Goodwood Festival of Speed 2026
Goodwood Festival of Speed 2026 pokazał moc

Goodwood Festival of Speed to wydarzenie, którego nie da się w pełni zrozumieć z relacji w internecie ani filmów na YouTube. Dopiero będąc na miejscu można przekonać się, jak ogromna i doskonale zorganizowana jest to impreza. Już po pierwszej godzinie miałem wrażenie, że nie sposób zobaczyć wszystkiego nawet podczas kilku dni festiwalu, a co dopiero w ciągu kilku godzin. I chyba właśnie w tym tkwi fenomen Goodwood – to nie są targi motoryzacyjne. To wielkie święto samochodów, motosportu i ludzi, którzy tę pasję tworzą.

Rafał Sękalski
Zaproszenie na festiwal otrzymałem od firmy Alpine. Wstyd się przyznać, ale Goodwood Festival of Speed po raz pierwszy zobaczyłem na żywo. I już po kilkunastu minutach zrozumiałem, dlaczego od lat uchodzi za najważniejsze motoryzacyjne wydarzenie świata. Żadne zdjęcia, filmy ani relacje nie oddają jego skali. To ogromne miasteczko zbudowane wokół pasji do samochodów i motosportu, w którym dosłownie co kilka minut dzieje się coś, czego nie chciałoby się przegapić. Premiery nowych modeli, przejazdy po słynnej trasie hillclimb, spotkania z kierowcami Formuły 1 i legendami wyścigów, konkurs elegancji Cartier Style et Luxe, Future Lab czy dziesiątki stoisk producentów. Już po pierwszej godzinie miałem wrażenie, że nie da się tego wszystkiego zobaczyć nawet podczas kilku dni festiwalu. Goodwood nie jest imprezą, którą można „zaliczyć”. Można jedynie zdecydować, co tym razem świadomie się ominie.
Tegoroczna edycja odbywała się pod hasłem „The Rivals – Epic Racing Duels” (Rywale – Epickie pojedynki wyścigowe) i była opowieścią o największych rywalizacjach w historii motosportu. Organizatorzy przypomnieli pojedynki, które na trwałe zapisały się w historii wyścigów i rajdów, a obok współczesnych samochodów można było zobaczyć maszyny, które budowały legendę Le Mans, Formuły 1 czy motocyklowych Grand Prix. Jednym z najbardziej poruszających momentów całego weekendu był przejazd trzech zwycięskich Fordów GT Mk II z Le Mans 1966. Sześćdziesiąt lat po historycznym triumfie nad Ferrari samochody ponownie pojawiły się razem na trasie Goodwood, przypominając jedną z najsłynniejszych rywalizacji w dziejach motosportu.

Na brak wielkich nazwisk również nie można było narzekać. W Goodwood pojawili się między innymi Lando Norris, Valentino Rossi, Damon Hill, Gerhard Berger i John McGuinness. Padok Formuły 1 tętnił życiem dzięki obecności zespołów McLarena, Mercedesa, Williamsa, Red Bulla, Aston Martina i Alpine, a kibice mogli z bliska zobaczyć między innymi Kimiego Antonellego, Pierre'a Gasly'ego, Yukiego Tsunodę czy Jamesa Vowlesa. To jednak nie liczba gwiazd robi największe wrażenie. W Goodwood światowej klasy kierowcy przestają być niedostępnymi celebrytami. Spacerują między kibicami, rozdają autografy, opowiadają o swoich samochodach i po chwili wracają za kierownicę maszyn, które jeszcze chwilę wcześniej oglądały tysiące ludzi.
Tegoroczny Festival of Speed był również wyjątkowo bogaty w światowe premiery. Wśród najważniejszych znalazły się Alpine A110 Future, Ferrari Amalfi, Aston Martin DB12 S, Renault 5 Turbo 3E, GMA T.50S czy Zenvo Aurora Tur. Zresztą wymieniać można w nieskończoność. Obok europejskich producentów coraz mocniej zaznaczały swoją obecność marki z Chin. Denza, Lepas czy Jaecoo nie przyjechały już jako egzotyczna ciekawostka, ale jako pełnoprawni uczestnicy światowej motoryzacyjnej gry. Jeszcze kilka lat temu ich obecność wzbudzałaby sensację. Dziś staje się po prostu kolejnym elementem zmieniającego się rynku.
Trudno było również przejść obojętnie obok tegorocznej Central Feature przed Goodwood House. Monumentalna instalacja autorstwa Gerry'ego Judaha poświęcona została firmie Singer, która od lat udowadnia, że klasyczne Porsche 911 można nie tylko odrestaurować, ale wręcz stworzyć na nowo. Charakterystyczna rzeźba stała się jednym z najczęściej fotografowanych miejsc całego festiwalu i doskonale pokazała, że Goodwood od dawna jest nie tylko świętem motosportu, ale również designu i motoryzacyjnego rzemiosła.

Równie ciekawie prezentowała się strefa Americana przygotowana z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych. Cathedral Paddock wypełniły samochody i motocykle będące ikonami amerykańskiej motoryzacji, a wśród atrakcji nie zabrakło nawet Zygzaka McQueena, który okazał się jednym z ulubieńców najmłodszych uczestników festiwalu. To kolejny przykład pokazujący, że Goodwood potrafi łączyć świat wielkiego motosportu z motoryzacyjną kulturą w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Warto również wspomnieć o konkursie elegancji Cartier Style et Luxe, który od lat pozostaje jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń towarzyszących festiwalowi. W tym roku tytuł Best in Show zdobyła Lancia Aurelia Spider z 1955 r., przypominając, że Goodwood z równym szacunkiem traktuje zarówno najnowsze premiery, jak i samochody, które od dawna zapisały się w historii motoryzacji.

Spacerując między kolejnymi strefami trudno było oprzeć się jeszcze jednej refleksji. Goodwood w żaden sposób nie przypomina klasycznego salonu samochodowego. Tutaj samochody nie stoją nieruchomo na obrotowych platformach. Kilkanaście minut po światowej premierze wyjeżdżają na słynną trasę hillclimb, gdzie można je zobaczyć w ruchu, usłyszeć ich silniki i przekonać się, jak zachowują się poza światłami reflektorów. To właśnie dlatego producenci coraz częściej wybierają Goodwood jako miejsce światowych premier. W ciągu kilku dni ich samochody oglądają nie tylko dziesiątki tysięcy odwiedzających, ale również miliony widzów z całego świata śledzących transmisje.
Jednocześnie Festival of Speed nie traci atmosfery, która od początku odróżniała go od wszystkich innych imprez motoryzacyjnych. Wystarczy odejść kilkaset metrów od głównej trasy, by znaleźć się wśród właścicieli klasycznych samochodów, rodzin urządzających piknik na trawie czy ludzi, którzy przyjechali tu nie po to, by odhaczyć kolejne premiery, ale po prostu spędzić weekend w miejscu, gdzie motoryzacja nadal jest przede wszystkim pasją. To właśnie ten klimat sprawia, że nawet po kilku dniach trudno oprzeć się wrażeniu, że zobaczyło się zaledwie fragment tego, co Goodwood ma do zaoferowania.

Wracałem z Anglii z przekonaniem, że Goodwood Festival of Speed nie jest wydarzeniem, które można opisać jedynie liczbą premier czy nazwiskami obecnych kierowców. Oczywiście światowe debiuty, legendarni mistrzowie i wyjątkowe samochody przyciągają uwagę, ale o sile tej imprezy decyduje coś znacznie trudniejszego do uchwycenia – atmosfera. To jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie historia motoryzacji spotyka się z jej przyszłością w tak naturalny sposób, a samochody nie są eksponatami zamkniętymi za barierkami, lecz żyją dokładnie tak, jak zostały stworzone – w ruchu.

Po pierwszej wizycie w Goodwood wiem jedno. Na ten festiwal nie jedzie się po to, żeby wszystko zobaczyć. To niemożliwe. Jedzie się tam po inspirację. I z bardzo dużym prawdopodobieństwem wraca z przekonaniem, że za rok znów warto tam być.


Czytaj więcej