LAMBORGHINI DIABLO VT
"Musiałem!" - Maciek Musiał i jego LAMBORGHINI DIABLO VT

Maciej Musiał, lat 30, człowiek orkiestra. Najbardziej znany jako aktor filmowy i serialowy – grał zarówno w polskich, jak i zagranicznych produkcjach. W filmach nie tylko występuje, ale również je produkuje. Prowadzi też kilka knajp w Warszawie. Najbardziej pochłania go jednak teraz organizowanie międzypokoleniowych potańcówek – Stara się brać życie garściami, nazywając swoją postawę „łobuzerką”.

Jakub Ziółkowski
Głównie jesteś kojarzony z serialem „Rodzinka.pl”, który wraca jesienią na ekrany. Jak podchodzisz do tego, że część osób łączy Cię wyłącznie z tą produkcją?
Nie zgadzam się z tą teorią. Myślę, że ludzie kojarzą mnie jako Maćka, a nie Tomka z „Rodzinki.pl”, którą uważam za świetny komercyjnie serial, gdyż wiele rodzin może się w nim przejrzeć. Teraz wracamy po dłuższej przerwie. Zastanawiałem się, czy to w ogóle dobry pomysł, bo wszyscy straciliśmy swój dziecięcy urok. Widziałem już jednak pierwsze odcinki i jestem spokojny. Zrobiliśmy to dobrze, a wiadomo – comebacki bywają różne.
Nie czuliśmy też jakiejś presji. Może trochę Patryk, nasz reżyser i scenarzysta. A my? My po prostu bardzo się cieszyliśmy, że znów jesteśmy razem.
DOROTA SZULC
Dzięki pracy aktorskiej mogłeś spełniać swoje marzenia. Od czego zaczęło się Twoje zainteresowanie motoryzacją?
Chyba od gier „Need for Speed”. Gry miały wtedy bardzo mocny charakter – świetna muzyka, Prodigy, dużo rocka, cała ta oprawa. Tworzyły spójny, wciągający świat, który po prostu pochłaniał.
Jaki był więc Twój pierwszy samochód?
Zawsze podobały mi się Golfy „jedynki”. Kiedyś zobaczyłem takiego na ulicy i bardzo mnie poruszył jego design. Szczerze mówiąc, nigdy nie zwracałem uwagi na to, ile ma koni mechanicznych, cylindrów ani jakie ma osiągi. Mnie zawsze wzruszał właśnie design.
Miałem wtedy może z 20 lat, kręciliśmy reklamę lodów w Łebie. Wyszedłem na balkon hotelu, spojrzałem na posesję obok i zobaczyłem złotego Golfa I z 1981 r. Stwierdziłem, że muszę zapytać właściciela, czy nie chciałby go sprzedać. Okazało się, że tego dnia wydrukował kartkę „sprzedam”, ale nie zdążył jej zawiesić. Nawet nie sprawdziłem samochodu u mechanika, po prostu poszedłem do banku, wypłaciłem pieniądze i kupiłem Golfa.
To był początek. Ten samochód sprawił mi naprawdę dużo radości. Mam go do dziś. Choć wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak ważna jest oryginalność auta. W międzyczasie postanowiłem więc zamontować w nim „patusiarski” sprzęt audio z wielkim subwooferem z tyłu. Niestety, nie dogadałem się z wykonawcą, bo zamontował mi audiofilski zestaw do słuchania muzyki klasycznej.
DOROTA SZULC
Co więc było bodźcem, żeby kupić Ferrari?
To była forma kompromisu, choć delikatnego. Marzyło mi się Diablo, ale wtedy było poza moim zasięgiem. Wiedziałem, że design, który mnie pociąga – taki kwadratowy, z otwieranymi światłami – występował w konkretnym okresie. Lubię te linie, bardzo mnie to estetycznie kręci.
Kiedyś zobaczyłem tę konkretną specyfikację – czarny lakier, czarne wnętrze – i bardzo mi się spodobała. Pomyślałem, że to auto jest jednocześnie klasyczne, eleganckie, ale też łobuzerskie, dzikie. Wiedziałem, że czegoś takiego szukam, ale zupełnie nie miałem pojęcia, jak się do tego zabrać.
Jechałem autostradą w Polsce, zatrzymałem się na stacji benzynowej i nagle podjechało stare błękitne Ferrari. Wysiadł z niego facet, zatankował i poszedł do kasy. Podszedłem do niego i zapytałem, co jest pomiędzy marzeniem o takim aucie a jego posiadaniem. Wyjął telefon, powiedział: „Zadzwoń do tego człowieka” i podał mi numer do Maćka Sałasińskiego, właściciela serwisu Dacar w Gdańsku.
To też trochę jak w teologii – że jest ktoś, kto zna tajemnicę. Mistrz tajemnicy. Każdy z nas może takim mistrzem zostać. Kiedy poznajesz jakąś dziedzinę, na przykład kitesurfing, możesz po prostu pojechać na Hel i próbować samemu wejść w ten świat. A możesz znaleźć kogoś, kto przyjeżdża tam od 20 lat, zna wszystkie miejsca i powie: „nie tu, nie tu, tu jest dobre miejsce”, „nie z tym instruktorem, tylko z tamtym”, „a jak polatasz, to idź zjeść tu, nie tam”. I nagle znika 98 proc. złych decyzji. W przypadku samochodów takim mistrzem tajemnicy jest dla mnie Maciek, który pomógł mi też przy tym i kolejnym zakupie.
Zadzwoniłem do niego. Zapytał: „O czym marzysz?” Powiedziałem: „Czarne z czarnym”. Odpowiedział: „Daj mi chwilę”. Po miesiącu wrócił z informacją, że są dwa egzemplarze w Europie – jeden w Belgii, drugi w Niemczech. Ten z Belgii był w złym stanie. Zasugerował, że możemy razem pojechać, obejrzeć ten w Niemczech. Byłem przerażony, zapytałem, a co, jeśli pojedziemy taki kawał i się nie zdecyduję? Odpowiedział: „Nic się nie martw, nie musisz go kupować. Przeżyjemy fajną przygodę”. Pojechaliśmy. Zobaczyłem auto i oszalałem. W końcu udało się wynegocjować cenę i je kupić. Wymagało większego serwisu, więc wróciło do Gdańska. Maciek rozebrał silnik na części pierwsze, wszystko wyczyścił, złożył na nowo.
DOROTA SZULC
Często nim jeździsz?
Teraz już tak, o wiele częściej. Na początku byłem bardzo nieśmiały w stosunku do Ferrari. Bałem się nim jeździć, nie chciałem zostawiać go na ulicy. Dziś już je nieco oswoiłem. Od 2021 r. minęło trochę czasu, więc mam więcej odwagi. Teraz w sezonie wiosenno-letnim jeżdżę nim naprawdę często i nawet parkuje nim przy ulicy.
Czyli jednak po tym Ferrari był jakiś niedosyt? Diablo nadal chodziło Ci po głowie?
Wiesz, jak jest, mija kilka lat i zaczyna cię znowu coś nęcić, żeby trochę „połobuzować”. Diablo siedziało mi w głowie. Zanim je kupiłem, oglądałem różne auta – na przykład Porsche 930… Raz nawet byłem bliski kupna, ale nie miałem tak, że serce biło mi bardzo szybko.
Wierzę, że konkretne samochody są piękne, ale tylko w konkretnych konfiguracjach kolorystycznych mogą być obłędne. Wiedziałem, że jeśli Diablo, to musi być srebrne, ewentualnie szare. Jedyny egzemplarz, który mnie interesował, był wystawiony na licytacji w Saint-Tropez. I przez zbieg okoliczności – bo w dniu licytacji było strasznie gorąco, przestała działać klimatyzacja w namiocie, a przez to też komórki, do tego ludzie wychodzili – z 80 samochodów wylicytowano tylko 20. Mnóstwo aut się nie sprzedało.
DOROTA SZULC
Wyczuliśmy okazję, że to może być ten moment, żeby mocniej ponegocjować. Maciek kupił inne auto na tej aukcji dla pewnego klienta, więc akurat był na miejscu. Sprawdził to Diablo i stwierdziliśmy, że zaczynamy negocjacje. A przez to, że samochód się nie sprzedał, mieliśmy większe pole do manewru. I udało się — znaleźliśmy kompromis.
Miałeś już okazję się nim przejechać, czy jeszcze czekasz?
Po transakcji poleciałem do Saint-Tropez, żeby się z nim przywitać, auta znajdowały się na francuskim torze F1 Paul Ricard, a ja byłem z grupą kumpli, którzy od razu chcieli jeździć samochodem po torze. Żeby więc nie kusić losu, zarządziłem brak jazd. Auto pojechało do Polski i teraz czeka na rejestrację. Na szczęście ma skończone 30 lat, zatem nie będę musiał płacić cła i zarejestruję je jako zabytek na polskich blachach.
DOROTA SZULC
Co Cię urzekło w tym egzemplarzu?
W tym kolorze powstało tylko osiem Diablo. Z tym środkiem – jedynie trzy. Bardzo mnie wzrusza relacja tej beżowej skóry w środku z ciemnym odcieniem szarości lakieru Agate Gray. Uważam, że jest to piękne połączenie — taki zapis odwagi i wyczucia estetycznego właściciela, który ten samochód kiedyś zamówił i konfigurował.
To niesamowity design, połączony z wybitnymi osiągami. Są tam naprawdę piękne rozwiązania – agresywne, ale z jakąś romantyczną nutą. Świetne felgi, wloty powietrza, spojler. Dla mnie to po prostu dzieło sztuki.
Ten samochód słynął z tego, że był najszybszym seryjnie produkowanym autem tamtych czasów. Ja jednak nie zamierzam nim pędzić, nie chcę testować jego maksymalnych osiągów. Raczej... obcować z jego pięknem. Oczywiście, jeździć nim, ale nie dociskać.
DOROTA SZULC
DOROTA SZULC
Myślisz już o tym, co jeszcze mogłoby się znaleźć w Twoim garażu, kiedy znów najdzie Cię ochota, żeby coś zrealizować?
Podobają mi się Astony – te starsze, ale nie bardzo stare, raczej z początku lat 2000. Mają klasyczną, piękną linię. Słynne DB9 to chyba mój typ. Zobaczymy. Jeśli będę szukał, na pewno zgłoszę się znów do Maćka, który – jak wspomniałem – jest prawdziwym mistagogiem w tej dziedzinie.
Dlaczego kupujesz zabytkowe samochody?
To najrozsądniejsze ekonomicznie zakupy motoryzacyjne. Wiadomo, że każdy egzemplarz można kupić dobrze i źle, ale właściwe modele starych aut będą tylko zyskiwać na wartości. Ferrari, odkąd je kupiłem, zrobiło flipa, z Lamborghini będzie tak samo na przestrzeni najbliższych lat. No i najważniejsze: dziś tak pięknych aut już się nie produkuje.
DOROTA SZULC
Stąd pojawiły się potańcówki?
Z tęsknoty za tym, co było. Za tym, co opowiadał mi dziadek. Bardzo chciałem robić takie potańcówki jak za dawnych czasów. Lubię tańczyć w parach. Wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie przesyconym technologią naprawdę potrzebujemy kontaktu, wspólnoty, bliskości. I to jest zdecydowanie kontrkultura – wobec klubów, wobec koncertów. To zupełnie inny sposób spędzania czasu. Akademia Sztuk Pięknych to fantastyczne miejsce. Bardzo się z nim ideologicznie łączymy.
Plany na najbliższą przyszłość?
Promowanie idei potańcówek. To się naprawdę rozprzestrzenia. W tym sezonie każda dzielnica w Warszawie robi swoją potańcówkę i bardzo się z tego powodu cieszę. Nie traktuję tego jako konkurencji — wręcz przeciwnie, to działa, to się rozlewa. W przyszłym roku będzie tego pewnie jeszcze więcej, może też w innych miastach w Polsce.
DOROTA SZULC


Czytaj więcej