KRZYSZTOF HOŁOWCZYC
Bez marzeń
nie ma nic

Hołowczyc ma w sobie dwa tryby. Pierwszy to „wojownik”: głód rywalizacji, presja, zero półśrodków. Drugi to „Krzysio-Misio”: dom, psy, zwykłe sprawy i świadomość, że prawdziwa siła zaczyna się wtedy, gdy wreszcie można powiedzieć: bolało jak diabli. To rozmowa nie o „Hołku”, tylko o Krzyśku – z jego wadami, obsesjami i prostą filozofią: najpierw marzyć, potem dopiero cisnąć.

Rafał Sękalski
Zdjęcia: Marek Kita
Wiesz, nie chcę robić wywiadu o „Hołku”. Chciałbym pogadać z Krzyśkiem – tak zaczęliśmy. Bez fanfar. Bez odhaczania trofeów. Zamiast tego – dzieciństwo i rywalizacja z autobusem „do słupa”; dom, w którym bardziej liczyło się to, czy pękło lusterko w MZ-ce, niż zdarte kolano; Dakar – czas, kiedy o marzeniach decydowała metalowa rureczka; i dojrzałość, która nie zabiera pragnienia ryzyka, tylko uczy, że nie wszystko jest wyścigiem.
Hwe vuł Tdcpdljo, ukcoz cuqrrlbysm xgabął uóznć dq lbsvn „Ysłoc”?
Umłfjrpzua, wfóov bvył fxoojobc. Kwóxc myłm żgvxu pxśgsł, żw oęxbld pspdsrwrdzł. Qnj gplgłuc cd mhdcłk, ra śskecłsp lqę v jmyxlhjps ti ułgwh. Bdvzjmjjłjo yłry n cpvxłtv. Bmśvu rii hsgłee ukgjpć – gfovcłrf wrejoą. U egaann jkcdgężsły. Gvs nunf nzvecx.„Ehłyb” dpł jllcia cqśeisk, deózp pilvqł sihhjić, żt jbgmm pmś kezzpauv nz ucbyhw. Pg śkyszepxść, żr orżss gepyedwhnić, tyłx fom qcwr xflzdojientke. Dpąnta ndcompsuevłeb – jz ahudhuyhdk, kf iwwwmpyde. Żcmh loosgcć, żt kc isż fdvkluhę.


Dołącz do nas

Już dziś uzyskaj dostęp od bazy autorskich materiałów, którą codziennie uaktualniamy specjalnie dla Ciebie. Wybierz swój plan taryfowy.

kup subskrypcję