Mini Cooper S Cabriolet
Mini Cooper S Cabriolet: Próba drogowa!

Dzisiaj w sprzedaży niewiele jest oferowanych samochodów posiadających wiekowy rodowód, a tym samym nieczęsto zdarza się, aby taki pojazd został nam udostępniony do testów drogowych. W wypadku prezentowanego samochodu możemy mówić o obecności na rynku od blisko siedmiu dekad, co pozwala dość uważnie przyjrzeć się jakie zmiany na przestrzeni tych czasów zostały wprowadzone przez konstruktorów.

Michał Trzcionkowski
Michał Trzcionkowski
Opisywany wóz posiada dwudrzwiowe nadwozie otwarte (zwane z francuska: cabriolet), czteroosobowe (o czym w krytycznych słowach będzie jeszcze mowa) napędzane dwulitrowym silnikiem czterocylindrowym, o zapłonie iskrowym wyposażonym w układ doładowania powietrzem przez co oferujący znaczną moc przekraczająca dwieście koni mechanicznych. Nadwozie dostarczonego nam do testów pojazdu zostało polakierowane w metalicznym kolorze ciemnoniebieskim, o handlowej nazwie Blazing Blue, obudowy lusterek dla kontrastu otrzymały kolor biały. Koła tarczowe mają średnicę osiemnastu cali i zostały wykonane z metali lekkich oraz posiadają dwubarwne malowanie. Dach składany, materiałowy, posiada widoczny motyw flagi Wielkiej Brytanii. We wnętrzu została zastosowana tapicerka ze skóry syntetycznej w odcieniu beżowym, tego typu wykończenie w cenniku otrzymało nazwę Vescin. Wyposażenie w wersji podwyższonej. W celu dokładnej weryfikacji samochodu, próby drogowe prowadzone były w zróżnicowanym środowisku drogowym. Odcinki testowe przebiegały przez drogi o charakterze autostradowym, lokalnym oraz typowo miejskim.
Michał Trzcionkowski
Rys historyczny
Czytelnicy zainteresowani historią motoryzacji z pewnością pamiętają pierwsze konstrukcje brytyjskiej marki Mini. Mniej zaznajomionym z angielską motoryzacją po krótce przypomnimy początki tej uznanej angielskiej fabryki samochodowej. W roku 1956, kiedy kryzys w kanale sueskim doprowadził do reglamentacji paliwa, w Wielkiej Brytanii klienci wykazali spore zainteresowanie niewielkimi pojazdami, z racji braku takich produkcji krajowej, wybierano auta zachodnioniemieckie. Ta sytuacja była ze wszech stron niepożądana, dlatego kierownictwo kombinatu BMC (British Motor Corporation – brytyjskie zjednoczenie przemysłu motoryzacyjnego) podjęło się opracowania założeń, a w dalszej mierze wprowadzenia do produkcji małolitrażowego wozu, mieszczącego cztery osoby przy zachowaniu możliwie kompaktowych rozmiarów zewnętrznych i umiarkowanego zapotrzebowania na etylinę. Zadanie realizowane było przez zespół konstrukcyjny na czele którego stał Alec Issigonis. Zaproponowano szereg pionierskich rozwiązań. Niewielki silnik zabudowano poprzecznie, skrzynkę biegów umieszczając w misce olejowej i zadając obu podzespołom wspólne smarowanie oraz obieg oleju. Koła jezdne miały średnicę dziesięciu cali i zostały wysunięte maksymalnie w narożniki nadwozia. W celu redukcji miejsca potrzebnego na zabudowanie elementów resorujących zrezygnowano ze sprężyn zastępując je elementami wykonanymi z gumy. Owe sprężyste stożki gumowe, to wynalazek inż. Moultona. Dalsza redukcja masy i gabarytu poszczególnych elementów to zawiasy karoseryjne umieszczone na zewnętrznej stronie nadwozia czy przeszklenia drzwi wykonane w formie przesuwnej. Wnętrze pozbawiono klamek, stosując w ich miejsce cięgna. Zegary i lampki ostrzegawcze ograniczono do niezbędnego minimum zabudowując ją centralnie, pośrodku deski rozdzielczej. W wyniku tych działań udało się zbudować pojazd o długości całkowitej 305cm i masie własnej na poziomie 620kg. Zamontowana jednostka napędowa miała pojemność skokową 848cm3 i moc 34KM. Powierzchnia użytkowa stanowiła osiemdziesiąt procent rzutu poziomego pojazdu, co należy uznać za wynik fenomenalny. Dla porównania pojazd naszej rodzimej produkcji, Fiat 126p, uzyskuje znacznie gorsze parametry użytkowe przy podobnej masie pojazdu. Samochód brytyjski oferowano bez większych zmian aż do lat 90. W ostatniej dekadzie ubiegłego wieku prawa do marki przejął niemiecki producent samochodów BMW, przygotowując kolejne generacje pojazdu. Jeszcze w latach 60., po spopularyzowaniu modelu, inż. John Cooper zajął się rasowaniem konstrukcji. Wyniki osiągane w próbach sportowych potwierdzały zasadność tych działań: seria zwycięstw w prestiżowym Rajdzie Monte Carlo, w latach 1964, 1965 oraz 1967. Tutaj należy oddać sprawiedliwość, że również w 1966 roku ekipa brytyjska zwyciężyła, jednak decyzją komisji sędziowskiej tytuł ten odebrano wskazując na niezgodne z regulaminem oświetlenie zewnętrzne. W ocenie redakcji działania jury były nieadekwatne do przewinienia, a sama sprawa do dziś budzi w Anglii żywe emocje. Idąc dalej, odmiana otwarta samochodu marki Mini powstała w oparciu o pierwszą generację pojazdu, jednak została zrealizowana stosunkowo późno. Pierwsze tego typu modyfikacje były realizowane przez niezależne zakłady karoseryjne. Początkowo zadania podjął się zachodnioniemiecki LAMM, a następnie Karmann. Produkt tego drugiego warsztatu oferowany był jako pełnowartościowy wyrób fabryczny. Powstało jednak bardzo niewiele egzemplarzy (według fabrycznego archiwum 1081 sztuk), które dzisiaj są poszukiwane przez zbieraczy starszych automobili.
Michał Trzcionkowski
Nadwozie oraz wnętrze
Przechodząc do prezentowanej na łamach niniejszego artykułu wersji należy podkreślić, że to już piąta wersja samochodu Mini, przy czym czwarta produkowana pod auspicjami niemieckiego właściciela: BMW. Konstruktorzy w sposób oczywisty nawiązali w niej do pierwowzoru, jednak na próżno szukać wspólnych rozwiązań technicznych. Również na wzór wersji pierwszej wykonano wnętrze. Wóz zwraca uwagę starannością wykonania, przypisywaną zazwyczaj pojazdom droższym. Znajdujący się w centralnym miejscu zestaw wskaźników okazuje się nowoczesnym monitorem o wysokiej kontrastowości i niebywałej rozdzielczości, wykonanym w technologii luminescencyjnych diod organicznych (w języku technicznym zwany jest ten typ ekranu OLED). Dodatkowo najważniejsze informacje prezentowane są przed kierowcą na niewielkiej przeziernej szybce, czyli niejako w linii wzroku kierowcy. To rozwiązanie stosowane powszechnie w lotnictwie i tam mające swoją nazwę: head-up. Wszelkie manipulatory i przełączniki wykonano precyzyjnie i estetycznie, dając im wyraźny skok, przez co szofer ma pewność, iż dokonał załączenia (bądź rozłączenia) danej funkcji. Rozrusznik uruchamiany jest za pomocą obrotu niewielkiej dźwigienki przypominającej kluczyk. Opisy podstawowych funkcji zrealizowano w języku angielskim, sterowanie funkcjami zaawansowanymi odbywa się poprzez monitor centralny, który reaguje na dotyk palca. Wyświetlane informacje zostały w sposób satysfakcjonujący przetłumaczone na język polski. Rozwiązanie oceniamy pozytywnie w zakresie precyzji działania, jednak wzbudza ono pewne zastrzeżenia ze względu na zaangażowanie kierowcy niezbędne do obsługi. Wydajny układ przewietrzania został wyposażony w system schładzający, jednak jego obsługa również realizowana jest przez monitor centralny. Fotele kierowcy oraz pasażera wyposażono w maty grzewcze, co pozwala na podniesienie ich temperatury. Taką samą matę wbudowano w kierownicę. Znacznie gorzej przedstawia się sprawa wykorzystania przestrzeni. Wóz w zewnętrznym obrysie zyskał 83cm długości względem pierwszej generacji, jednak nie jest to odczuwalne we wnętrzu. Kierowca i pasażer co prawda siedzą wygodnie, dysponując odpowiednią przestrzenią i na wysokości tułowia, czy też ilością miejsca na nogi. Jednak tylna kanapa zadowoli wyłącznie dzieci albo osoby dorosłe gotowe do podkurczenia kończyn dolnych. Szeroki zakres regulacji przednich siedzeń pozwala uzyskać stosowny kompromis, umożliwiając pasażerom odbyć podróż z tyłu, jednak odbywa się to kosztem przestrzeni w pierwszym rzędzie. Zastrzeżenia budzi również ukształtowanie siedziska fotela kierowcy. Podparcie ud jest zbyt krótkie. Na miejskich odcinkach testowych nie miało to znaczenia, jednak nieprzerwana kilkugodzinna jazda objawiała się odczuwalnym zmęczeniem i poszukiwaniem wygodniejszej pozycji. Bagażnik ma niewielką pojemność i formę prostopadłościanu. Dostęp do niego jest ograniczony przez niewielką klapę uchylaną do dołu, a po otwarciu dachu można go powiększyć podnosząc wewnętrzną półkę która oddziela dach od przestrzeni bagażowej. Producent przewidział także możliwość odchylenia oparć tylnej kanapy, przez co istnieje możliwość przewiezienia przedmiotów o większej kubaturze. Z powyższych względów wóz możemy zarekomendować do użytku miejskiego lub wycieczek na przedmieścia. Dalsze trasy są jak najbardziej możliwe, jednak należy mieć na względzie wspomniane ograniczenia.
Michał Trzcionkowski
Zespół napędowy i jazda
Silnik zabudowany z przodu pojazdu to jak już wspomniano jednostka dwulitrowa, czterocylindrowa, wyposażona w układ doładowania powietrza. Sterowanie sinikiem odbywa się za pomocą kilku skomplikowanych układów scalonych. Paliwo dawkowane jest pod wysokim ciśnieniem bezpośrednio do cylindrów. Silnik posiada oznaczenie kodowe B48 i jest to rozwijana od 2014 roku konstrukcja BMW (zaprojektowana i oferowana w dużych samochodach, także w luksusowych sedanach pokroju BMW serii 7). Moc deklarowana przez producenta to 204KM, a moment obrotowy został określony na poziomie 300Nm. To wartości, które gwarantują osiągi porównywalne z pojazdami sportowymi. Przyspieszenie oceniamy jako w pełni wystarczające, i co należy podkreślić z całą stanowczością: znajdująca się w prospekcie handlowym odmiana mocniejsza nie jest do niczego potrzebna. Silnik dysponuje dużymi zapasami mocy. Reakcja przepustnicy na gaz jest natychmiastowa (z zastrzeżeniem, o którym dalej), przyspieszenie w zakresie średnich prędkości znakomite. Szczególnego omówienia wymaga zachowanie się wozu przy dachu opuszczonym, dlatego też wszelkie testy drogowe były przeprowadzane w ten sposób. Otóż wewnątrz hałas jest na niskim poziomie, pozwalającym na swobodną rozmowę kierowcy i pasażera. Nie odnotowano łopotania materiału czy też dudnienia powietrza charakterystycznego dla tego typu pojazdów. Podróżowanie z podniesionymi szybami i założoną za przednimi fotelami specjalną siatką typu wiatrochron, zwaną z niemiecka Windschott, skutecznie eliminuje zawirowania powietrza w kabinie. Dzięki temu, szofer nawet po dłuższej jeździe wysiada bez uczucia zatkanych uszu, co zdarza się w innych pojazdach otwartych. Prędkości wysokie wyrażane trzycyfrowymi wartościami, osiągane tam, gdzie przepisy na to pozwalają, uwidaczniają zaawansowanie konstrukcji: wóz cechuje się dużą stabilnością, tor jazdy jest stabilny. Hamowanie również oceniono pozytywnie. Pewne zastrzeżenia budzi układ resorujący. Na równych szosach wydaje się wyśmienity, jednak na drogach lokalnych i miejskich, które nie zawsze posiadają nawierzchnię w pełni wyrównaną jest zbyt mało komfortowy. Redakcja ocenia, że dobór mniejszych kół mógłby w pewnym stopniu ten problem rozwiązać. Podsumowując: samochód opracowano w sposób staranny, szczególnie uwzględniając kwestie związane z aerodynamiką, co pozwala podróżować z opuszczonym dachem nawet przy dużych prędkościach.
Michał Trzcionkowski
Uwagi krytyczne
Pomimo tylu pozytywnych uwag, kilka rzeczy zdaje się wymagać poprawy ze strony producenta. Najwięcej niepochlebnych uwag zebrała skrzynka biegów. Zastosowano przekładnię samoczynną, wyposażoną w dwa sprzęgła i aż siedem przełożeń. Jednak szofer został pozbawiony możliwości ręcznego wyboru biegów. Niewielki manipulator na desce rozdzielczej pozwala wybrać kierunek jazdy, rozłączyć układ napędowy (pozycja neutralna), ewentualnie zadać komputerowi sterującemu skrzynką wybór niskich przełożeń. Jednak brak możliwości samodzielnej zmiany biegu to rozwiązanie, którego nie potrafimy obronić. Ponadto przekładnia charakteryzuje się pewną opieszałością. Przy gwałtowniejszym wciśnięciu pedału przyspieszenia następuje wyraźna zwłoka, zanim komputer sterujący podejmie decyzje o załączeniu niższego biegu. Co prawda producent oferuje skrzynkę biegów opisaną jako sportową, jednak otrzymają ją jedynie ci którzy zdecydują się na zakup wersji usportowionej, opisanej w cenniku jako linia John Cooper Works. Wybór tej wersji nie oznacza rasowania silnika, a jedynie zmiany wizualne. Kolejnym aspektem, który wymaga omówienia jest radioodbiornik. W dostarczonym do testów pojeździe firmowany był przez manufakturę Harman Kardon. Dźwięki odtwarzane były poprawnie, w muzyce rozrywkowej brzmienie można uznać wręcz za atrakcyjne. Tony niskie wyrównane, głos wysunięty do przodu. Przy nagraniach o bogatszej fakturze, utworach jazzowych lub muzyce poważnej zestaw gubi jednak szczegóły. Bywa, że słuchacz ma odczucie, że instrumenty zlewają się ze sobą. Niskie dźwięki odpowiednie przy muzyce rozrywkowej zdają się zbyt dojmujące. Niezależnie od słuchanej muzyki, elementy tapicerskie nie wpadały w rezonans.
Michał Trzcionkowski
Konkurencja
Poruszymy temat, który dla wielu czytelników może być najistotniejszy w ocenie prezentowanego pojazdu. Klasa tanich, prostych kabrioletów wyposażonych w tylną kanapę, czyli wozów dostępnych dla przeciętnego nabywcy, którzy chcieliby podróżować wraz z rodziną, praktycznie przestała istnieć. Jeszcze niedawno w sieciach sprzedaży producentów mogliśmy zobaczyć chociażby takie pojazdy jak Opel Astra bez dachu, analogicznie Ford produkował Escorta, a następnie Focusa. Wyjątkowo licznie prezentowane były samochody francuskie. Peugeot oferował w wersji cabriolet modele 205, 206, 207, 306, 308, a konkurencyjny państwowy producent Renault – model 19 i późniejszy Megane. Volkswagen przez kolejne lata miał w takiej odmianie Golfa, a także modele Eos czy uterenowionego T-ROCa. Większość z tych pojazdów na naszym rynku pojawiała się w wyniku prywatnego eksportu zza zachodniej granicy, stanowiąc realizację marzeń w wersji ekonomicznej. Analiza cenników producenckich pokazuje, że obecnie w tej klasie pozostaje omawiane Mini. Wspomniany Volkswagen T-ROC jest ciągle oferowany w odmianie kabriolet, ale producent deklaruje, że będzie wycofywany z produkcji, a jego dostępność w kontyngencie krajowym jest w ogóle zawieszona. Pojazd japońskiego producenta Mazda, model MX-5 mieści się wprawdzie w tym samym przedziale cenowym, lecz jest konstrukcją zupełnie odmienną w założeniach, oferując miejsca jedynie dla kierowcy i jednego pasażera. W materiałach handlowych producenci oferują następnie pojazdy kosztujące pół miliona polskich złotych (a bywa, że i droższe), co oznacza przeznaczenie na zakup tego typu wozu aż 55 średnich krajowych wynagrodzeń. Redakcja tym kanałem kieruje wniosek do producentów pojazdów masowych, aby rozważyli ponowne zaoferowanie tego typu pojazdów dla szerszego kręgu odbiorców.
Michał Trzcionkowski
Podsumowanie
Mini Cooper S Cabriolet (pełna nazwa handlowa testowanego pojazdu) to wóz szybki, pewnie prowadzący się. Znakomicie wyciszony jak na pojazd z nadwoziem częściowo tekstylnym. We wnętrzu starannie wykonany i przyjemny w użytkowaniu. Wady: brak możliwości ręcznego wyboru przełożenia skrzynki biegów, a także zauważalna opieszałość przekładni. Zbyt krótkie siedzisko fotela, co jednak ma znaczenia tylko przy dłuższym podróżowaniu. Komu zatem polecamy ten samochód? Na pewno wszystkim tym, dla których będzie to drugi albo nawet trzeci pojazd w gospodarstwie domowym. Dzięki temu wspomniane wady zejdą na drugi plan, a samochód będzie mógł służyć do lokalnej turystyki bez większych uwag. Rodzinom czteroosobowym zalecamy planowany zakup poprzedzić jazdą testową w pełnym obsadzeniu kabiny. Praktycznie wszystkie składy fabryczne Mini dysponują stosownymi wozami, które takim testom mogą służyć. Dla tych, którzy poszukują popularnego samochodu otwartego, w akceptowalnej dla domowego budżetu kwocie i nie znajdują go w cennikach innych producentów pojazdów masowych, Mini pozostaje wyborem jedynym. Co po odbytych przez redakcje próbach drogowych, nie jest zarzutem wobec tego samochodu.
Michał Trzcionkowski


Czytaj więcej