gdyby ten projekt jednak trafił do sprzedaży. Albo: czy finalna wersja, która weszła do produkcji, rzeczywiście była najlepsza? Zazwyczaj widzimy tylko efekt końcowy, a przecież fascynujący potrafi być także sam proces.


Czytaj więcej