Dziękujemy Red Fox Offroad Team Za Wsparcie W Realizacji Sesji
Joanny Jędrzejczyk nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, jednak to zrobimy, gdyż czasami umyka nam, jak wielkie osiągnięcia mają nasi rodacy. Mainstreamowe sporty często zajmują zbyt dużo czasu antenowego. Joanna Jędrzejczyk. Legenda. Nie tylko kobiecego MMA, ale też polskiego sportu w ogóle. Urodzona w Olsztynie, tam zaczęła swoją drogę. W wieku 16 lat trafiła na treningi muay thai, ponieważ chciała zadbać o sylwetkę i zgubić kilka kilogramów. Jak sama mówi, zawsze była aktywna i charakterna, a po pierwszych zajęciach zakochała się w muay thai i przepadła na 20 lat, trenując sporty walki. Już w muay thai dała się poznać jako wojowniczka z krwi i kości – pięciokrotna mistrzyni Polski, dwukrotna mistrzyni Europy, czterokrotna mistrzyni świata. To był dopiero przedsionek do jej prawdziwej kariery. W 2014 r. weszła do UFC – najbardziej prestiżowej organizacji MMA na świecie. Została pierwszą Polką w historii, która zdobyła tytuł UFC. I nie oddała go łatwo – broniła go pięć razy, co do dziś jest rekordem w tej kategorii wagowej. Jest nie tylko mistrzynią, ale też ikoną. Świat pokochał ją za styl – szybki, precyzyjny, techniczny. Za charakter – twardy, bezkompromisowy, ale też szczery. Przeciwniczki ją szanowały, a fani uwielbiali. Walka z Zhang Weili w 2020 r. przeszła do historii jako jedna z najlepszych walk kobiecych w MMA. Mimo że wtedy nie wygrała, pokazała światu, kim naprawdę jest wojownik. Dwa lata później odbył się rewanż – również go przegrała, ale udowodniła, że jest jedną z najlepszych zawodniczek MMA w kategorii słomkowej w historii. Po walce z dumą ogłosiła zakończenie kariery, wiedząc, że dała z siebie wszystko: „Mówiłam wielokrotnie w wielu wywiadach, że jestem z siebie dumna”.
Czas na inne wyzwania
Emerytura sportowców zazwyczaj nie wygląda tak, jak u zwykłych śmiertelników. Przychodzi szybciej i wcale nie oznacza odpoczynku. Zamiast tego pojawia się potrzeba szukania nowych wyzwań, bo bezczynność to coś, czego sportowcy unikają. Niektórzy zostają trenerami, inni otwierają własne biznesy, realizują pasje, na które wcześniej brakowało czasu, lub próbują swoich sił w zupełnie nowych dyscyplinach. Są też tacy, którzy chcą robić to wszystko naraz. Tak jak Joanna Jędrzejczyk — jest mentorką dla młodego pokolenia, podróżuje po świecie, szukając inspiracji do menu swojej wymarzonej śniadaniówki. Planuje serwować tam dania na słodko i słono. W końcu śniadanie to jej ulubiony posiłek, który lubi zjeść nie tylko o poranku. Choć branża gastronomiczna jest trudna i pełna wyzwań, nie takich emocji jej brakuje. Szuka wyzwania, które pozwoliłoby jej znów poczuć dreszcz rywalizacji – walki nie tylko z innymi przeciwnikami, ale też z własnymi słabościami. Czegoś pełnego adrenaliny, od której przez 20 lat kariery sportowej mogła się uzależnić. Te kryteria idealnie spełnia motosport.
Sport motorowy to bardzo szerokie i zróżnicowane pojęcie. To kolejna dyscyplina zdominowana przez mężczyzn, co tym bardziej motywuje, by udowodnić, że nie ma sportów męskich czy damskich. Bo mimo tej dominacji o wynikach nie decyduje płeć zawodnika, lecz umiejętności. Poszukiwania trzeba było jednak zawęzić. Joanna postawiła na samochody, choć jej pierwsze próby miały miejsce na torze – z Kubą Przygońskim. Szybko jednak okazało się, że między nią a samochodem torowym nie było chemii. Zbyt szybko, zbyt ekstremalnie, zbyt niebezpiecznie. Każdy milimetr może dzielić zarówno od zwycięstwa, jak i tragicznego wypadku. I wtedy pojawił się pomysł na offroad. Dyscyplinę, w której zawodnicy rywalizują na nieutwardzonych, trudnych trasach — w błocie, piasku, skałach, kamieniach, lasach czy nawet na pustyniach. To zupełnie inny świat niż asfaltowe tory. Raz wolniej, raz szybko, technicznie, ale bez aptekarskiej precyzji. Tu brak sterylnych warunków. Tu natura staje się przeciwniczką na równi z innymi uczestnikami rajdu. Trasa zmienia się z każdym przejazdem, nie ma powtarzalności, nie ma powtórek. Tu nie uczysz się zakrętów na pamięć – każda przeszkoda to nowy test, a każda decyzja może skończyć się wygraną albo unieruchomieniem samochodu. Offroad to inna forma rywalizacji. Technika jazdy, odporność psychiczna, praca zespołu, wytrzymałość auta i człowieka – wszystko liczy się w równym stopniu. A może jeszcze bardziej niż na torze.
Niewątpliwie dla wielu ikoną rajdów jest Dakar. Tak też traktuje go Joanna. Ekstremalnie wymagający rajd, w czasie którego zawodnicy mierzą się z bezlitosną naturą: pustyniami, górami, piaskami i skalistymi bezdrożami. Tam nie liczą się sekundy, lecz czasami godziny, a nawet dni – takie różnice potrafią dzielić zawodników startujących w tych zmaganiach. Przede wszystkim to próba na wytrzymałość, orientacja w terenie i walka z własnymi słabościami. Nawet tak podstawowe rzeczy, jak higiena i potrzeby fizjologiczne nie są tu normalną sprawą. Przyzwyczajeni do udogodnień cywilizacji, możemy sobie nie wyobrażać, jak tak proste rzeczy potrafią sprawić, że trzeba wyjść z wielu stref komfortu. „Pieluchy nie ubiorę” – choć wydaje się to śmieszne, przekraczanie granic to taka codzienność Dakaru. Trasa liczy tysiące kilometrów i każdego dnia wystawia na próbę zarówno sprzęt, jak i człowieka. W tym rajdzie nie każdy dojeżdża do mety, za to każdy, kto staje na starcie, już jest wojownikiem. To wielkie wyzwanie, zwłaszcza że niewiele kobiet bierze w nim udział. Pierwsze zwycięstwo kobiety w Rajdzie Dakar miało miejsce dopiero w 2001 r. Dokonała tego Jutta Kleinschmidt – niemiecka kierowczyni rajdowa, która przeszła do historii jako pierwsza (i jak dotąd jedyna) kobieta, która wygrała klasyfikację generalną tego legendarnego rajdu. Startowała w kategorii samochodów, a zwycięstwo odniosła za kierownicą Mitsubishi Pajero Evolution.
Czy Joanna Jędrzejczyk chce wygrać i zostać drugą kobietą, która tego dokona? W końcu wiemy, że jest zdolna do ścigania się po najwyższe laury. Pierwszym wyzwaniem będzie sam start i próba przejechania całej trasy. I choć na początku trwania tej imprezy w latach 80. kończyło ją zaledwie 20% zawodników, a dziś jest to 60%, to nadal dziesiątki osób nie dojeżdżają do mety. Niektórzy startujący ruszają w swoją ostatnią podróż – Dakar nie ma litości.
Metoda małych kroków
Z Joanną spotkaliśmy się podczas jednej z kolejnych prób – specjalnie przyleciała do Polski z Las Vegas, gdzie obecnie mieszka. Na zaproszenie Edwarda Ruszczyca, polskiego kierowcy offroadowego, spędziła cały dzień za kierownicą jego samochodu. Pojazd zespołu Red Fox, którego Edward jest kierowcą, został zbudowany od podstaw. Choć na pierwszy rzut oka widać elementy aluminiowej karoserii seryjnego Land Rovera Defendera 90, w rzeczywistości niewiele ma z nim wspólnego. To ekstremalna bestia przygotowana do rajdów Ultra4 – serii, która powstała w USA i wyciska z kierowców i samochodów absolutnie wszystkie pokłady siły. Trasy Ultra4 to te, na których liczy się maksymalna prędkość, ale również takie z ekstremalnymi podjazdami po ostrych skałach. Ten Defender z 1981 r. wyposażony jest w silnik V8 LS3 o mocy 525 KM, znany na przykład z Corvette. Na każde koło przypadają trzy amortyzatory – ten „normalny” Bypass oraz zewnętrzny Bumpstop.
Po krótkim wprowadzeniu Joanna ruszyła na wcześniej przygotowaną trasę testową. Choć auto było wymagające, niebezpieczne i nieprzewidywalne, bardzo szybko znalazła z nim wspólny język. W końcu ma doświadczenie w pracy w ekstremalnych warunkach. Moc przestała być przeciwniczką — stała się sprzymierzeńcem. Edward i chłopaki z jego zespołu zadbali o pełen wachlarz offroadowych emocji: głębokie błoto, woda, kamienie, strome podjazdy i zjazdy, techniczne sekcje oraz szybkie, dynamiczne fragmenty. Po całym dniu intensywnej jazdy, mimo zmęczenia wypisanego na twarzy, Joanna nie traciła uśmiechu. To jednak był tylko jeden dzień. A co, jeśli takich dni będzie kilkanaście? Mimo coraz bardziej realnego obrazu codzienności Dakaru Joanna nie czuje się zniechęcona. Nadal marzy. Nadal chce. Nadal widzi się na starcie najbardziej wymagającego rajdu świata.