Skylark to jedna z najbardziej zasłużonych nazw w historii muscle carów. Jej znaczenie wykracza jednak poza ten segment. Zanim powstała pierwsza generacja Buicka o tym oznaczeniu w 1964 r., skowronkami (ang. skylark) producent określał bardzo luksusowe (i trochę sportowe) odmiany istniejących modeli. Po raz pierwszy skorzystał z tej nazwy przy okazji hucznego świętowania swoich 50. urodzin, nadając ją modelowi Roadmaster, wzbogaconemu o liczne zdobienia nadwozia autorstwa legendarnego Harleya Earla i nowy silnik V8, który stanowił znaczący krok naprzód wobec rzędowej „ósemki” Buicka, zaprojektowanej jeszcze w latach 30.
Nieznany pionier
Po wystąpieniu na jeszcze kilku innych modelach rola oznaczenia „Skylark” zaczęła się klarować w 1961 r., gdy General Motors przedstawiło nową linię modeli kompaktowych. Za takie uważano wtedy liczące około 5 m długości krążowniki: Buicka Special, Oldsmobile’a F85 i Pontiaca Tempesta. Wszystkie łączyła stylistyka i silnik. To właśnie opracowana przez Buicka nowa jednostka V8 „Fireball” stanowiła główną atrakcję tych „kompaktów”. Nowoczesna konstrukcja cechowała się wyjątkową jak na tamte czasy lekkością dzięki blokowi z aluminium (144 kg) przy wysokiej gęstości mocy za sprawą stosunkowo niedużej pojemności (prawie 1 KM z cala sześciennego, gdy standardem było wtedy ok. 0,6 KM z cala), co zapewne przyczyniło się do tylko epizodycznej roli tej jednostki w historii muscle carów, w których chodziło o zupełnie inne cechy. Jej wielki potencjał został dostrzeżony dopiero później i zupełnie gdzie indziej – wydajny motor okazał się podatny na tuning i trafił do sportu, stając się swego czasu domyślnym wyborem na amerykańskiej scenie wyścigów na 1/4 mili. Jego zmniejszona odmiana V6 wiodła bardzo udaną karierę w USA aż do roku 2008, a w 1967 r. dała początek słynnej jednostce, znanej po prostu jako Rover V8, która do 2006 r. stanowiła jedną z głównych sił napędowych brytyjskiej motoryzacji, trafiając do wszystkiego – od Rovera SD1, przez wiele modeli Land Rovera, Triumpha, TVR-a, Marcosa i Morgana, aż po australijski bolid Formuły 1 Repco i fiński transporter opancerzony Sisu Nasu.
BUICK SPECIAL SKYLARK
PRODUKCJA
1962–1963, ok. 8 tys. szt.
wersji Special Skylark
SILNIKi
„Fireball" V8 215, OHV, umieszczony podłużnie z przodu, gaźnik dwugardzielowy
Pojemność skokowa:
3532 cm³
Moc maks.: 200 KM
przy 5000 obr./min
Maks. moment obr.:
325 Nm przy 3200 obr./min
NAPĘD
Na tylną oś,
skrzynia automatyczna Dynaflow, 2-biegowa
ZAWIESZENIE
Pojedyncze wahacze,
tylny most zespolony
HAMULCE
Bębnowe, bez wspomagania
WYMIARY I MASY
Dł./szer./wys.:
487/178/137 cm
Rozstaw osi: 284 cm
Poj. bagażnika:
duży – dwie osoby wejdą
Masa własna: 1350 kg
OSIĄGI
Prędkość maks.: ok. 190 km/h
Przyspieszenie 0–100 km/h: 8,8 s
Śr. zużycie paliwa:
12,5–20 l/100 km
Podobnie ulotna była obecność w pierwotnej formie samego „Skowronka”. Na rok modelowy 1963 Buick Special przeszedł większą modernizację i zyskał nowe wersje nadwozia: sedana i kombi Special Deluxe, coupé Skylark oraz prezentowany tutaj kabriolet Special Skylark. Na wyjątkowość tego ostatniego wskazywała nie tylko długa nazwa, ale i cena, niemal dwukrotnie wyższa niż w przypadku zamkniętego odpowiednika. Wyprodukowano niespełna 8 tys. aut w tej wersji, zanim w 1964 r. Skylark awansował do rangi samodzielnego modelu. To od tego czasu liczy się historię generacji Skylarków, która trwała aż do 1998 r. i doczekała się sześciu pokoleń. I to właśnie na bazie tej linii powstały takie modele, jak Skylark Gran Sport czy Skylark GS455, które są ze „Skowronkami” Buicka najczęściej utożsamiane. Made in USA
Kolejną ważną nowością obok silnika była tu płyta podłogowa Y-body, czyli nadwozie samonośne – wielka innowacja na rynku, na którym można było znaleźć modele osobowe na ramie jeszcze na początku tego stulecia. Rozwiązanie to stanowiło specjalność firmy braci Fisherów z Detroit, która odpowiadała za karosowanie tego modelu. Również sama stylistyka podążała za najnowszymi trendami. Na nadwoziu Skylarka nie znajdziemy już żadnych przetłoczeń, lecz tylko proste – choć nie mniej dostojne – linie. Jeszcze do niedawna obowiązkowe płetwy wieńczące tył pozostały już jedynie w ograniczonej formie, przypominającej minioną modę.
Z mody nie wyszedł wtedy jednak jeszcze chrom. Skąpano w nim wiele elementów nadwozia, jak również detale w środku: ozdobne listewki, obramowania foteli, środek kierownicy oraz klamki czy uchwyty. Tu na niczym nie oszczędzano – bogate wykończenie nie tylko do dziś robi duże wrażenie, ale też potwierdza nieznaną dzisiejszym producentom jakość wykończenia, która przetrwa wieki, czego zresztą prezentowany egzemplarz dowodzi. I to nawet jeśli nie korzysta jeszcze z wszystkich opcji przewidzianych ówcześnie przez producenta. Oferował on chromowane nakładki na ranty nadkola, zdecydowanie ładniejsze od tych, które montuje się dzisiaj, by ukryć rdzę na nadkolu... Tu jednak mówimy o innym świecie. Jeśli klientowi było wciąż za mało, mógł zamówić osłony tylnych kół, stanowiące kolejne nawiązanie do przedwojennej estetyki. Chromowane – no bo jakie inne?
Widoczna na zdjęciach skórzana tapicerka wykonana jest z odmiennego niż w oryginale materiału, ale podczas renowacji zachowano konstrukcję foteli. Opcjonalnie mogły się tu znaleźć także fotele z głębszym wyprofilowaniem, ale typowe dla amerykańskich klasyków siedziska o kanapowym charakterze zdecydowanie bardziej tu pasują. Są bardzo miękkie, przywołują na myśl wersalkę u babci, a to za sprawą zastosowanych w środku sprężyn i maty kokosowej. Niestety, ta konstrukcja nie jest dostosowana do ludzi o większej wadze, przez co są oni narażeni na odczuwanie na każdej nierówności wypełniających fotel części. Za cienką dwuramienną kierownicą widzimy duży prędkościomierz, wyskalowany do 120 mil/h. Na prawo od niego – wskaźnik paliwa, kontrolki oleju i temperatury wody oraz analogowy zegarek. Deska rozdzielcza pomalowana jest w kolorze auta i wykończona czarnym obiciem skórzanym. Daszek zegarów oryginalnie był zrobiony z tworzywa sztucznego, ale to ten jeden wyjątek od opisywanej powyżej solidności wykonania – na słońcu szybko pojawiały się na nim pęknięcia. W tym egzemplarzu jest więc z metalu, by jak najdłużej cieszył oko. Poza tym kilka chromowanych przełączników od świateł czy wycieraczek i panel sterowania ogrzewaniem. Klimy brak, ale klimatu nie brakuje. Zajmując miejsce w tym aucie, czujemy coś zarezerwowanego tylko dla amerykańskich wozów z lat 60. Przebywanie w tym miejscu przypomina też jednak o tym, czego w autach jeszcze wtedy brakowało. Pomimo tak bogatego wyposażenia na desce rozdzielczej nie było obrotomierza. Buick nie pomyślał też o zastosowaniu choćby najprostszych pasów bezpieczeństwa, które Volvo montowało standardowo od 1959 r. i do momentu debiutu Skylarka zdążyły się już przebić również do motoryzacji amerykańskiej.
Lot skowronka
A przecież oznaczenie „Skylark” sugerowało dodatkowe emocje z prowadzenia i model ten rzeczywiście nawet dziś wydaje się szybki. W opisywanym roczniku silnik V8 dysponował pojemnością 3,5 l (215 cu. in.) i występował w wariantach z 2- lub 4-gardzielowymi gaźnikami. Dziś możemy sprawadzić mocniejszy z nich. Jego 200 KM wystarcza do zamknięcia licznika. Przynajmniej w teorii, ponieważ obecnie poruszamy się już w innych normach społecznych... i skuteczności hamulców. Tak zaawansowany, efektowny kabriolet spowalniać mają cztery hamulce bębnowe bez żadnego wspomagania. W awaryjnej sytuacji trzeba naprawdę dobrze zaprzeć się o fotel. Co więcej, pompa jest jednosekcyjna, a to oznacza, że jakakolwiek awaria układu powoduje brak hamulców we wszystkich czterech kołach. Dopiero od 1964 r. zaczęto montować pompę dwusekcyjną. Trzymanie się na zderzaku innych samochodów jest więc tu mocno niewskazane, a zatrzymywanie się przed światłami rozpoczyna się o wiele wcześniej niż w przedstawicielach dzisiejszej motoryzacji. Małym pocieszeniem okazuje się obecność wspomagania, dzięki któremu można nawigować tym krążownikiem właściwie jednym palcem.
Interesująca jest konstrukcja skrzyni biegów. Pracuje tutaj przekładnia automatyczna typu Dynaflow, nazwana Dual Patch Turbine Drive. Jest to skrzynia 2-biegowa, 2-sprzęgłowa, ze sprzęgłami hydrokinetycznymi. Można powiedzieć, że to przodek obecnych skrzyń bezstopniowych. Nie ma tutaj wyraźnego momentu zmiany przełożenia. Podczas przyspieszania w pewnym momencie obroty silnika zaczną spadać mimo ciągłego zwiększania prędkości. Oznacza to załączenie się drugiego sprzęgła. Automat ten okazuje się zaprzeczeniem sportowego charakteru Skylarka. Nie pozwala na dynamiczny start, a o paleniu gum w stylu muscle carów możemy w ogóle zapomnieć. I to głównie ta przekładnia zabija potencjał wiekopomnego V8. A jak wpływa na spalanie? Na trasie wóz zadowala się 12 l paliwa na 100 km. W mieście natomiast musiał już wypić 20 l/100 km. Buick Skylark Special nie ma oczywistych, wyróżniających go cech, ale jest to niezwykły model. Dosłownie: właściciele tego egzemplarza doszukali się w spisach, że na świecie pozostało zarejestrowanych zaledwie około 200 sztuk tego modelu. Ich „Skowronek” prawdopodobnie jest jedyny w Europie. W teorii mogą czaić się gdzieś jeszcze jakieś pochowane w garażach auta, oczekujące na remont lub w jego trakcie, ale spotkanie w Polsce drugiego takiego świadka amerykańskiej historii byłoby cudem.