ZEGARKI

Przegląd zegarków z jedną wskazówką
Szybko przyzwyczajamy się do wygodnych rzeczy. Weźmy na przykład wskazówkę minutową w zegarkach – wiele osób zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, że da się pokazywać czas bez niej. Dziś pokażę wam, że to możliwe.
Zdjęcia: producenci
Choć dziś zegary i zegarki z jedną wskazówką należą do rzadkości, ich historia okazuje się zaskakująco długa. To rozwiązanie jest zresztą wyjątkowo logiczne – nawiązuje do zegarów słonecznych, w których samotnie działał gnomon, a raczej jego cień. Pierwsze zegary mechaniczne montowane na kościołach i ratuszach XIV-wiecznej Europy również miały jedynie wskazówkę godzinową, wykonującą pełny obrót w ciągu doby. Co ciekawe, przez wiele dekad godziny liczono inaczej – „24” oznaczało zachód słońca.
Doskonałym przykładem takiego podejścia jest praski zegar astronomiczny Orloj na Ratuszu Staromiejskim, z mechanizmem, który powstał w 1410 r. Pokazuje on kilka różnych systemów czasu, a wszystkie obsługiwane są przez jedną wskazówkę, zakończoną złotą „rączką”, pokazującą czas staroczeski. Dodatkowe złote słońce informuje o czasie babilońskim – to jedyny zachowany zegar wieżowy z takim wskazaniem. Dopiero później, począwszy od Włoch, Francji i Hiszpanii w XVI w., upowszechnił się system, w którym godzina 24 przypadała na północ. Wskazówkę minutową wynalazł w 1577 r. szwajcarski matematyk i konstruktor Jost Bürgi, ale jeszcze długo nie była standardem. Dziś wciąż istnieje grupa producentów specjalizujących się w zegarkach jednowskazówkowych. Każdy interpretuje ten pomysł po swojemu – jedni stosują bardziej precyzyjne podziałki, inni przenoszą minimalistyczną ideę do modeli sportowych. Wśród najbardziej znanych marek są Luch z Mińskiej Fabryki Zegarków oraz niemieckie Botta, Meistersinger i Schaumburg.
Jak działają takie zegarki? W większości modeli wskazówka wykonuje pełny obrót w ciągu 12 godzin, dokładnie tak, jak klasyczna godzinowa w tradycyjnym zegarku. O precyzji odczytu decyduje wyłącznie skala na tarczy. W prostszych modelach odczytujemy jedynie pełne godziny, w bardziej dopracowanych – nawet co 5 minut. Tam podziałka składa się ze 144 kresek o różnej długości i grubości. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieco abstrakcyjnie, ale po krótkim przyzwyczajeniu okazuje się zaskakująco intuicyjne – na tyle, by bez problemu zdążyć na autobus. Można uznać takie czasomierze za gadżet dla kolekcjonerów, którzy szukają czegoś nietypowego. Jest jednak i druga strona medalu. Żyjemy w świecie permanentnego pośpiechu, w którym upływ czasu atakuje nas z każdej strony – od sekundników na nadgarstku, przez reklamy w miejskiej przestrzeni, po radio, z którego nawet piosenka rzadko może spokojnie wybrzmieć do końca.
Manfred Brassler, twórca Meistersingera, mówi, że jego zegarki pozwalają doświadczać czasu w bardziej wyluzowany sposób. Powolny ruch wskazówki godzinowej nie staje się kolejnym stresorem przypominającym o tym, jak szybko wszystko mija. I trudno się z tym nie zgodzić. Kilka lat temu przez niemal miesiąc testowałem taki zegarek. Czas naprawdę zdawał się wtedy płynąć odrobinę wolniej.
Jak działają takie zegarki? W większości modeli wskazówka wykonuje pełny obrót w ciągu 12 godzin, dokładnie tak, jak klasyczna godzinowa w tradycyjnym zegarku. O precyzji odczytu decyduje wyłącznie skala na tarczy. W prostszych modelach odczytujemy jedynie pełne godziny, w bardziej dopracowanych – nawet co 5 minut. Tam podziałka składa się ze 144 kresek o różnej długości i grubości. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieco abstrakcyjnie, ale po krótkim przyzwyczajeniu okazuje się zaskakująco intuicyjne – na tyle, by bez problemu zdążyć na autobus. Można uznać takie czasomierze za gadżet dla kolekcjonerów, którzy szukają czegoś nietypowego. Jest jednak i druga strona medalu. Żyjemy w świecie permanentnego pośpiechu, w którym upływ czasu atakuje nas z każdej strony – od sekundników na nadgarstku, przez reklamy w miejskiej przestrzeni, po radio, z którego nawet piosenka rzadko może spokojnie wybrzmieć do końca.
Manfred Brassler, twórca Meistersingera, mówi, że jego zegarki pozwalają doświadczać czasu w bardziej wyluzowany sposób. Powolny ruch wskazówki godzinowej nie staje się kolejnym stresorem przypominającym o tym, jak szybko wszystko mija. I trudno się z tym nie zgodzić. Kilka lat temu przez niemal miesiąc testowałem taki zegarek. Czas naprawdę zdawał się wtedy płynąć odrobinę wolniej.



