HISTORIA
Najsmutniejszy
van świata

Samochody mają swoją mroczną stronę. Ludzie w nich często umierają. Tragiczne wypadki, pożary, samobójstwa. Zwykle, jakkolwiek okrutnie to brzmi, jeden samochód ma jedną straszną szansę stać się przyczyną czyjejś śmierci. Przypadek. Splot zdarzeń. Ułamek sekundy. Ale nie Volkswagen Jacka Kevorkiana.

Patryk Kościelniak
Ilustracja: Patryk Kościelniak, Zdjęcia: Archiwum
Volkswagen Transporter T2 to samochód, który zwykle wywołuje uśmiech. Kojarzy się z filmem drogi, jak „Mała miss”, niezależna produkcja nagrodzona Oscarem. A może zamykamy oczy i widzimy surferski klimat – VW stoi na plaży, wpatruje się w zachodzące słońce i w swojego właściciela ujeżdżającego fale na longboardzie? Może też z festiwalem Woodstock i rokiem 1969, kiedy to hipisi z gitarami jadą zobaczyć Grateful Dead na żywo
Volkswagen Typ 2 produkowany był od 1967 r. Od 1972 r. oferowano również wersję elektryczną. Krytykowanie T2 w świecie motoryzacji jest niemal jak kopnięcie szczeniaka. Ten pluszowy symbol wolności i kontrkultury przetrwał w produkcji, w Brazylii, aż do 2013 r.
„Jeśli możemy pomagać ludziom przyjść na świat, dlaczego nie możemy pomóc im odejść z tego świata?”
zawsze jednak jest jakieś „ale”
Jack Kevorkian rozsławił T2 z zupełnie innego powodu. „Dr Śmierć” uczynił z niego mobilną komorę do przeprowadzania asystowanych samobójstw.

Jeśli wcześniej nie słyszałeś o starszym panu z Detroit, to możliwe, że właśnie poczułeś ciarki na całym ciele. Kevorkian urodził się w mieście Pontiac 100 lat temu. Jednak to nie Pontiac stał się jego symbolem. Już wiemy, co nim było.

Trzymasz w ręku „Classicauto”. Być może siedzisz na kanapie, popijasz aromatyczną kawę, wertujesz magazyn pachnący farbą drukarską. A pod płaszczykiem uroczej opowieści o hipisowskim vanie dostajesz historię o rydwanie śmierci. No cóż, życie.
Dying is not a crime
Każdy z nas, siedzących na kanapie z CA w ręku, ma jakieś zdanie o eutanazji. Ten temat pojawia się od czasu do czasu, szczególnie w takich sytuacjach, jak suicide pod z Schaffhausen z 2024 r. To nie był motoryzacyjny przypadek. Maszyna wyglądała jak solarna Aptera, samochód przyszłości, czy po prostu już klasyczne CityEl.
Nie mam prawa wypowiadać się w imieniu nas wszystkich. Mam jednak podejrzenie, że lubimy poczucie kontroli nad swoim życiem. Nie lubimy za to cierpieć. Jack Kevorkian, publikujący od lat 80. w niemieckim „Medicine and Law”, od dawna zajmował się tematem godnego odchodzenia terminalnie chorych pacjentów.
Oczywiście, eutanazja, szeroko promowana, ma też drugie oblicze. Poczucie winy. Może powinno się odejść i nie być ciężarem? Może życie powyżej jakiegoś wieku jest po prostu nietaktowne? Ale co, jeśli życie stanowi syntezę cierpienia? Kiedy życie jest już tylko drogą do nieuchronnej śmierci, czy trzeba jej wyczekiwać? To tylko pytania, na które nie odważę się odpowiedzieć. Jack miał jednak na to odpowiedź. Tak samo jak amerykański wymiar sprawiedliwości. Ale o tym później.
Ofiary czy beneficjenci?
Dr Jack skonstruował swoją maszynę do uśmiercania za kwotę 30 dolarów, oczywiście, nie wliczając kosztu zakupu samochodu. Hybrydą życia i śmierci poruszał się po stanie Michigan. Pierwszą osobą, która odeszła w mobilnej komorze eutanazyjnej, była 54-letnia Janet Adkins, chora na alzheimera. Pierwsza ze 130.

Jack mawiał: „Jeśli możemy pomagać ludziom przyjść na świat, to dlaczego nie możemy pomóc im odejść z tego świata?” To dość prowokacyjne i zero-jedynkowe stwierdzenie zmusza do dyskusji na temat eutanazji. Łatwo można je podważyć, mówiąc, że właśnie pomagamy przy narodzinach i robimy wszystko w imię jak najdłuższego życia. To z kolei dotyka bardzo aktualnego tematu, czyli głośnego longevity.

Zapytałem lekarza Wojciecha Sierockiego (na zdjęciu obok), zajmującego się rozwojem programu longevity i medycyną prewencyjną, czy ludzie naprawdę chcą żyć wiecznie. Odpowiedział, że branża longevity skupia się coraz bardziej na dodawaniu życia do lat, a nie lat do życia. Zatem nacisk kładzie się na jakość życia, a nie na walkę o rekord długowieczności. Oczywiście, jedno z drugim jest mocno powiązane, a na pewno nie dotyczy ludzi terminalnie chorych.

Jack Kevorkian na pewno rozpoczął długą dyskusję na temat życia, śmierci i sposobów odchodzenia, za co został skazany przez sędzię Jessicę Cooper na 10–25 lat więzienia. Kevorkian nagrał akt odejścia Thomasa Youka i udostępnił go stacji CBS, tym samym ściągnął na siebie zainteresowanie wymiaru sprawiedliwości. Po kilkukrotnym unikaniu odpowiedzialności w 1999 r. został skazany za morderstwo drugiego stopnia.

Często słyszymy o pierwszym lub drugim stopniu morderstwa, oglądając filmy kryminalne. Kevorkian uznawał swoje działania za akt miłosierdzia. Różnica między tym, co działo się w VW, a przypadkiem Thomasa Youka polegała na tym, że w busie ludzie sami naciskali przycisk z substancją, a Kevorkian jedynie asystował. W przypadku Thomasa „Dr Śmierć” wstrzyknął substancję osobiście, czyniąc z siebie mordercę.
Wyrok na busika
Dokumenty auta wskazują na to, że doktor sprzedał je na części w 1997 r. za 150 dolarów. Przebieg na liczniku wskazywał jedynie 18 732 mile. Nie wiemy jednak, czy pięciocyfrowe bębenki nie przekręciły się już raz lub kilkakrotnie.

Samochód ze względu na swoją historię nie mógł zagościć na długo na e-Bayu. Był skategoryzowany przez regulamin jako murderabilia – narzędzie zbrodni sprzedawane jako pamiątka. Ostatecznie trafił do lombardu. Sprzedająca osoba żądała początkowo 100 000 dolarów, ale dostała za niego tylko jedną piątą tej kwoty. Auto kupił Zak Bagans, który żyje ze sprzedawania ludziom historii o nawiedzeniach i zjawiskach paranormalnych. Pojazd stoi w jego muzeum pośród mrocznych lalek i horrorowych artefaktów. Symbol walki o prawo do decydowania o swoim życiu skończył jako eksponat w muzeum podobnym do tych z figurami woskowymi.

A co współczesna medycyna mówi o eutanazji? Większość światowych organizacji lekarskich zajmuje krytyczne stanowisko. Światowe Stowarzyszenie Lekarzy (World Medical Association – WMA) podkreśla, że zadaniem lekarza jest przede wszystkim ochrona życia i łagodzenie cierpienia, dlatego sprzeciwia się zarówno eutanazji, jak i samobójstwu wspomaganemu przez lekarza. Jednocześnie organizacja wskazuje, że lekarz powinien szanować prawo pacjenta do odmowy leczenia oraz zapewnić mu godną opiekę paliatywną w końcowej fazie życia.


Czytaj więcej