BMW SERII 7

BMW E38
Historia BMW Serii 7: narodziny
ikony
ikony
BMW Serii 7 od początku nie chciało być tylko kolejną luksusową limuzyną. Miało udowodnić, że prestiż może iść w parze z lekkością, komfort z precyzją, a reprezentacyjność – z radością prowadzenia. Zanim jednak w 1977 r. pojawiła się pierwsza Siódemka, BMW musiało najpierw wymyślić siebie na nowo – od Neue Klasse, przez duże E3, aż po własną definicję flagowego samochodu.
Na przełomie lat 50. i 60. XX w. nic nie było jeszcze przesądzone. BMW miało za sobą trudny okres, a wizja marki jako producenta sportowych sedanów klasy premium wcale nie była oczywistością. Oferta obejmowała mikrosamochody, auta klasy średniej i drogie, ale niszowe limuzyny. Przyszłość firmy wydawała się niepewna do tego stopnia, że poważnie brano pod uwagę przejęcie jej przez Daimlera-Benza.
Punktem zwrotnym stała się Neue Klasse. Samochody tej rodziny, zapoczątkowane przez model 1500 w 1961 r., nie tylko poprawiły sytuację finansową firmy, ale przede wszystkim nadały jej nową tożsamość. To właśnie wtedy ukształtował się wzorzec BMW, który później będzie rozwijany także w Serii 7: 4-drzwiowy sedan dla kierowcy, z napędem na tył, dobrym wyważeniem i silnikami, które nie traktowały osiągów jako zbędnego dodatku. Neue Klasse miała jednak naturalne ograniczenie – była autem klasy średniej. BMW szybko zrozumiało, że bilet do wyższego segmentu wymaga czegoś więcej niż rozciągniętego nadwozia i dłuższego katalogu wyposażenia. Potrzebny był samochód, który zachowa charakter marki, a jednocześnie da jej wiarygodność w świecie dużych limuzyn.
Taką rolę odegrały modele E3 – zaprezentowane w 1968 r. BMW 2500, 2800 i późniejsze 3.0 Si, dziś określane mianem „Neue Sechs”, po raz pierwszy w wyraźny sposób wprowadziły markę do segmentu większych, 6-cylindrowych limuzyn. Oferowały więcej przestrzeni, komfortu i powagi niż Neue Klasse, ale nie rezygnowały przy tym z lekkości prowadzenia, która od początku wyróżniała auta z Monachium. E3 były jednak raczej pomostem niż pełnoprawnymi flagowcami. Z dzisiejszej perspektywy widać w nich wyraźnie protoplastów późniejszej Serii 7, ale w swoim czasie nie miały jeszcze tego ciężaru technologicznego i symbolicznego, którego oczekiwano od modelu stojącego na szczycie gamy. Brakowało im też jednoznacznego pozycjonowania. Firma nie zamierzała kopiować konserwatywnego wzorca luksusowej limuzyny. Zamiast tego zaczęła budować własną definicję luksusu – mniej ceremonialną, bardziej dynamiczną, adresowaną do człowieka siedzącego za kierownicą. Dlatego historia Serii 7 zaczyna się nie tyle od samego E23, ile od pytania, czy w tym segmencie w ogóle jest miejsce na samochód, który nadal chce być prowadzony. W 1977 r. BMW odpowiedziało na to pytanie twierdząco. Zanim jednak ta odpowiedź w pełni wybrzmiała, marka musiała nauczyć się luksusu po swojemu.
Materiał powstał we współpracy z BMW Group Polska
x
Nauka luksusu
PIERWSZE DWIE GENERACJE SERII 7 NIE PRÓBOWAŁY KOPIOWAĆ ŚWIATA LUKSUSOWYCH LIMUZYN. BMW BUDOWAŁO WŁASNĄ DEFINICJĘ FLAGOWEGO SAMOCHODU – BARDZIEJ DYNAMICZNĄ, BARDZIEJ TECHNOLOGICZNĄ I WYRAŹNIE BLIŻSZĄ KIEROWCY. OD ELEGANCKIEGO E23 PO PRZEŁOMOWE E32 Z SILNIKIEM V12 SIÓDEMKA STOPNIOWO PRZESTAWAŁA BYĆ AMBITNYM EKSPERYMENTEM, ZACZYNAŁA ZA TO STAWAĆ SIĘ PEŁNOPRAWNYM SYMBOLEM BAWARSKIEGO LUKSUSU.

BMW E23
Pierwsza generacja Serii 7 – E23 – zadebiutowała w świecie, w którym renoma w klasie luksusowej nie brała się znikąd. BMW miało już mocną pozycję wśród sportowych sedanów, ale duża limuzyna rządziła się własnymi prawami. Tutaj liczyły się nie tylko osiągi i jakość prowadzenia, lecz także prestiż, cisza, wyposażenie i technologia. E23 weszło do tego świata z wyraźnym respektem, jednak bez kompleksów.
Był to pierwszy model BMW zaprojektowany od początku jako flagowa limuzyna. Stylistycznie pozostawał powściągliwy, ale już pierwsze jazdy zdradzały, że nie zamierza być wyłącznie bawarskim odpowiednikiem samochodu dla dyplomatów. Układ kierowniczy był bardziej bezpośredni niż u wielu konkurentów, zawieszenie – zwarte, a całość sprawiała wrażenie auta stworzonego dla właściciela, który lubi sam prowadzić.
E23 bardzo szybko zaczęło też pełnić funkcję technologicznego laboratorium. Samochód miał komputer pokładowy Check Control, rozbudowaną elektronikę, elektryczne sterowanie komfortowym wyposażeniem, a od 1979 r. – także ABS. Dziś brzmi to zwyczajnie, ale wtedy nawet bogato wyposażona limuzyna nie zawsze oferowała podobny poziom kontroli nad funkcjami pojazdu.
Najciekawszym rozdziałem w historii E23 pozostaje jednak 745i. Sama nazwa była prowokacyjna, bo sugerowała silnik V8 o poj. 4,5 l, podczas gdy pod maską pracowała turbodoładowana rzędowa „szóstka”. W europejskiej specyfikacji rozwijała do 252 KM, co pod koniec lat 70. i na początku 80. czyniło z niej naprawdę bardzo szybki samochód.
E23 bardzo szybko zaczęło też pełnić funkcję technologicznego laboratorium. Samochód miał komputer pokładowy Check Control, rozbudowaną elektronikę, elektryczne sterowanie komfortowym wyposażeniem, a od 1979 r. – także ABS. Dziś brzmi to zwyczajnie, ale wtedy nawet bogato wyposażona limuzyna nie zawsze oferowała podobny poziom kontroli nad funkcjami pojazdu.
Najciekawszym rozdziałem w historii E23 pozostaje jednak 745i. Sama nazwa była prowokacyjna, bo sugerowała silnik V8 o poj. 4,5 l, podczas gdy pod maską pracowała turbodoładowana rzędowa „szóstka”. W europejskiej specyfikacji rozwijała do 252 KM, co pod koniec lat 70. i na początku 80. czyniło z niej naprawdę bardzo szybki samochód.

Szczególną ciekawostką pozostaje południowoafrykańska odmiana 745i. Ze względu na układ kierowniczy po prawej stronie i problemy z upakowaniem osprzętu turbodoładowanej jednostki miejscowa filia BMW zdecydowała się na inny wariant – wolnossący silnik M88, znany z BMW M1 i późniejszego M5 E28. To dziś jeden z najbardziej fascynujących i najmniej oczywistych epizodów w historii Serii 7.
Prawdziwy jakościowy przełom przyniosło jednak dopiero E32 z 1986 r. To był moment, w którym BMW przestało jedynie próbować swoich sił w segmencie luksusowym, a zaczęło realnie wyznaczać w nim kierunek. Samochód projektu Clausa Luthego wyglądał nowocześniej, bardziej dynamicznie i bardziej szlachetnie niż poprzednik. E32 było nie tylko ładne, ale też bardzo ważne technologicznie. To w nim pojawiły się rozwiązania, które później stały się symbolem nowoczesnej limuzyny: elektronicznie sterowana skrzynia biegów, coraz bardziej zaawansowane systemy kontroli trakcji, podwójne szyby i elektryczne wyposażenie komfortowe na niespotykaną wcześniej skalę. Od 1991 r. dostępne były też reflektory ksenonowe – jedne z pierwszych w tej klasie.
Największą sensacją był jednak model 750i z silnikiem V12 M70 – pierwszy powojenny niemiecki samochód produkowany seryjnie z V12. Motor o poj. niemal 5 l, mocy 300 KM i momencie 450 Nm robił wrażenie nie tylko osiągami, ale przede wszystkim kulturą pracy. Ciekawostką pozostaje sama architektura tej jednostki. W uproszczeniu można ją było opisać jako dwa rzędowe 6-cylindrowce połączone we wspólnym bloku i obsługiwane przez dwa układy sterujące. W razie awarii jednego z obwodów silnik mógł pracować w trybie awaryjnym jak duża „szóstka”. Takie rozwiązania budowały legendę równie skutecznie, jak foldery reklamowe.
Właśnie z E32 związana jest też anegdota z monetami ustawianymi na pracującym silniku V12. Pokaz spokojnej pracy jednostki podczas premier prasowych świetnie oddawał klimat tamtych czasów. Luksusowa motoryzacja końca lat 80. nadal lubiła udowadniać swoją klasę przez mechanikę.
To również epoka, w której ugruntował się nieformalny limit 250 km/h dla niemieckich marek premium. Zwykle opowiada się o tym jako o branżowym porozumieniu mającym zapobiec wojnie na prędkości maksymalne. Trudno dziś ustalić wszystkie kulisy tej umowy, ale faktem jest, że E32 miało osiągi, które bez elektronicznych ograniczeń pozwalały wejść na poziom zarezerwowany wcześniej dla bardziej egzotycznych samochodów.
Największą sensacją był jednak model 750i z silnikiem V12 M70 – pierwszy powojenny niemiecki samochód produkowany seryjnie z V12. Motor o poj. niemal 5 l, mocy 300 KM i momencie 450 Nm robił wrażenie nie tylko osiągami, ale przede wszystkim kulturą pracy. Ciekawostką pozostaje sama architektura tej jednostki. W uproszczeniu można ją było opisać jako dwa rzędowe 6-cylindrowce połączone we wspólnym bloku i obsługiwane przez dwa układy sterujące. W razie awarii jednego z obwodów silnik mógł pracować w trybie awaryjnym jak duża „szóstka”. Takie rozwiązania budowały legendę równie skutecznie, jak foldery reklamowe.
Właśnie z E32 związana jest też anegdota z monetami ustawianymi na pracującym silniku V12. Pokaz spokojnej pracy jednostki podczas premier prasowych świetnie oddawał klimat tamtych czasów. Luksusowa motoryzacja końca lat 80. nadal lubiła udowadniać swoją klasę przez mechanikę.
To również epoka, w której ugruntował się nieformalny limit 250 km/h dla niemieckich marek premium. Zwykle opowiada się o tym jako o branżowym porozumieniu mającym zapobiec wojnie na prędkości maksymalne. Trudno dziś ustalić wszystkie kulisy tej umowy, ale faktem jest, że E32 miało osiągi, które bez elektronicznych ograniczeń pozwalały wejść na poziom zarezerwowany wcześniej dla bardziej egzotycznych samochodów.


V12 M70

BMW 750 iL, E32
Właśnie wtedy Seria 7 naprawdę okrzepła. Przestała być jedynie alternatywą dla Klasy S, zaczęła być za to osobnym sposobem myślenia o luksusowej limuzynie.
BMW 750i z silnikiem V12 M70 – pierwszy powojenny niemiecki samochód produkowany seryjnie z V12
x
Od perfekcji do...
cyfrowej
rewolucji
cyfrowej
rewolucji
E38 DOPROWADZIŁO KLASYCZNĄ FILOZOFIĘ BMW DO PERFEKCJI. E65 WYWOŁAŁO SZOK I PODZIELIŁO ŚWIAT FANÓW MARKI. KOLEJNE GENERACJE CORAZ ŚMIELEJ PRZESUWAŁY GRANICĘ MIĘDZY SAMOCHODEM A TECHNOLOGICZNYM CENTRUM DOWODZENIA. HISTORIA SERII 7 Z PRZEŁOMU XX I XXI W. JEST OPOWIEŚCIĄ O MOMENCIE, W KTÓRYM LUKSUS PRZESTAŁ BYĆ DEFINIOWANY WYŁĄCZNIE PRZEZ SILNIK, DREWNO I SKÓRĘ, A ZACZĄŁ CORAZ BARDZIEJ ZALEŻEĆ OD ELEKTRONIKI, INTERFEJSÓW I CYFROWEGO DOŚWIADCZENIA.

BMW E38

BMW E65

BMW E65
Gdy w 1994 r. zadebiutowało E38, BMW było już pełnoprawnym graczem segmentu premium. Nie musiało niczego nerwowo udowadniać. Widać to w samym charakterze tego modelu. E38 nie niosło z sobą rewolucji, lecz dopracowanie formuły – i właśnie dlatego do dziś uchodzi za jedną z najlepszych Serii 7 w historii.
Sylwetka zachowała klasyczne proporcje, ale była bardziej zwarta i bardziej elegancka. Wnętrze nie epatowało efektami specjalnymi, lecz imponowało ergonomią i jakością. Technologia była obecna, jednak nie dominowała nad doświadczeniem jazdy. Właśnie dzięki tej równowadze wielu miłośników marki uznaje E38 za ostatnią analogową Siódemkę.
Nie oznacza to oczywiście auta pozbawionego nowoczesności. E38 miało nawigację, telefon, rozbudowaną elektronikę i bogate wyposażenie komfortowe. Późniejsze egzemplarze mogły mieć też adaptacyjny tempomat. W odczuciu kierowcy wszystko było tu jeszcze jednak podporządkowane prowadzeniu, a nie interfejsowi. Samochód nie starał się zarządzać kierowcą. Pozwalał mu jechać.
Istotnym momentem był też debiut wersji 730d w 1998 r. Dziś 6-cylindrowy diesel w dużej limuzynie nikogo nie dziwi, ale wtedy był to odważny ruch. Dla części klientów wysokoprężny napęd w samochodzie tej klasy wydawał się odstępstwem od zasad, a nawet pewną profanacją.
Nie oznacza to oczywiście auta pozbawionego nowoczesności. E38 miało nawigację, telefon, rozbudowaną elektronikę i bogate wyposażenie komfortowe. Późniejsze egzemplarze mogły mieć też adaptacyjny tempomat. W odczuciu kierowcy wszystko było tu jeszcze jednak podporządkowane prowadzeniu, a nie interfejsowi. Samochód nie starał się zarządzać kierowcą. Pozwalał mu jechać.
Istotnym momentem był też debiut wersji 730d w 1998 r. Dziś 6-cylindrowy diesel w dużej limuzynie nikogo nie dziwi, ale wtedy był to odważny ruch. Dla części klientów wysokoprężny napęd w samochodzie tej klasy wydawał się odstępstwem od zasad, a nawet pewną profanacją.

BMW F011

BMW F011
E65 nie tylko zmieniło wygląd Serii 7
– wprowadziło też iDrive
– wprowadziło też iDrive
E38 błyskawicznie stało się ikoną popkultury. Najmocniej zapamiętano wydłużone 750 iL z filmu „Jutro nie umiera nigdy”, ale model pojawiał się także w serialach i wideoklipach z końca lat 90. Stał się po prostu wizualnym skrótem dla luksusu, sukcesu i pewnej siebie elegancji.
W tle trwały także eksperymenty z alternatywnymi napędami. BMW prowadziło już wtedy programy związane z wodorem, wykorzystując m.in. samochody bazujące na E38 jako platformy badawcze. Nie miały one jeszcze większego znaczenia rynkowego, ale pokazywały, że nawet w epoce dominacji V8 i V12 Monachium myślało o możliwych zmianach kierunku.
Potem nastąpiło jedno z najdramatyczniejszych zerwań z dotychczasową stylistyką w historii marki. BMW E65 z 2001 r., zaprojektowane pod kierownictwem Chrisa Bangle’a, wywołało szok. Krytykowano je za proporcje, bagażnik, odejście od klasycznego języka BMW i za samą odwagę zmiany. Pojawiły się żarty i kpiny, które z czasem stały się częścią historii modelu.
Tymczasem E65 zmieniło nie tylko wygląd Serii 7, ale też sposób korzystania z niej. Wprowadzono wtedy iDrive – rozwiązanie, które początkowo denerwowało niemal wszystkich, bo skupiało dziesiątki funkcji w jednym pokrętle i menu. Z dzisiejszej perspektywy wyraźnie jednak widać, że był to początek nowej ery. To, co w 2001 r. wydawało się przesadnie skomplikowane, kilkanaście lat później stało się standardem praktycznie w całej branży.
W tle trwały także eksperymenty z alternatywnymi napędami. BMW prowadziło już wtedy programy związane z wodorem, wykorzystując m.in. samochody bazujące na E38 jako platformy badawcze. Nie miały one jeszcze większego znaczenia rynkowego, ale pokazywały, że nawet w epoce dominacji V8 i V12 Monachium myślało o możliwych zmianach kierunku.
Potem nastąpiło jedno z najdramatyczniejszych zerwań z dotychczasową stylistyką w historii marki. BMW E65 z 2001 r., zaprojektowane pod kierownictwem Chrisa Bangle’a, wywołało szok. Krytykowano je za proporcje, bagażnik, odejście od klasycznego języka BMW i za samą odwagę zmiany. Pojawiły się żarty i kpiny, które z czasem stały się częścią historii modelu.
Tymczasem E65 zmieniło nie tylko wygląd Serii 7, ale też sposób korzystania z niej. Wprowadzono wtedy iDrive – rozwiązanie, które początkowo denerwowało niemal wszystkich, bo skupiało dziesiątki funkcji w jednym pokrętle i menu. Z dzisiejszej perspektywy wyraźnie jednak widać, że był to początek nowej ery. To, co w 2001 r. wydawało się przesadnie skomplikowane, kilkanaście lat później stało się standardem praktycznie w całej branży.

BMW G11
E65 było samochodem, który bardziej wyprzedzał oczekiwania klientów, niż na nie odpowiadał. Miało aktywne zawieszenie, rozbudowaną architekturę elektroniczną, zaawansowane systemy wspomagające i stylistykę, która celowo zrywała z przeszłością. Jego następca – F01 z 2008 r. – przyniósł odpowiedź na ten wstrząs. BMW nie wycofało się z cyfryzacji ani z zaawansowanej elektroniki, ale uspokoiło formę. Powróciły bardziej klasyczne proporcje, większa elegancja i wrażenie mniej kontrowersyjnego, za to bardziej dostojnego samochodu.
Jeszcze ważniejszym pomostem do współczesności okazało się G11 z 2015 r. To tutaj Seria 7 zaczęła już niemal otwarcie działać jako technologiczne laboratorium BMW. Konstrukcja Carbon Core, wykorzystująca elementy z tworzyw wzmocnionych włóknem węglowym, była próbą ograniczenia masy bez osłabiania sztywności. Pojawiły się rozbudowane systemy półautonomiczne, sterowanie gestami i Display Key, przypominający miniaturowego smartfona. Samochód coraz częściej nie tylko reagował na polecenia kierowcy, ale też przewidywał jego potrzeby. W tym sensie historia Serii 7 z przełomu stuleci pokazuje ewolucję samej definicji luksusu.
Jeszcze ważniejszym pomostem do współczesności okazało się G11 z 2015 r. To tutaj Seria 7 zaczęła już niemal otwarcie działać jako technologiczne laboratorium BMW. Konstrukcja Carbon Core, wykorzystująca elementy z tworzyw wzmocnionych włóknem węglowym, była próbą ograniczenia masy bez osłabiania sztywności. Pojawiły się rozbudowane systemy półautonomiczne, sterowanie gestami i Display Key, przypominający miniaturowego smartfona. Samochód coraz częściej nie tylko reagował na polecenia kierowcy, ale też przewidywał jego potrzeby. W tym sensie historia Serii 7 z przełomu stuleci pokazuje ewolucję samej definicji luksusu.
x
Nowy rozdział
flagowca
flagowca
JESZCZE NIEDAWNO LUKSUSOWĄ LIMUZYNĘ DEFINIOWAŁY DREWNO, CHROM I CISZA ZA GRUBĄ SZYBĄ. DZISIAJ CORAZ WAŻNIEJSZE STAJĄ SIĘ ŚWIATŁO, INTERFEJSY I SPOSÓB, W JAKI SAMOCHÓD BUDUJE ATMOSFERĘ WOKÓŁ SWOICH PASAŻERÓW. NAJNOWSZA SERIA 7 WYJĄTKOWO WYRAŹNIE DEMONSTRUJE TĘ ZMIANĘ.

Siódma generacja Serii 7, oznaczona kodem G70, już w chwili debiutu w 2022 r. pokazała, że BMW nie ma zamiaru projektować swojego flagowca zachowawczo. Duży grill, rozdzielone światła i monumentalna forma nadwozia w świadomy sposób odchodziły od dyskretnej elegancji dawnych generacji. Z długością sięgającą 5,4 m nowa Seria 7 jest największym seryjnym BMW w historii. Swoimi proporcjami bardziej przypomina samochody budowane niegdyś dla głów państw niż klasyczne europejskie limuzyny biznesowe. Ten samochód nie ma zamiaru wtapiać się w tło – on świadomie definiuje przestrzeń wokół siebie.
Lifting z 2026 r. nie wycofuje się z tego kierunku. Przeciwnie – porządkuje go i wzmacnia. BMW określa zakres zmian mianem największej modernizacji modelu w historii, a trudno nie zauważyć, że aktualizacja wykracza daleko poza typowy face lifting. Najłatwiej widać to w wyglądzie zewnętrznym. Nowa Seria 7 otrzymała przeprojektowany przód z bardziej uporządkowaną, pionowo zorientowaną atrapą BMW Iconic Glow i nową grafiką przednich świateł. Górne elementy świetlne są smukłe, a opcjonalne reflektory BMW Individual Crystal Headlights Iconic Glow wykorzystują po 12 szlifowanych szklanych elementów w każdej lampie. Światła mijania i drogowe schowano niżej, jeszcze dyskretniej niż wcześniej, co pozwoliło nadać przodowi bardziej monolityczny charakter. Samochód nie ma już wyglądać jak zestaw osobnych detali, ale jak jedna mocna bryła. Na żywo ten efekt prezentuje się lepiej niż na zdjęciach. Boczne powierzchnie są czystsze, linia przetłoczenia bardziej subtelna, a tył – z nowymi lampami i przydymionymi elementami – sprawia wrażenie spokojniejszego i dojrzalszego niż dotąd. Warto też zwrócić uwagę na to, jak wiele technicznych elementów udało się ukryć w obrysie nadwozia i atrapy.
Bardzo dużo mówi także sposób, w jaki BMW buduje dziś ceremoniał kontaktu z autem. Powitalne animacje świetlne, podświetlany grill i dynamiczny dywan świetlny z progów to rozwiązania, które jeszcze niedawno wyglądały jak pokaz samochodu koncepcyjnego. Dziś trafiają do seryjnej limuzyny i dobrze pokazują, jak bardzo współczesny luksus przesunął się w stronę doświadczenia.
To zresztą ważny kontekst dla oceny nowej Serii 7. Kluczowe rynki tej klasy – zwłaszcza Chiny, ale również Bliski Wschód czy część Ameryki Północnej – coraz częściej oczekują czegoś dokładnie odwrotnego niż europejska powściągliwość. Samochód ma być rozpoznawalny z daleka i budować status już samą obecnością. W tym sensie nowa Siódemka nie tyle odwraca się od luksusu, ile opisuje jego nowy środek ciężkości.


BMW G70
Co ciekawe, podobny pragmatyzm widać również w ofercie napędów. BMW nie zmusza klientów do jednej wizji przyszłości, lecz pozwala wybierać między klasycznymi jednostkami spalinowymi, napędami zelektryfikowanymi i wersjami w pełni elektrycznymi.
Ważnym elementem całości pozostaje też program BMW Individual. Do nowej Serii 7 przygotowano ponad 500 wariantów kolorystycznych i dwukolorowych kombinacji, a specjalne lakierowanie BMW Individual Dual-Finish wymaga ponad 75 godzin pracy w lakierni i udziału ponad 20 pracowników. Do tego dochodzą nowe obręcze – od 20 do 22 cali, przy czym te ostatnie po raz pierwszy są dostępne jako opcja fabryczna. To drobiazg, jednak dobrze uświadamia, gdzie dziś znajduje się Seria 7 – jest jednocześnie limuzyną, manifestem designu i nośnikiem aktualnego wyobrażenia o luksusie w globalnym wydaniu.
x
Salon przyszłości
PRZEZ DEKADY NAJWIĘKSZYM LUKSUSEM
W LIMUZYNIE BYŁA CISZA. DZISIAJ RÓWNIE CENNE OKAZUJĄ SIĘ CZAS I MOŻLIWOŚĆ WYKORZYSTANIA GO PO SWOJEMU. NOWA SERIA 7 ZOSTAŁA ZAPROJEKTOWANA TAK, BY DOPASOWYWAĆ SIĘ NIE TYLKO DO KIEROWCY, ALE RÓWNIEŻ DO STYLU ŻYCIA SWOICH PASAŻERÓW.
W LIMUZYNIE BYŁA CISZA. DZISIAJ RÓWNIE CENNE OKAZUJĄ SIĘ CZAS I MOŻLIWOŚĆ WYKORZYSTANIA GO PO SWOJEMU. NOWA SERIA 7 ZOSTAŁA ZAPROJEKTOWANA TAK, BY DOPASOWYWAĆ SIĘ NIE TYLKO DO KIEROWCY, ALE RÓWNIEŻ DO STYLU ŻYCIA SWOICH PASAŻERÓW.

Jeśli tegoroczny lifting Serii 7 gdzieś naprawdę zmienia reguły gry, to głównie we wnętrzu. BMW przesunęło akcent z klasycznego kokpitu na architekturę informacji, światła i interakcji.
Kluczową nowością jest BMW Panoramic iDrive z systemem operacyjnym BMW Operating System X. To rozwiązanie rozwija idee zapowiedziane wcześniej przy okazji nowej odsłony Neue Klasse i przenosi je do samochodu, który wciąż pozostaje klasyczną limuzyną segmentu F. Co istotne, po raz pierwszy rozwiązania opracowane z myślą o Neue Klasse trafiają do modelu stojącego dziś na szczycie gamy BMW.
Najważniejszym elementem systemu jest BMW Panoramic Vision – powierzchnia projekcyjna rozciągająca się u podstawy przedniej szyby niemal od słupka do słupka. Informacje związane z jazdą skupiają się w polu widzenia kierowcy, a część treści można udostępnić również pasażerom.
Nad nim pracuje jeszcze BMW 3D Head-Up Display, a centrum codziennej obsługi stanowi 17,9-calowy ekran centralny o nieregularnym kształcie. BMW mocno akcentuje też nową kierownicę wielofunkcyjną, wpisaną w logikę shy-tech, czyli rozwiązanie, w którym elementy sterujące podświetlają się wtedy, kiedy są potrzebne.
Coraz większą rolę odgrywa również sztuczna inteligencja. BMW rozwija systemy uczące się preferencji użytkownika i automatycznie dostosowujące wybrane funkcje pojazdu. W praktyce oznacza to, że samochód coraz częściej nie czeka na polecenie, lecz sam próbuje przewidzieć potrzeby kierowcy i pasażerów.
Bardzo ciekawy jest standardowy ekran pasażera BMW. To nowość w Serii 7 i sygnał, jak dziś projektuje się luksusowe wnętrza. Pasażer z przodu otrzymuje własną przestrzeń multimedialną, z możliwością obsługi wideo, gier i aplikacji. Jednocześnie BMW zadbało o osłonę wzroku kierowcy – ekran przyciemnia się automatycznie, jeśli system wykryje potencjalne rozproszenie uwagi.
Jeszcze bardziej efektownym symbolem współczesnej Siódemki pozostaje BMW Theatre Screen. To 31,3-calowy, wysuwany spod dachu, ekran 8K dla pasażerów z tyłu. W odświeżonej wersji działa szerzej niż dotąd: obsługuje streaming, gry, wideorozmowy i podłączenie zewnętrznych urządzeń przez HDMI. Sam moment jego wysuwania zamieniono w małą inscenizację.
Wnętrze nowej Serii 7 bardzo mocno opiera się też na świetle. Ambientowy pas o alabastrowej strukturze na całej szerokości kokpitu, pionowe elementy świetlne w oparciach foteli, podświetlenie głośników i dach Sky Lounge sprawiają, że kabina po zmroku zmienia charakter. Chodzi już nie tylko o to, by było elegancko, ale też o świadomie wyreżyserowaną atmosferę. BMW dołożyło do tego wysoki poziom akustyczny. Standardowy system Bowers & Wilkins Surround Sound może mieć do 18 głośników i 655 W mocy, a opcjonalny Diamond Surround Sound – do 36 głośników i nawet 1965 W, z dźwiękiem Dolby Atmos. To już nie jest zwykła audiofilia w samochodzie, lecz element budowania kompletnej atmosfery podróży.
Najważniejszym elementem systemu jest BMW Panoramic Vision – powierzchnia projekcyjna rozciągająca się u podstawy przedniej szyby niemal od słupka do słupka. Informacje związane z jazdą skupiają się w polu widzenia kierowcy, a część treści można udostępnić również pasażerom.
Nad nim pracuje jeszcze BMW 3D Head-Up Display, a centrum codziennej obsługi stanowi 17,9-calowy ekran centralny o nieregularnym kształcie. BMW mocno akcentuje też nową kierownicę wielofunkcyjną, wpisaną w logikę shy-tech, czyli rozwiązanie, w którym elementy sterujące podświetlają się wtedy, kiedy są potrzebne.
Coraz większą rolę odgrywa również sztuczna inteligencja. BMW rozwija systemy uczące się preferencji użytkownika i automatycznie dostosowujące wybrane funkcje pojazdu. W praktyce oznacza to, że samochód coraz częściej nie czeka na polecenie, lecz sam próbuje przewidzieć potrzeby kierowcy i pasażerów.
Bardzo ciekawy jest standardowy ekran pasażera BMW. To nowość w Serii 7 i sygnał, jak dziś projektuje się luksusowe wnętrza. Pasażer z przodu otrzymuje własną przestrzeń multimedialną, z możliwością obsługi wideo, gier i aplikacji. Jednocześnie BMW zadbało o osłonę wzroku kierowcy – ekran przyciemnia się automatycznie, jeśli system wykryje potencjalne rozproszenie uwagi.
Jeszcze bardziej efektownym symbolem współczesnej Siódemki pozostaje BMW Theatre Screen. To 31,3-calowy, wysuwany spod dachu, ekran 8K dla pasażerów z tyłu. W odświeżonej wersji działa szerzej niż dotąd: obsługuje streaming, gry, wideorozmowy i podłączenie zewnętrznych urządzeń przez HDMI. Sam moment jego wysuwania zamieniono w małą inscenizację.
Wnętrze nowej Serii 7 bardzo mocno opiera się też na świetle. Ambientowy pas o alabastrowej strukturze na całej szerokości kokpitu, pionowe elementy świetlne w oparciach foteli, podświetlenie głośników i dach Sky Lounge sprawiają, że kabina po zmroku zmienia charakter. Chodzi już nie tylko o to, by było elegancko, ale też o świadomie wyreżyserowaną atmosferę. BMW dołożyło do tego wysoki poziom akustyczny. Standardowy system Bowers & Wilkins Surround Sound może mieć do 18 głośników i 655 W mocy, a opcjonalny Diamond Surround Sound – do 36 głośników i nawet 1965 W, z dźwiękiem Dolby Atmos. To już nie jest zwykła audiofilia w samochodzie, lecz element budowania kompletnej atmosfery podróży.


Na osobny akapit zasługuje także materiałowa strona kabiny. Obok skór Merino i zestawień drewna pojawiają się warianty Veganza, tkaniny z dodatkiem kaszmiru, alcantara i szkło CraftedClarity. BMW mówi nawet o ok. 700 możliwych sposobach personalizacji wystroju wnętrza. Liczby tego typu zawsze należy traktować z pewnym dystansem, ale sam kierunek jest jasny – luksus ma być dziś mniej uniwersalny, za to bardziej osobisty.
Jednym z najmocniejszych argumentów Serii 7 pozostaje Executive Lounge z tyłu. Regulacja fotela do pozycji półleżącej, podnóżek, masaż, wentylacja i pełna integracja z ekranem kinowym tworzą przestrzeń, która ma coraz mniej wspólnego z dawnym pojęciem tylnej kanapy. To raczej prywatna strefa lounge niż po prostu drugi rząd siedzeń.
W tym sensie współczesna Seria 7 bardziej przypomina wyposażony w najnowsze technologie luksusowy apartament niż klasyczny samochód. Paradoks polega na tym, że mimo wszystkich ekranów, animacji i systemów wspomagających BMW nadal stara się zachować coś, co towarzyszy temu modelowi od 1977 r. – przekonanie, że nawet najbardziej zaawansowana limuzyna powinna pozostać samochodem, a nie tylko urządzeniem do przemieszczania się z miejsca na miejsce.
Jednym z najmocniejszych argumentów Serii 7 pozostaje Executive Lounge z tyłu. Regulacja fotela do pozycji półleżącej, podnóżek, masaż, wentylacja i pełna integracja z ekranem kinowym tworzą przestrzeń, która ma coraz mniej wspólnego z dawnym pojęciem tylnej kanapy. To raczej prywatna strefa lounge niż po prostu drugi rząd siedzeń.
W tym sensie współczesna Seria 7 bardziej przypomina wyposażony w najnowsze technologie luksusowy apartament niż klasyczny samochód. Paradoks polega na tym, że mimo wszystkich ekranów, animacji i systemów wspomagających BMW nadal stara się zachować coś, co towarzyszy temu modelowi od 1977 r. – przekonanie, że nawet najbardziej zaawansowana limuzyna powinna pozostać samochodem, a nie tylko urządzeniem do przemieszczania się z miejsca na miejsce.
Samochód wciąż jest klasyczną limuzyną segmentu F
x
Ciągłość mimo zmian
PRZEZ NIEMAL 50 LAT SERIA 7 POZOSTAWAŁA AUTEM, W KTÓRYM BMW NAJODWAŻNIEJ EKSPERYMENTOWAŁO Z PRZYSZŁOŚCIĄ. DZISIAJ TĘ JEJ ROLĘ WIDAĆ WYRAŹNIEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK WCZEŚNIEJ. NAJNOWSZA GENERACJA ŁĄCZY SILNIKI SPALINOWE, HYBRYDOWE I ELEKTRYCZNE, ROZWIJA ZAAWANSOWANE SYSTEMY WSPOMAGANIA KIEROWCY I POKAZUJE, ŻE OBECNIE LUKSUS CORAZ CZĘŚCIEJ POLEGA NIE NA DEMONSTRACJI MOŻLIWOŚCI TECHNIKI, LECZ NA UMIEJĘTNYM UKRYWANIU JEJ ZŁOŻONOŚCI.

Najmocniejszym argumentem nowej Serii 7 po liftingu jest skala technicznej otwartości. BMW nie zamknęło modelu w jednej interpretacji przyszłości. Zamiast tego przygotowało szeroką ofertę: od 6-cylindrowych jednostek benzynowych i wysokoprężnych z układem mild hybrid, przez hybrydy plug-in, po trzy w pełni elektryczne odmiany i7.
Wśród spalinowych odmian szczególnie ważne dla Europy jest nowe BMW 740 xDrive. Po raz pierwszy wariant ten trafia do sprzedaży w Polsce z 3-litrową rzędową „szóstką” benzynową z układem mild hybrid 48 V – moc 400 KM i 580 Nm oraz przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 5,1 s. Ta duża limuzyna zachowuje typową dla BMW kulturę pracy rzędowej „szóstki” i wciąż daje klasyczne spalinowe wrażenie prowadzenia.
Dla wielu osób równie istotna będzie informacja, że BMW zapowiedziało powrót V8 w kolejnej odmianie M Performance. Firma uznała najwyraźniej, że część klientów nadal oczekuje właśnie takiej interpretacji luksusu. W najmocniejszych wariantach benzynowych 8-cylindrowy silnik pozostaje symbolem swobody, kultury pracy i osiągów, które trudno zastąpić samymi liczbami z katalogu.
Jeszcze ciekawiej prezentuje się powrót diesla w postaci 740d xDrive. Jednostka 3.0 R6 rozwija 313 KM i 670 Nm, przyspiesza do setki w 5,7 s i według danych WLTP ma zużywać od 6,5 do 7,2 l/100 km. W epoce, w której silniki wysokoprężne skreśla się niemal automatycznie, wersja 740d udowadnia, że na długich autostradowych dystansach nowoczesna 6-cylindrowa jednostka napędowa wciąż nie ma sobie równych.
Interesująco wyglądają również hybrydy plug-in. 750e xDrive rozwija moc 489 KM i moment obrotowy 700 Nm, a M760e xDrive – 612 KM i 800 Nm. Obie odmiany korzystają z 3-litrowej rzędowej „szóstki” benzynowej, wspieranej przez silnik elektryczny o mocy 197 KM, a zasięg elektryczny sięga odpowiednio 70–82 km i 69–80 km według WLTP. BMW podkreśla też, że pojemność bagażnika pozostaje niemal niezmieniona względem wersji spalinowych.
Największe symboliczne znaczenie ma jednak dziś i7. W odświeżonej gamie pozostają trzy wersje: i7 50 xDrive, i7 60 xDrive oraz i7 M70 xDrive. Wszystkie korzystają z nowych ogniw cylindrycznych Gen6 w zmodernizowanym układzie BMW eDrive, a akumulator ma użytkową pojemność do 112,5 kWh netto. BMW podaje, że dzięki nowym ogniwom i poprawie wydajności układu napędowego udało się zwiększyć zasięg nawet o ok. 100 km. Równie ważne jest ładowanie. Maksymalna moc wzrosła ze 195 do 250 kW, co ma pozwalać na uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. w 28 minut.
Ciekawe jest również to, jak BMW rozwija temat zarządzania energią. Trasy zoptymalizowane pod kątem ładowania, przygotowanie akumulatora przed dojazdem do szybkiej ładowarki, adaptacyjna rekuperacja uwzględniająca sygnalizację świetlną i możliwość zapamiętania preferowanych profili ładowania pokazują, że współczesny luksus przestał być wyłącznie kwestią materiałów i osiągów. Dziś równie ważne staje się to, czy samochód potrafi inteligentnie zadbać o logistykę podróży.
Niemniej rozbudowane są systemy wspomagające kierowcę. Seria 7 po liftingu korzysta z nowych pakietów technologicznych, wywodzących się z Neue Klasse, a BMW mocno akcentuje koncepcję Symbiotic Drive. Kierowca ma pozostać w centrum procesu, a systemy powinny pomagać mu płynnie, bez nadmiernego odbierania kontroli.
Najbardziej widowiskowe są funkcje częściowo zautomatyzowanej jazdy. Asystent autostradowy pozwala w wielu krajach na zdjęcie rąk z kierownicy do 130 km/h, a nowy asystent miejski wspiera kierowcę w prowadzeniu „od adresu do adresu” na obszarach miejskich. To nadal poziom drugi, więc odpowiedzialność pozostaje po stronie kierowcy, zakres wsparcia jest już jednak znacznie większy niż jeszcze kilka lat temu.
Równie praktyczne okazują się systemy parkowania. Standardowy asystent parkowania, bardziej zaawansowany Parking Assistant Plus oraz wersja Professional, z możliwością zdalnego manewrowania przez aplikację My BMW, czynią z dużej limuzyny samochód znacznie mniej onieśmielający w codziennym użytkowaniu, niż mogłyby to sugerować jego rozmiary.
BMW nie zapomina w tle o klasycznych zaletach prowadzenia. Standardowe adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne obu osi, opcjonalny aktywny układ kierowniczy, system Adaptive Chassis Control Professional z aktywną stabilizacją bocznych przechyłów i zintegrowany układ hamulcowy tworzą pakiet, który ma sprawić, że nawet dziś Seria 7 pozostanie samochodem bardziej zwartym i bardziej zorientowanym na kierowcę niż wielu rywali.
To właśnie tutaj najlepiej widać ciągłość całej historii modelu. Między E23 a najnowszym G70 po liftingu zmieniło się niemal wszystko: styl, interfejs, definicja napędu, sposób użytkowania, a nawet geografia luksusu. Nie zmieniła się natomiast sama rola Serii 7 w gamie BMW. Nadal jest to samochód, w którym marka najodważniej pokazuje swoje pomysły – czasem trafne od razu, czasem kontrowersyjne, ale niemal zawsze ważne.
Dlatego historia Serii 7 nie jest jedynie opowieścią o dużej limuzynie na przestrzeni lat, lecz też historią o tym, jak zmieniało się BMW – od producenta sportowych sedanów próbującego wejść do świata flagowych samochodów po markę, która dziś za pomocą jednego modelu potrafi opowiadać jednocześnie o luksusie, cyfryzacji, elektryfikacji i indywidualizacji.
A najnowsza Siódemka pokazuje, że ta opowieść wciąż pozostaje otwarta. Tak jak w 1977 r., nadal nie chodzi tu wyłącznie o największe BMW w gamie. Chodzi o samochód, który pokazuje, jak marka kreuje własną przyszłość.
Dla wielu osób równie istotna będzie informacja, że BMW zapowiedziało powrót V8 w kolejnej odmianie M Performance. Firma uznała najwyraźniej, że część klientów nadal oczekuje właśnie takiej interpretacji luksusu. W najmocniejszych wariantach benzynowych 8-cylindrowy silnik pozostaje symbolem swobody, kultury pracy i osiągów, które trudno zastąpić samymi liczbami z katalogu.
Jeszcze ciekawiej prezentuje się powrót diesla w postaci 740d xDrive. Jednostka 3.0 R6 rozwija 313 KM i 670 Nm, przyspiesza do setki w 5,7 s i według danych WLTP ma zużywać od 6,5 do 7,2 l/100 km. W epoce, w której silniki wysokoprężne skreśla się niemal automatycznie, wersja 740d udowadnia, że na długich autostradowych dystansach nowoczesna 6-cylindrowa jednostka napędowa wciąż nie ma sobie równych.
Interesująco wyglądają również hybrydy plug-in. 750e xDrive rozwija moc 489 KM i moment obrotowy 700 Nm, a M760e xDrive – 612 KM i 800 Nm. Obie odmiany korzystają z 3-litrowej rzędowej „szóstki” benzynowej, wspieranej przez silnik elektryczny o mocy 197 KM, a zasięg elektryczny sięga odpowiednio 70–82 km i 69–80 km według WLTP. BMW podkreśla też, że pojemność bagażnika pozostaje niemal niezmieniona względem wersji spalinowych.
Największe symboliczne znaczenie ma jednak dziś i7. W odświeżonej gamie pozostają trzy wersje: i7 50 xDrive, i7 60 xDrive oraz i7 M70 xDrive. Wszystkie korzystają z nowych ogniw cylindrycznych Gen6 w zmodernizowanym układzie BMW eDrive, a akumulator ma użytkową pojemność do 112,5 kWh netto. BMW podaje, że dzięki nowym ogniwom i poprawie wydajności układu napędowego udało się zwiększyć zasięg nawet o ok. 100 km. Równie ważne jest ładowanie. Maksymalna moc wzrosła ze 195 do 250 kW, co ma pozwalać na uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. w 28 minut.
Ciekawe jest również to, jak BMW rozwija temat zarządzania energią. Trasy zoptymalizowane pod kątem ładowania, przygotowanie akumulatora przed dojazdem do szybkiej ładowarki, adaptacyjna rekuperacja uwzględniająca sygnalizację świetlną i możliwość zapamiętania preferowanych profili ładowania pokazują, że współczesny luksus przestał być wyłącznie kwestią materiałów i osiągów. Dziś równie ważne staje się to, czy samochód potrafi inteligentnie zadbać o logistykę podróży.
Niemniej rozbudowane są systemy wspomagające kierowcę. Seria 7 po liftingu korzysta z nowych pakietów technologicznych, wywodzących się z Neue Klasse, a BMW mocno akcentuje koncepcję Symbiotic Drive. Kierowca ma pozostać w centrum procesu, a systemy powinny pomagać mu płynnie, bez nadmiernego odbierania kontroli.
Najbardziej widowiskowe są funkcje częściowo zautomatyzowanej jazdy. Asystent autostradowy pozwala w wielu krajach na zdjęcie rąk z kierownicy do 130 km/h, a nowy asystent miejski wspiera kierowcę w prowadzeniu „od adresu do adresu” na obszarach miejskich. To nadal poziom drugi, więc odpowiedzialność pozostaje po stronie kierowcy, zakres wsparcia jest już jednak znacznie większy niż jeszcze kilka lat temu.
Równie praktyczne okazują się systemy parkowania. Standardowy asystent parkowania, bardziej zaawansowany Parking Assistant Plus oraz wersja Professional, z możliwością zdalnego manewrowania przez aplikację My BMW, czynią z dużej limuzyny samochód znacznie mniej onieśmielający w codziennym użytkowaniu, niż mogłyby to sugerować jego rozmiary.
BMW nie zapomina w tle o klasycznych zaletach prowadzenia. Standardowe adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne obu osi, opcjonalny aktywny układ kierowniczy, system Adaptive Chassis Control Professional z aktywną stabilizacją bocznych przechyłów i zintegrowany układ hamulcowy tworzą pakiet, który ma sprawić, że nawet dziś Seria 7 pozostanie samochodem bardziej zwartym i bardziej zorientowanym na kierowcę niż wielu rywali.
To właśnie tutaj najlepiej widać ciągłość całej historii modelu. Między E23 a najnowszym G70 po liftingu zmieniło się niemal wszystko: styl, interfejs, definicja napędu, sposób użytkowania, a nawet geografia luksusu. Nie zmieniła się natomiast sama rola Serii 7 w gamie BMW. Nadal jest to samochód, w którym marka najodważniej pokazuje swoje pomysły – czasem trafne od razu, czasem kontrowersyjne, ale niemal zawsze ważne.
Dlatego historia Serii 7 nie jest jedynie opowieścią o dużej limuzynie na przestrzeni lat, lecz też historią o tym, jak zmieniało się BMW – od producenta sportowych sedanów próbującego wejść do świata flagowych samochodów po markę, która dziś za pomocą jednego modelu potrafi opowiadać jednocześnie o luksusie, cyfryzacji, elektryfikacji i indywidualizacji.
A najnowsza Siódemka pokazuje, że ta opowieść wciąż pozostaje otwarta. Tak jak w 1977 r., nadal nie chodzi tu wyłącznie o największe BMW w gamie. Chodzi o samochód, który pokazuje, jak marka kreuje własną przyszłość.


BMW E3