Volkswagen Golf Cabrio
Adam Mikuła
Samochód po mniej więcej roku cięcia, spawania, rozkręcania i składania wszystkiego na powrót do kupy stanął z powrotem na czterech kołach i robi to, do czego został stworzony – daje frajdę z użytkowania.
Cabrio
Volkswagen Golf Cabrio - Gra
w kolory

Często od miłości do nienawiści droga jest bardzo krótka, a właściwie działa to w obie strony. Można coś kochać i to znienawidzić albo coś nienawidzić i potem to pokochać. Jednego dnia czymś gardzisz, a drugiego pałasz do tego pożądaniem.

Michał Reicher
Adam Mikuła
Słowo „nienawiść” w kontekście tej historii jest zbyt mocne, znacznie bardziej odpowiednie to „niechęć”. Krzysztof nie lubił Golfów, postrzegał je jako nieciekawe i pospolite samochody. Życie tak się jednak potoczyło, że pewnego dnia kupił takie auto i odbudował co do nakrętki. Co więcej, wóz ten okazał się również niejedynym Golfem w rękach Krzysztofa.
Adam Mikuła

Golf Colour Concept oferowany był w jednym z pięciu kolorów nadwozia: żółtym, czerwonym, niebieskim, zielonym i czarnym. Aktualny wygląd Golf zawdzięcza teściowi Krzysztofa, który odpowiadał za polakierowanie samochodu.

Adam Mikuła

Ta wersja pozornie wygląda jak tuning z lat 90. Nie jest to jednak żaden tuning, lecz całkowicie fabryczna specyfikacja. Wszystkie elementy, łącznie z reflektorami Votex, pochodzą z palety akcesoriów Volkswagena.

Widoczny na zdjęciach samochód to Volkswagen Golf Cabrio trzeciej generacji w limitowanej wersji Colour Concept. Cechowała się ona głównie specjalnym wzornictwem, w ramach którego do jednego z pięciu oferowanych odcieni lakieru dobrano wiele dopasowanych kolorystycznie dodatków. Poza żółtym dostępne były także: niebieski, zielony, czerwony i pospolity czarny. Nie licząc czerni, dokładnie ta paleta barw stworzyła słynną wersję Harlequin, z panelami nadwozia w różnych kolorach. Wariant Colour Concept poza dodatkowym pakietem stylistycznym nie wyróżniał się niczym szczególnym na tle standardowego Golfa – ani mechaniką, ani listą wyposażenia, chociaż w tym przypadku awansem były kubełkowe siedzenia. Nie jest to dzisiaj poszukiwana wersja, którą ludzie wyrywają sobie z gardeł. Stanowi za to ciekawą propozycję samochodu rekreacyjnego.

Auto kupione w kiepskim stanie blacharskim wymagało kompleksowej odbudowy. Wszystko zostało rozebrane i odtworzone z dbałością o każdy milimetr kwadratowy.

Felgi BBS o rozstawie śrub 4x100 to wzór opracowany specjalnie do tego modelu – bardzo rzadko spotykany, jeszcze rzadszy od samej wersji Colour Concept.

Adam Mikuła
ZAMKNIJ SIĘ I WEŹ MOJE PIENIĄDZE!
Właśnie ta cecha spowodowała, że Krzysztof został właścicielem Golfa. Niemniej to nie od tego auta zaczęło się zamiłowanie – tym pierwszym był Golf Cabrio czwartej generacji. Punktem wyjścia okazała się chęć posiadania takiego samochodu rekreacyjnego, lecz ze względu na ograniczenia lokalowe (zbyt mały garaż), nie mógł być on zbyt duży. Temat sam się rozwiązał, kiedy Krzysztof obejrzał się za takim autem na drodze – to był ten moment. Ciąg dalszy historii jest przewidywalny: poszukiwania, ogłoszenia, kupno.
Adam Mikuła
Adam Mikuła
Golf Colour Concept w odkrytej wersji był natomiast kolejnym krokiem w stronę poszukiwania samochodu rekreacyjnego. Początkowo – na skutek zainspirowania się podpatrzonym egzemplarzem – Krzysztof rozglądał się za Golfem w zielonym kolorze, jak to jednak bywa z rzadkimi autami, podaż generuje popyt, więc kryterium należało rozszerzyć. Balonik pękł z hukiem, kiedy wraz z żoną natrafili w Holandii na ogłoszenie o sprzedaży żółtego Golfa Cabrio Colour Concept – to nie było zainteresowanie, lecz totalne zauroczenie od pierwszego spojrzenia. Stan blacharski? Stan techniczny? Nieważne, proszę zapakować. Zakup tego auta to typowa decyzja, kiedy należało działać szybko, aby do umysłu nie zdążyło dotrzeć, że to może być bez sensu.
Adam Mikuła
Adam Mikuła

Kolor żółty tak bardzo przeniknął do codziennego życia Krzysztofa, że zaczął mu towarzyszyć wszędzie, m.in. w ubiorze i w przedmiotach codziennego użytku. To się nazywa mieć dobre wibracje.

Im bardziej na chłodno szczęśliwy nabywca analizował nowy zakup, tym więcej dostrzegał jego wad. To jednak nic – miał być żółty, jest żółty, resztę jakoś się ogarnie. Ogólnie, gdyby w całej sytuacji rozum miał więcej do powiedzenia niż serce, to egzemplarz powinien zostać zezłomowany, a nie remontowany. Blacharsko był w ruinie, mechanicznie nosił ślady wielu domorosłych napraw, a ponadto został w wielu miejscach „skundlony” do postaci zwykłego Golfa. Ciekawostką jest, że Volkswageny polakierowane na żółto bardziej rdzewiały. Dlaczego? Nie wiadomo, ale przykład tego egzemplarza zdecydowanie to potwierdzał. Skąd więc decyzja o naprawie? Pomijając po prostu emocje, którymi Krzysztof kierował się od samego początku, doszła ambicja wyremontowania czegoś samodzielnie. Samodzielnie, czyli nie poprzez zlecenie operacji komuś z zewnątrz, lecz dzięki przeprowadzeniu jej własnoręcznie lub z pomocą zaufanych ludzi. Zapadła decyzja o kapitalnym remoncie blacharskim i mechanicznym, a także o przywróceniu detali charakterystycznych dla wersji Colour Concept. Coś, co wygląda na „najntisowy” tuning i spersonalizowanie samochodu pod własny gust, paradoksalnie jest całkowicie odwrotnym procesem i powrotem do pełnego oryginału.
Za najważniejszą część, czyli remont blacharski, odpowiadała firma z zewnątrz, z kolei prace lakiernicze to dzieło teścia Krzysztofa – żeby robota została dobrze wykonana, nie jest potrzebny, jak widać, zakład ze 100-letnimi tradycjami. Sam właściciel zaś ogarnął całą resztę – gdybyśmy zaczęli wymieniać wszystkie punkty, którymi się zajął, zabrakłoby papieru w drukarni. Z grubych tematów: całkowity remont przeszedł układ napędowy, czyli silnik i skrzynia biegów. Zakres prac objął właściwie całą mechanikę podwozia, w tym zawieszenie i układ hamulcowy. Nowy był również składany materiałowy dach, gdyż stary w wielu miejscach okazał się mocno zużyty. Od początku należało położyć całą wiązkę elektryczną – to bardziej się opłacało niż drutowanie i lutowanie starej. Słowa z początku tekstu, że wóz został odbudowany co do nakrętki, nie zostały użyte jako przenośnia, lecz oddają prawdę czasu. Krzysztof wszakże nie ukrywa, że tak daleko posunięta drobiazgowość to wyłącznie jego fanaberia, jako że Golf nie miał być eksponatem w muzeum, lecz w pełni jeżdżącym autem. Ponieważ Krzysztof zawodowo zajmuje się auto detailingiem, podjął się również szeroko rozumianej „wykończeniówki”, czyli m.in. doprowadził wnętrze do wyglądu zgodnego z fabrycznym wykonaniem. Tutaj pracy wcale nie było mniej, a renowacji potrzebowała np. indywidualna tapicerka – poprzedni właściciel założył na siedzenie pokrowce, które do tego stopnia zintegrowały się z oryginalnym materiałem, że wszystko wymagało prucia i szycia od nowa. Tapicerka wersji Colour Concept była częściowo w kolorze nadwozia, dlatego Krzysztof zyskał przy okazji nową umiejętność lakierowania skóry. Ponadto musiał odtworzyć inne pomalowane na żółto elementy wnętrza: mieszek dźwigni zmiany biegów, nić przeszywającą wieniec kierownicy, czy nawet… obudowę kasetowego radia Gamma. Zupełnie przy okazji, jako taka wisienka na torcie, Krzysztof dokonał detailingu komory silnika, aby wszystko cieszyło oko też po podniesieniu maski.
Adam Mikuła
Adam Mikuła

Wnętrze o kolorystyce nawiązującej do lakieru nadwozia. To jedna z niewielu zmian w wyposażeniu w stosunku do zwykłego Golfa.

Golf został odtworzony zgodnie z oryginałem, ale nigdy nie jest tak, że wszystko w 100 proc. pozostaje w specyfikacji całkowicie fabrycznej – zawsze rączki świerzbią, aby coś zmienić. Nie inaczej było w tym przypadku, chociaż Krzysztof dokonał zmian z dużym wyczuciem i zachowaniem ducha epoki. Do Golfa trafiło zatem delikatnie obniżone zawieszenie Eibach, które wszakże pochodzi z oryginalnego pakietu akcesoriów Volkswagena. Podobnie jak zmodyfikowany układ dolotowy silnika – również z metką Volkswagena i w całkowitej zgodzie z epoką. Krzysztof ponadto doposażył samochód w dodatki dostępne na liście opcji, których nie zamówił pierwszy właściciel, czyli dodatkowe nagłośnienie i klimatyzację, a z zewnętrznych elementów – reflektory firmy Votex i alufelgi BBS, specjalnie zaprojektowane do modelu Cabrio. Niewidzialną dla oka modyfikacją jest dodatkowe wygłuszenie nadwozia, przez które z jednej strony wzrosła masa własna auta, ale z drugiej zapewnia to dodatkowy komfort w trakcie jazdy. Wszystkie prace – od rozkręcenia na śrubki do poskładania z powrotem – trwały mniej więcej rok.
ŻÓŁTA OBSESJA
Dla Krzysztofa zakup i remont Golfa to coś znacznie więcej niż biznesowa inwestycja. To inwestycja w coś, o co w tym wszystkim chodzi – w pasję. Od początku wszystkie decyzje płynęły z serca, nie było więc żadnej zbędnej kalkulacji, czy ma to ekonomiczny sens. Golf po renowacji nie został schowany do sejfu, wręcz przeciwnie – jeździ aż miło i spokojnie robi w sezonie przebiegi rzędu 10 tys. km. Ponadto Colour Concept przestał być tylko samochodem, a stał się stylem życia. Żółty kolor wszedł w życie Krzysztofa tak bardzo, że wraz z całą rodziną zaczęli się w tych barwach ubierać.
Adam Mikuła

Na żółto zabarwiono m.in. mieszek dźwigni zmiany biegów, nić przeszywającą wieniec kierownicy czy emblemat VW na jej serduchu.

Adam Mikuła
Adam Mikuła

Kolor żółty zdobi też obudowę kasetowego radia Gamma. Tak, to fabryczne akcesorium. Właściciel również odtworzył ten element, ponieważ przez lata użytkowania nie uchował się w oryginale.

Zamiłowanie do Golfów poszło, oczywiście, dalej – aktualnie Krzysztof pracuje nad trzecią generacją w 150-konnej wersji GTI. Jest to rasowe i pełnokrwiste GTI, a nie żadna imitacja z dodatkowymi emblematami. Trwają więc obecnie przygotowania wozu do startów w tegorocznym Classicauto Cup. Wobec tego, że pierwotnie Krzysztof raczej gardził Golfem jako pojazdem zupełnie nijakim, przypominamy, że tylko pewien duży ssak w biało-czarne łaty nie zmienia poglądów.
  • Adam Mikuła


Czytaj więcej