CA NOW

Recenzja
Mercedes C Klasa - Każde pokolenie
ma swój czas
ma swój czas
Pojechałem nowym Mercedesem C 300e 4MATIC na Youngtimer Warsaw. Obok W124 z welurem w środku, W123 pachnącego latami 70. czy W201 „Baby Benza” wyglądał tam jak student politechniki w towarzystwie nobliwych profesorów. Czy w tej hybrydzie da się znaleźć charakter, który klasyki mają w małym palcu?

Patryk Kościelniak

Patryk Kościelniak
Zero chromów, zero gwiazdorskiego pomruku sześciocylindrowca. Zamiast tego cisza w trybie elektrycznym i tablet w roli centrum dowodzenia. Ale przecież dokładnie tak samo postrzegano kiedyś debiuty tamtych modeli. W swoim czasie każdy z nich był nowoczesnym spadkobiercą tradycji, pełnym rozwiązań, które ówczesnym fanom motoryzacji jawiły się równie kosmicznie, jak dziś aplikacja Mercedes me czy jazda 100 km na prądzie. Dlatego C 300e nie jest dziwnym intruzem w świecie klasyków, lecz kolejnym ogniwem tej samej opowieści – mówi po prostu językiem XXI w. Zachowuje to, co w Mercedesie zawsze było najważniejsze: komfort, prestiż i poczucie bycia o krok przed resztą.
Klasa C to tak naprawdę długa historia ewolucji. Wszystko zaczęło się od W201, czyli słynnego „Baby Benza”, który w latach 80. otworzył markę na nowych klientów – młodszych, dynamicznych, często kupujących swój pierwszy samochód z gwiazdą na masce. Potem było W202 z pierwszymi AMG w tym segmencie, W203 i W204, które eksperymentowały z elektroniką i bezpieczeństwem, aż po W205 z cyfryzacją już na pełną skalę. Dzisiejsze C 300e 4MATIC to kolejny krok, który wpisuje się w epokę elektryfikacji. Tak jak W201 wciągnęło Mercedesa w świat kompaktów premium, tak obecna klasa C wprowadza markę w erę, w której cisza i zasięg elektryczny są równie ważne, jak kiedyś dźwięk i liczba cylindrów.
Nowa definicja luksusu
Siadasz w środku i od razu czujesz, że jesteś w Mercedesie. Fotele są szerokie, miękkie, regulowane elektrycznie w tylu płaszczyznach, że można się pogubić. Materiały – miękkie skóry, szczotkowane aluminium, tworzywa o wysokiej jakości – są na poziomie, którego można oczekiwać od tej marki. Ale największą gwiazdą (poza tą na grillu) jest system MBUX. Centralny ekran przypomina raczej tablet niż klasyczne radio. Jest intuicyjny, szybki i pełen bajerów: od realistycznej nawigacji 3D, przez sterowanie głosem, aż po funkcję „Hey Mercedes”, która czasem reaguje nawet wtedy, gdy rozmawiasz z pasażerem o czymś zupełnie innym. Do tego cyfrowe zegary, które możesz personalizować, jak chcesz – od klasycznych wskaźników po wykresy pracy hybrydy. Pakiet asystentów jest bogaty: aktywny tempomat, utrzymanie pasa, monitorowanie martwego pola, rozbudowany wyświetlacz przezierny, który jasno pokazuje, co aktualnie robi samochód. Na autostradzie odciąża to głowę i naprawdę podnosi komfort.

Hybryda na poważnie
C 300e to hybryda plug-in, ale inna niż większość. Pod maską znajdziemy dwulitrowy turbodoładowany silnik benzynowy (204 KM), który współpracuje z elektrycznym motorem dodającym 129 KM. Razem daje to 313 KM i 550 Nm momentu obrotowego – więcej niż w niejednym AMG sprzed dwóch dekad. Do tego dochodzą napęd 4MATIC i dziewięciobiegowy automat. Najważniejsza jest jednak bateria – 25,4 kWh. To naprawdę sporo jak na hybrydę plug-in. W teorii wystarcza na około 100 km jazdy na prądzie. W praktyce – zależnie od pogody, stylu jazdy i klimatyzacji – bez problemu da się osiągnąć 80–90 km. W efekcie codzienne dojazdy do pracy można spokojnie pokonać bez użycia benzyny – oczywiście, jeśli mamy gdzie ładować. Co ważne, w przeciwieństwie do wielu PHEV-ów C 300e można zasilić prądem stałym (DC) z mocą do 55 kW. To oznacza, że podczas szybkiej kawy podładujesz baterię w pół godziny. Koniec z mitem, że plug-in nadaje się tylko na krótkie dystanse. Jest też pewien minus – spora bateria zabiera nieco miejsca w bagażniku i podnosi jego podłogę, w efekcie do dyspozycji zamiast 455 l z wersji czysto spalinowych dostajemy 315 l – wystarczająco na zakupy, ale na dłuższy rodzinny wyjazd trzeba się spakować z większą dyscypliną.
W trybie elektrycznym C 300e sunie przez miasto niemal bezszelestnie. Słychać szum opon i własne myśli. To dziwne, ale przyjemne doświadczenie – szczególnie w Warszawie, gdzie poza nowoczesnymi biurowcami mijasz stare kamienice na Pradze, a ktoś na rogu gra na saksofonie. Wystarczy jednak mocniej wcisnąć gaz, by poczuć drugą stronę osobowości tego auta. Dwulitrowe R4 budzi się do życia, elektryk dokłada swoje i razem wystrzeliwują auto do setki w 6,3 s. To nie jest AMG, ale wystarczająco szybko, by zwinnie i dynamicznie podążać do celu. 4MATIC dba o trakcję, choć masa 2 t przypomina o sobie w trakcie ostrego startu na mokrym asfalcie. Dodatkowe kilogramy, serwowane przez akumulatory w bagażniku, można też wyczuć na ostrych zakrętach – fizyki nie oszukasz – ale gdy mocniej przytrzymasz łuk, auto „się zbiera”, napęd 4MATIC porządkuje tor jazdy i pojawia się przyjemny margines pewności. To nie jest jednak samochód do jazdy torowej – raczej do tego, by wygodnie i cicho dojechać tam, gdzie chcesz, bo zawieszenie jest typowo mercedesowskie, czyli miękkie i komfortowe.

Patryk Kościelniak

Patryk Kościelniak

Patryk Kościelniak

Patryk Kościelniak

Patryk Kościelniak
Dusza klasyka?
Obok W124 czy W201 nowa klasa C wygląda jak wspomniany już student politechniki wśród profesorów. Wie wszystko o komputerach, zna każdy algorytm, ale brakuje mu tej charyzmy, którą miały dawne Mercedesy – charakterystycznego dźwięku zamykanych drzwi czy gwiazdy na masce jako symbolu statusu. Czy to źle? Niekoniecznie. Przecież każdy ze wspomnianych profesorów kiedyś też był studentem, a czasy się zmieniają. Dziś luksus mierzy się inaczej – ciszą kabiny, szybkością ładowania i liczbą dostępnych aplikacji. Dlatego C 300e jest świetnym samochodem na dziś, a za kilkadziesiąt lat może okazać się, że to właśnie on był początkiem nowego rozdziału. To jedna z najbardziej dopracowanych hybryd plug-in na rynku. Ma realny zasięg elektryczny, szybkie ładowanie, komfort i prestiż marki z gwiazdą. Nie jest autem dla purystów ani fanów sportowych doznań – to raczej cyfrowy asystent niż samochód z duszą. Tyle że dla wielu kierowców to właśnie taka kombinacja technologii i elegancji stanowi dziś najlepszy kompromis. Dodam tylko, że niestety, bardzo kosztowny. O ile samo auto budzi moją sympatię, o tyle jego cena już zdecydowanie nie.