HISTORIA JEDNEGO ZDJĘCIA
Historia jednego zdjęcia: Powóz bez konia
Rafał Sękalski
Zdjęcie: Archiwum Mercedes-Benz Classic
Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły powóz. Duże drewniane koła ze szprychami, wysoka ławka dla pasażera, eleganccy panowie w melonikach i płaszczach. Dopiero po chwili widać, że czegoś tu brakuje. Nie ma konia. Zamiast niego jest maszyna – niewielki silnik, który właśnie zaczyna zmieniać świat.
Na fotografii siedzą dwie osoby. Z tyłu, w pozycji właściwej dla właściciela powozu – Gottlieb Daimler, jeden z pionierów motoryzacji. Pojazd prowadzi jego syn Paul Daimler, który robi za szofera. W archiwach Mercedesa-Benza zdjęcie opisane jest jako przedstawiające „zmotoryzowany powóz” (Daimler Motor-Kutsche) z 1886 r. I rzeczywiście – to nie jest jeszcze samochód w nowoczesnym sensie tego słowa. To powóz, który dopiero uczy się jeździć sam.

Rok 1886 jest szczególny w historii motoryzacji. W tym samym czasie kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Mannheim, Karl Benz opatentował swój trójkołowy Patent-Motorwagen – pojazd skonstruowany od podstaw jako maszyna napędzana silnikiem spalinowym. Daimler i jego współpracownik Wilhelm Maybach wybrali inną drogę. Ich celem było opracowanie lekkiego, wysokoobrotowego silnika benzynowego (tzw. wielki wahadłowy zegar lub grandfather clock – pionowy, chłodzony powietrzem, jednocylindrowy, 264 cm³, ok. 1,1 KM przy 400–900 obr./min), który można by instalować w różnych pojazdach: łodziach, powozach, a nawet w maszynach latających. Zanim powstał samochód w znanej dziś formie, silnik Daimlera trafił właśnie do takiej konstrukcji, jak ta widoczna na zdjęciu – powozu pozbawionego konia („Americaine” z kołodziejni Wimpff & Sohn, zamówiony 8 marca 1886 r.).

Patrząc na fotografię, łatwo dostrzec, jak bardzo motoryzacja była wtedy jeszcze związana z tradycją transportu konnego. Konstrukcja pojazdu niemal w całości powiela architekturę powozu. Koła są wysokie i wąskie, siedzenia – ustawione jak w bryczce, a sterowanie odbywa się za pomocą drążka (tiller), nie kierownicy. Silnik – niewielki jednocylindrowy agregat benzynowy – jest właściwie tylko dodatkiem do istniejącej konstrukcji. Maszyna poruszała się z prędkością do 18 km/h, ważyła ok. 140 kg i była pierwszym 4-kołowym pojazdem z wysokoobrotowym silnikiem benzynowym Daimlera-Maybacha. W tym sensie zdjęcie dokumentuje przejściowy moment – chwilę, w której nowa technologia dopiero szuka formy.

Paradoksalnie to właśnie takie eksperymenty doprowadziły do powstania nowoczesnego samochodu. W kolejnych latach Daimler i Maybach udoskonalali swoje silniki, montując je w coraz bardziej zaawansowanych pojazdach. Ich konstrukcje stały się fundamentem dla powstającego przemysłu motoryzacyjnego, a w początkach XX w. doprowadziły do narodzin marki Mercedes. Kilkadziesiąt lat później, w 1926 r., firmy Daimlera i Benza połączyły siły, tworząc przedsiębiorstwo, które dziś znamy jako Mercedes-Benz.

Właśnie dlatego takie fotografie mają szczególną wartość. Nie pokazują jeszcze legendy ani luksusu, z którymi dziś kojarzymy tę markę. Pokazują moment, gdy wszystko było dopiero eksperymentem. Dwaj mężczyźni siedzący w powozie, który porusza się bez konia, nie mogli wiedzieć, że zapoczątkowują jedną z największych rewolucji technologicznych współczesnej ery.

Patrząc na ten obraz z perspektywy czasu, łatwo dostrzec jego symbolikę. Daimler siedzi z tyłu, jak właściciel powozu z epoki koni. Jego syn prowadzi pojazd, który reprezentuje przyszłość. Między nimi – dosłownie i metaforycznie – rozciąga się przejście między dwoma światami.

W tym roku Mercedes obchodzi uroczyście swoje 140. urodziny (licząc od 1886 r., choć oficjalnie marka Mercedes zaczęła istnieć w 1901 r., a Mercedes-Benz – w 1926 r.). Z tej perspektywy fotografia z 1886 r. nabiera jeszcze większego znaczenia. To nie jest tylko archiwalny dokument z początków motoryzacji. To obraz chwili, w której powóz po raz pierwszy ruszył w drogę bez konia – i już nigdy się nie zatrzymał.


Czytaj więcej