WEEKENDOWY PODRÓŻNIK

W drodze
Pętla Doliny Dolnej Wisły
Najciemniej jest pod latarnią. To stwierdzenie niewątpliwie pasuje do tej historii. Poszukując angażujących dróg i porywających widoków, wcale nie musimy wybierać się na drugi koniec Polski.
Czasami wystarczy rozejrzeć się po własnym sąsiedztwie. Choć te tereny leżą niedaleko mojego rodzinnego miasta, czyli Bydgoszczy, dolinę dolnej Wisły poznałem dopiero w dorosłym życiu – gdy zrobiłem prawo jazdy i kupiłem pierwszy samochód.

„Samochody dają wolność!” – to hasło może wydawać się przereklamowane, ale dzięki temu, że stałem się osobą zmotoryzowaną, poznałem wiele pięknych miejsc i spotkałem wielu ciekawych ludzi. Wróćmy jednak do głównego tematu. Zajrzyjmy do doliny największej rzeki Polski – nie w jej południowym biegu, lecz na ostatnich dziesiątkach kilometrów, zanim wpłynie do Bałtyku.
Dolina dolnej Wisły
Wyżłobiona na północ od Bydgoszczy dolina imponuje widokami, a wijące się po jej stromych zboczach drogi ucieszą niejednego kierowcę. Serpentyny i strome podjazdy to nie tylko domena południa Polski. Choć wiadomo, że w mniejszej skali. Dolina dolnej Wisły, ciągnąca się od Fordonu (dzielnica Bydgoszczy, a niegdyś odrębne miasto) aż po Gniew, zachwyca krajobrazem. Jej zbocza osiągają wysokość względną 50–70 m, a ich nachylenie dochodzi nawet do 50°. Średni poziom lustra Wisły obniża się od 28 m n.p.m. w rejonie Fordonu do ok. 20 m w okolicach Świecia. I właśnie na tym odcinku się skupiłem.

W tę podróż wybrałem się tylnonapędowym sedanem klasy średniej. Samochody tej klasy były niegdyś bardzo popularne. Niemal każda marka miała taki w swoim portfolio. Wydawało się, że nadwozie tego typu nie ma przyszłości, a na drogach zagoszczą wyłącznie SUV-y. I choć wielu uzna te słowa za herezje, to ten rodzaj nadwozia dzięki samochodom elektrycznym nie zniknie. Czas odłączyć ładowarkę i ruszyć w drogę za kierownicą BYD-a Seala.
Ostromecko to nie tylko woda!
Wyjeżdżając z Bydgoszczy drogą krajową nr 80 przez most Fordoński, zanim się dobrze rozpędzimy, skręcamy w lewo w drogę 551. Warto zatrzymać się już w Ostromecku. Miejscowość ta znana jest z dwóch rzeczy – zespołu pałacowo-parkowego oraz wody mineralnej.
Pierwszy z nich składa się z dwóch obiektów – Starego Pałacu z XVIII w. w stylu barokowym oraz Nowego Pałacu z XIX w., utrzymanego w stylu neoklasycystycznym. Otacza je rozległy park krajobrazowy o powierzchni ponad 36 ha, zaprojektowany w stylu angielskim. Druga lokalna atrakcja to woda sprzedawana niemal w całej Polsce, pochodząca ze „Źródła Marii”, zlokalizowanego w rezerwacie przyrody „Las Mariański”. W tym przypadku nie napijemy się wody prosto ze źródła – jak to było np. w Żegiestowie (CA 228) – pozostaje nam jedynie kupić butelkowaną wodę w sklepie spożywczym.



Jadąc drogą 551, kilka kilometrów później skręcamy w lewo w kierunku wsi Czarże. Aby urozmaicić sobie podróż, po chwili znów skręcamy – tym razem w kierunku Janowa – i jedziemy okrężnie. Boczna droga przez las zaskakuje zakrętami i pagórkami. Zjeżdżamy w dół doliny. We wsi Czarże wjeżdżamy znów na drogę 550 i mijamy gotycki kościół. W 1974 r. świątynia zyskała dzwonnicę w modernistycznym stylu z żelbetowego stelaża. Wygląda dosyć osobliwie, ale czy źle?
Kolejny odcinek z pozoru jest nudny i prowadzi dnem doliny. Mijamy Kokocko, słynące przed laty z imprez techno i młodych ludzi z gwizdkami oraz białymi rękawiczkami, aż docieramy do miejscowości Borówno, w której przy wale przeciwpowodziowym znajduje się punkt widokowy. Wisła w tym miejscu lubi wylewać, a woda w okresach wzmożonych opadów potrafi podchodzić pod sam wał. Powoli opuszczamy dolinę i ruszamy w stronę zbocza. Z daleka zaczyna majaczyć wielki napis. To nie Hollywood – to Starogród. Zbliżamy się do krótkiej serii zakrętów, które zdradzają, że prowadzony przez nas samochód jest bardzo komfortowy. Mocy nie brakuje (w końcu ma 313 KM), ale szybkich zakrętów nie lubi. Niski środek ciężkości to za mało – ten model nie jest do tego stworzony. Przynajmniej w wersji, którą jedziemy. Seal ma również wariant Excellence AWD – może on poradziłby sobie lepiej. Tak czy inaczej, jest to wygodny środek transportu.
Wędrujące miasto
Starogród to nazwa, która bezpośrednio odnosi się do historii tej miejscowości. Otóż kiedyś nazywała się Chełmno. To właśnie na tym wzgórzu znajdował się zamek i pierwotna lokacja miasta, które po spaleniu przeniesiono kilka kilometrów dalej. To jedno z miejsc – podobnie jak pobliskie Wzgórze św. Wawrzyńca – z którego rozpościera się piękny widok na Wisłę i zachodnie zbocza jej doliny.
Dalej jedziemy do Chełmna, miasta, którego główna zabudowa znajduje się na krawędzi doliny. Jest to jedna z tych niewielkich, a jednocześnie wyjątkowych miejscowości, które warto odwiedzić choć na chwilę. Stare Miasto imponuje architekturą. Jego największym skarbem jest doskonale zachowany średniowieczny układ urbanistyczny, wpisany na listę Pomników Historii. W centrum znajduje się rynek z renesansowym ratuszem, uznawanym za jeden z najokazalszych w Polsce.
Miasto otaczają niemal w całości średniowieczne mury obronne z licznymi basztami i bramami. Chełmno słynie również z aż siedmiu gotyckich kościołów, w tym z kościoła farnego pw. Wniebowzięcia NMP, w którym przechowywane są relikwie św. Walentego – patrona zakochanych. Dzięki temu Chełmno zyskało miano „miasta zakochanych”. Warto pospacerować po Starym Mieście – to miejsce wielu zaskoczeń. Jazda samochodem po Chełmnie jest możliwa, ale nieco utrudniona – malownicze uliczki są wąskie i jednokierunkowe. Tutaj nie jedziesz tam, gdzie chcesz, tylko tam, gdzie możesz.
Skąd tu się wzięli Holendrzy?
Opuszczając Chełmno, opuszczamy też wschodnią część doliny. Po drugiej stronie Wisły znajduje się Świecie – miasto o podobnej wielkości, ale mniej urokliwe mimo posiadania średniowiecznego zamku. Przez lata miało złą reputację – głównie przez fabrykę celulozy, z której unosił się nieprzyjemny zapach, oraz przez lokalny szpital psychiatryczny. Przed samym Świeciem skręcamy w lewo i jedziemy wzdłuż wału. Nie teleportując się z Polski, przejeżdżamy przez Kosowo, następnie Gruczno, w którym skręcamy w lewo w drogę 225. Po kilku kilometrach znów skręcamy w lewo – w kierunku miejscowości Chłystkowo.
Po nasyceniu się architekturą gotycką czas na architekturę holenderską, a właściwie olęderską. Już w XVI w. na terenach Pomorza pojawili się imigranci ze środkowej Europy. Byli to mennonici, którzy uciekali przed prześladowaniami religijnymi. W tamtych czasach Polska stawała się często azylem dla prześladowanych. A multikulturowość była czymś powszechnym. Olędrzy dzięki swoim umiejętnościom w budowie tam i osuszaniu zalanych terenów byli chętnie osadzani na terenach zalewowych. W dolinie Wisły pierwsze osady olęderskie powstały w drugiej połowie XVI w. na Nizinie Sartowicko-Nowskiej, a z czasem rozprzestrzeniły się na całym obszarze dolnej Wisły. Ich gospodarka była nastawiona głównie na hodowlę bydła. Olędrzy budowali wały przeciwpowodziowe, kanały i rowy melioracyjne, które zachowały się do dziś. Ich domy również różniły się od polskich – chata mennonicka w Chłystkowie wygląda jak żywcem przeniesiona z Niderlandów.
Wracając na drogę 225, przed miejscowością Topolno możemy skorzystać z kolejnego punktu widokowego – grodziska Talerzyk, z którego rozciąga się panorama wschodniego brzegu doliny Wisły.
Cieszmy się z małych rzeczy
W Topolnie skręcamy w stronę Kozielca. Okolica ta właściwie co kilometr funduje nam jakąś osobliwość. Po chacie olęderskiej można spodziewać się kolejnych zaskoczeń. W miejscowości Grabowo oprócz pałacu z 1850 r. i pozostałości po PGR-ze znajdują się odkryte formacje skalne – w tej części Polski to raczej rzadkość. Na zachodnim brzegu doliny dolnej Wisły epizodycznie pojawiają się gołe skały i jaskinie, np. w miejscowości Gądecz.
Może to nic spektakularnego, jak wiele z punktów, które dziś wymieniłem, ale jak śpiewa Sylwia Grzeszczak: „Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest!” Ostatnio wspominałem, że nie cel podróży może być najważniejszy, lecz sama droga. A jeśli już wybieramy jakiś cel, to nie musi on znajdować się na liście „najważniejszych miejsc do zobaczenia”. Samodzielne odkrywanie takich nieoczywistych atrakcji daje mi najwięcej radości. Łatwo to wytłumaczyć na przykładzie najpopularniejszej destynacji w tym regionie. W województwie kujawsko-pomorskim można pojechać do Torunia, zobaczyć pomnik Kopernika, wybrać się do planetarium i zjeść pierniki. Ale czy nie ciekawsze jest odwiedzenie toruńskiego osiedla Rubinkowo, którego układ ulic jedni porównują do plastra miodu, a inni – do wzoru strukturalnego poliestru produkowanego w zakładach Elana? Spacer po Bydgoskim Przedmieściu pełnym secesyjnych i modernistycznych kamienic? Albo wycieczka do podtoruńskich Piwnic, gdzie znajduje się największy w tej części Europy radioteleskop? Eksplorujmy, szukajmy, bo możemy się miło zaskoczyć. Wróćmy jednak do doliny dolnej Wisły.
Kraina Śliwki
Wyjeżdżając z Grabowa, uważajmy na „hopę” i jedźmy dalej – czeka nas kolejny podjazd i miniserpentyna do Kozielca. Dalej trasa wiedzie wzdłuż skarpy do Trzęsacza, by znów zjechać w dół. To jedne z najciekawszych fragmentów całej trasy – niezależnie od tego, jakim samochodem je pokonujemy. Zachodnia część doliny słynie z uprawy śliwki. Co roku w Strzelcach Dolnych odbywa się festiwal poświęcony temu owocowi. Jeśli jesteś z tej okolicy, smak powideł jest Ci bardzo bliski – to przecież domyślne nadzienie pączków w niemal każdej lokalnej cukierni. Wypełnienia z marmoladą różaną, które są tak popularne na południu, trudno tu znaleźć. Tu króluje śliwka, aczkolwiek ze względu na znakomite warunki uprawia się tu również inne drzewa owocowe, a nawet winorośl. Jadąc dalej drogą 258, dojeżdżamy znów do Fordonu i kończymy pętlę doliny dolnej Wisły. Po drodze nie zabrakło mi prądu, nie zawiodła żadna ładowarka, nie walczyłem o przetrwanie. BYD Seal okazał się przyjaznym kompanem tej podróży. Jazdę chińskim elektrykiem zakończę więc bez dramatyzmu.