przełomowe wynalzki

Przełomowe wynalazki: Haldex
Czasem największą rewolucją okazuje się sprytne pogodzenie sprzeczności: trakcji z ekonomią, emocji z codziennością, technicznego ideału z realiami produkcji. Haldex nie dał światu najbardziej romantycznego napędu na cztery koła, ale stworzył rozwiązanie, które pozwoliło AWD zejść z rajdowych oesów do zwykłych kompaktów, rodzinnych kombi i SUVów.
System Haldex zaczął figurować pod różnymi nazwami – 4Motion, quattro czy po prostu 4×4 – na listach wyposażenia samochodów na przełomie lat 90. i 2000. Zanim jednak tak się stało, Haldex AB był przede wszystkim producentem osprzętu do pojazdów ciężarowych: układów hamulcowych, elementów pneumatyki i zawieszeń powietrznych. Firma ma korzenie sięgające końca XIX w. (Halda Fickurfabrik i Svenska AB Bromsregulatorer), a obecną nazwę przyjęła dopiero w 1985 r. Dopiero pod koniec lat 90. Haldex wszedł do świata napędów na cztery koła, tworząc osobną dywizję Haldex Traction. Opracowała ona system, który za pomocą sprzęgła wielopłytkowego oraz sporej dawki elektroniki pozwalał dołączać tylną oś w samochodach o typowo przednionapędowej konstrukcji – z silnikiem poprzecznie ułożonym z przodu. Pierwsze seryjne zastosowania pojawiły się w 1998 r. – m.in. w Audi TT, Audi S3 oraz Golfie IV 4Motion – a system bardzo szybko przykuł uwagę inżynierów całej Grupy Volkswagena. Mimo że słysząc „Haldex”, myślimy przede wszystkim o Audi, VW czy Škodzie, sprzęgło Haldex przez lata trafiało też do Volvo, Saaba, Land Rovera (Freelander 2) i wielu miejskich SUV‑ów – wszędzie tam, gdzie potrzebny był sprytny napęd 4×4 w aucie zbudowanym jako przednionapędowe. Ciekawostka: sprzęgło Haldex pracuje nawet w hipersamochodzie Bugatti Veyronie, oczywiście, w specyficznie dostosowanej wersji. W 2011 r. dział napędów Haldex Traction został sprzedany amerykańskiemu koncernowi BorgWarner, który rozwija tę technologię do dziś.
Na Torsenie czy Haldexie?
Jako że system dołączanego napędu na cztery koła został wprowadzony masowo najpierw w autach Grupy VW, w mniejszych modelach stał się sensowną alternatywą dla bardziej skomplikowanego i mniej kompaktowego mechanizmu Torsen – stałego, w pełni mechanicznego napędu na cztery koła, opartego na centralnym dyferencjale z przekładniami ślimakowymi. W Audi nazwano go skromnie „quattro”. Audi legendę quattro zaczęło budować jeszcze na początku lat 80. modelem… Quattro (tzw. ur‑quattro), który w rajdach WRC zrewolucjonizował podejście do napędu 4×4, a później został rozwinięty w krótsze i ekstremalne Sport Quattro i Sport Quattro S1. Dopiero od połowy lat 80. w seryjnych modelach pojawiał się centralny Torsen, zastępujący wcześniejsze ręcznie blokowane dyferencjały. Na początku lat 2000. napis „quattro” na klapie Audi oznaczał już coś więcej niż tylko trakcję na śniegu – deklarował przynależność do pewnej tradycji technicznej i sportowej. Kiedy w mniejszych, poprzecznie silnikowych modelach (A3, TT, późniejsze S3/RS 3, Q3) stały napęd z centralnym dyferencjałem zastąpił układ Haldex z dołączaną tylną osią, wśród entuzjastów marki i napędu 4×4 postawiono symboliczną ścianę. Samochody wyposażone w dołączany napęd mają charakterystykę jazdy przednionapędówek i tego ukryć się nie dało, mimo że producent nigdy nie pochwalił się zmianą technologii stojącej za tak ważnym produktem marki, jak quattro. Dla przeciętnego klienta nadal było to quattro – napęd na cztery koła, poprawiający trakcję i bezpieczeństwo. Puryści jednak wyczuwali różnicę.

VAG
Przewaga dzięki uniwersalności
Przewaga dołączanego napędu nie wynikała tylko z kompaktowych rozmiarów. Za sukcesem układu tego rodzaju stoi kilka czynników. Konstrukcja Haldexa od początku była pomyślana pod samochody z silnikami ułożonymi poprzecznie, a taki układ dominuje dziś na rynku. Rozłączany napęd działa wtedy, kiedy jest potrzebny – w normalnych warunkach generuje mniejsze opory, a za tym idą mniejsze zużycie paliwa oraz mniejsze straty mocy w układzie przeniesienia napędu. W pierwszej generacji był to system głównie reaktywny (najpierw poślizg, potem dociśnięcie sprzęgła), ale z czasem, wraz z rozwojem elektroniki, stał się układem przewidującym – sterownik korzysta z danych z czujników ABS-u, ESP, pedału gazu czy kąta skrętu, by „przygotować” tylną oś, zanim jeszcze przednie koła faktycznie stracą przyczepność. Mniejsza, ale nadal wystarczająca skuteczność, prostsza i uniwersalna budowa oraz to, co dla producentów bardzo ważne – niższe koszty produkcji – złożyły się na przepis na sukces. Stały napęd na obie osie pozostał wyróżnikiem aut z charakterem, a nie domyślną pozycją na liście wyposażenia samochodów, które przez 90% czasu absolutnie go nie potrzebują. Całkowicie zrozumiałe. Jednak czasy, kiedy na odpowiedniej nawierzchni rodzinnym kombi z Torsenem można było „pójść jak Colin McRae”, do dziś wzbudzają same pozytywne emocje – i Haldex, choć inny w charakterze, tej nostalgii nie wygasił. Myślę, że nie tylko u mnie.
Ewolucja, nie rewolucja
Haldex od czasu, gdy w 1998 r. zadebiutował w Golfie IV 4Motion, doczekał się pięciu głównych generacji (w dokumentacji serwisowej Grupy VW bywają jeszcze wewnętrzne podziały na warianty „5/6”, związane głównie z drobnymi zmianami konstrukcyjnymi i olejem). W każdej z nich stopniowo poprawiano płynność, czas reakcji i integrację z układami ABS/ESP, upraszczano hydraulikę i zmniejszano masę. Piąta generacja pojawiła się w Golfie VII (2013 r.) i trafiła do większości współczesnych kompaktów 4×4 koncernu VW oraz do wielu modeli Volvo. W 2016 r. na rynek wprowadzono kolejną zabawkę – tryb driftu. Tutaj jednak producenci poszli o krok dalej niż klasyczny Haldex. Najnowszy Golf R i Audi RS 3 wciąż korzystają z dołączanego tylnego napędu, ale klasyczne sprzęgło osiowe uzupełniono z tyłu o tzw. torque splitter – dwa oddzielne pakiety sprzęgieł, które mogą kierować niemal cały moment na jedno z tylnych kół, co pozwala na efektowny nadsterowny drift mode. Formalnie to już rozwinięcie koncepcji Haldexa, a nie kolejna jego „czysta” generacja. Schemat kompromisu jest jednak podobny. Takie rozwiązania nie zastępują w pełni prawdziwego RWD, tak jak Haldex nie zastępuje stałego napędu AWD, ale działają i pozwalają „polecieć bokiem”. Nie tak, jak w typowym tylnym napędzie – podczas wprowadzania takiego auta w drift nadal kluczowym czynnikiem pozostają przerzucanie masy pojazdu i praca elektroniki, ale połączone z odpowiednim rytmem prawej nogi potrafią dawać uśmiech. A o to przecież w trybie driftu chodzi.

VAG
Sztuka kompromisu
Dziś Haldex stał się normą, częścią motoryzacyjnego krajobrazu. W zwykłych autach daje więcej pewności, trakcję i bezpieczeństwo. W sportowych wersjach pozwala liznąć charakteru, którego wcześniej doświadczało się głównie w rajdówkach lub mocnych autach z Torsenem. Budowanie samochodów już od dłuższego czasu jest sztuką kompromisów – tak samo stało się z napędem na cztery koła. I w gruncie rzeczy właśnie tego oczekuje typowy klient, nawet ten sięgający po najdziksze wersje w gamie. Bo czym właściwie jest taki hot hatch, jeśli nie jednym wielkim kompromisem? Haldex idealnie wpisuje się w tę filozofię – nie jest najbardziej purystyczny, ani najbardziej „prawdziwy”, ale za to działa dokładnie tak, jak trzeba. Właśnie dlatego tak dobrze pasuje do czasów, w których powstał.

VAG