MADE IN POLAND

Prosta szyba – prosta wycieraczka. Pomysłowi Hofmanna zaufał sam Henry Ford, to ta amerykańska marka wprowadziła na wyposażenie wycieraczkę konstrukcji Polaka.
Metronom Hofmanna
Podobnie jak w przypadku wielu epokowych odkryć, na taki sam pomysł wpadło niezależnie kilka osób. Jedną z nich był Polak, w dodatku utalentowany pianista. O kim i o czym mowa? Oczywiście o Józefie Hofmannie i wycieraczkach samochodowych.

ZdjęciA: Michał Szewczyk, Rafał Andrzejewski, Narodowe Archiwum Cyfrowe, Archiwum

Firma Bosch ma olbrzymi udział w rozwoju pomysłu Hofmann. To oni skonstruowali elektryczny napęd (1926) i wprowadzili wycierczki przegubowe (1958), których używamy do dziś.
Z perspektywy czasu trudno uznać ze stuprocentową pewnością, kto i z czym był pierwszy. Czasami decydowało opatentowanie pomysłu, czasami kraj, w którym tego dokonano. Innym razem ważniejsze okazywały się PR czy „siła przebicia”. Pisałem już o tym przy okazji pleografu Kazimierza Prószyńskiego. Podobnie było z wycieraczkami samochodowymi. Urządzenia do oczyszczania szyb istniały już pod koniec XIX wieku. Zanim jeszcze upowszechniła się motoryzacja, stosowano je na statkach czy w lokomotywach. Najczęściej spotykanym nazwiskiem w tym kontekście jest Mary Anderson, która opatentowała takie urządzenie w 1903 roku. Jako wynalazcy wycieraczek wymieniani są także Robert Douglass czy John Apjohn. Wszystkie te wynalazki, łącznie z tym Hofmanna, powstały w pierwszej dekadzie XX wieku, a z perspektywy czasu trudno przyznać komukolwiek palmę pierwszeństwa. Mówi się jednak, że zasada działania, którą do dziś obserwujemy we współczesnych samochodach, to dzieło polskiego pianisty.

Józef Hofmann, doskonały pianista i niezwykły wynalazca, człowiek, który nawet na muzykę patrzył przez pryzmat matematyki i fizyki.
Józef Hofmann był postacią niezwykłą. Urodzony w 1876 roku w Krakowie syn kompozytora i śpiewaczki właściwie nie mógł podążyć inną drogą niż droga kariery. A ta już na początku nabrała zawrotnego tempa. Jako jedenastolatek debiutował w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Jako osiemnastolatek wygrał konkurs im. Antoniego Rubinsteina, który zresztą był jego nauczycielem. Oprócz muzyki jego pasją była nauka, zwłaszcza przedmioty ścisłe. Krytycy pisali, że podczas gry wykorzystywał swój analityczny umysł do granic możliwości, ale i pracował nad ulepszaniem samych instrumentów. Eksperymentował z konstrukcją klawiszy, młoteczków, zbudował przedłużacze do pedałów instrumentu. Olbrzymią rolę w pozamuzycznej działalności Hofmanna odegrał sam Tomasz Edison, z którym nasz wirtuoz korespondował. To on miał namawiać pianistę, aby został zawodowym wynalazcą. Krakowianin potrafił jednak doskonale łączyć te dwie profesje. Koncertował, komponował, a w międzyczasie wymyślał coraz to ciekawsze patenty. Pomijając unowocześnienia fortepianu, przypisuje mu się m.in. amortyzatory pneumatyczne, zegarek elektryczny czy praprzodka dzisiejszych nawigacji samochodowych. Na techniczne dzieła Hofmanna olbrzymi wpływ miała muzyka. Udoskonalił spinacze do papieru do postaci, jaką znamy do dziś – zwinął po prostu drut w coś, co przypomniało klucz wiolinowy. Metronom (urządzenie do wyznaczania taktu) posłużył mu do skonstruowania wycieraczek samochodowych. Mówi się, że w wieku niespełna 30 lat zbudował swój własny automobil, którym wybrał się na wycieczkę po Europie. Motoryzacja pasjonowała go już od zarania dziejów samochodu. Po jakimś czasie w autach pojawiły się szyby i dachy, a samochody zaczęły się poruszać z coraz większą prędkością. Z czasem pojawił się też problem ograniczonej widoczności. Hofmann, znając dotychczasowe metody oczyszczania szyb, przypomniał sobie ruch wahadła metronomu i przełożył go na szybę wozu. Wydało mu się to najbardziej efektywnym sposobem ich wycierania. Opatentował swój pomysł, który niebawem zafascynował Henry’ego Forda – do tego stopnia, że ten ostatni wdrożył go do produkcji w swej fabryce. Jakiś czas później firma Bosch opatentowała elektryczny napęd wycieraczek i można było uznać, że od tamtej pory do dziś wszystkie kolejne modyfikacje tego niedocenianego, ale jakże ważnego elementu wyposażenia aut to tylko niewielka kosmetyka. A Józef Hofmann? Do końca lat 30. kontynuował swą błyskotliwą karierę. W superlatywach wypowiadał się o nim Siergiej Rachmaninow, podziwiał Artur Rubinstein. Prowadził słynną szkołę dla uzdolnionej młodzieży Curtis Institute of Music w Filadelfii i... konstruował. Łącznie przypisuje mu się 70 różnych patentów. Nie odniósł na tym polu spektakularnego sukcesu finansowego, bo... nie chciał. Ze swym ścisłym umysłem zapewne nie stanowiłoby to problemu, ale podobnie jak Nikola Tesla, Hofmann tworzył dla samego tworzenia. To samo skonstruowanie wynalazku było dla niego celem, a nie zarobienie na nim pieniędzy. Niestety, podobnie jak inne wielkie umysły, z czasem popadł w problemy. W jego życiu pojawił się alkohol i depresja. Ponoć przyczyniły się do tego problemy rodzinne. Rachmaninow miał o nim rzec: „Hofmann wciąż jest niebotyczny... największy żyjący pianista. Jeżeli jest trzeźwy i w formie”. Pod koniec lat 40. oficjalnie zakończył karierę muzyka. Jednak przy życiu utrzymywała go ta druga, techniczna pasja. Po cichu, z dala od jupiterów i wielkich scen nadal tworzył, tym razem nie samą muzykę, ale sposoby jej zapisu. Do końca życia pracował nad różnymi sposobami nagrywania dźwięków fortepianu, złorzecząc, że jego oczekiwania wyprzedzają dostępne technologie. Zmarł na zapalenie płuc w lutym 1957 roku w wieku 81 lat, ale jego patenty pozostały.

Genialny patent. Wycieraczka ma prawie sto lat, a nadal w większości samochodów powtarza ruch przeniesiony przez Hofmanna z muzycznego metronomu.