CZŁOWIEK I SAMOCHÓD
Mantra Murena: Autoterapia

Dominik jest specjalistą od… przywracania życia. W prowadzonym przez siebie ośrodku terapii uzależnień pomaga odnaleźć radość i sens życia osobom znajdującym się w naprawdę poważnych tarapatach. Po pracy kuracje odmładzające serwuje klasycznym pojazdom.

Jakub Cipior
W Twoim garażu można znaleźć chyba naprawdę wszystko. Jest motoryzacja niemiecka, włoska, amerykańska, jest też francuska, co zresztą widzimy na przykładzie widocznej tutaj Mureny. Czy kierujesz się jakimś schematem w doborze samochodów do kolekcji?
Kiedyś w moich zbiorach zdecydowanie dominowała motoryzacja niemiecka. Kilka lat temu, gdy kupiłem pierwsze włoskie auto (Fiata 2300 Coupé) i zacząłem jeździć po zagranicznych targach motoryzacyjnych w poszukiwaniu części do odbudowy, otworzyłem oczy na pojazdy, których nie spotykałem w naszym kraju. To wtedy poczułem potrzebę obcowania z nieoczywistą motoryzacją i pojawiła się również chęć pokazywania takich samochodów na naszych ulicach. Dziś więc kieruję się tym, aby nabywać auta, które nie są dostępne na popularnych portalach ogłoszeniowych w naszym kraju. Często też, jeżeli spodoba mi się jakiś samochód w ogłoszeniu lub dostanę informację, że ktoś przywiezie ciekawy pojazd, zastanawiam się, czy już gdzieś go spotkałem wcześniej na żywo. Staram się też pokazywać innym, że można mieć ciekawy wóz produkowany w stosunkowo małej liczbie i niekosztujący milionów złotych.
Renata Margula / Jakub Krogulec
Gdzie udało Ci się wyszperać Murenę i w jakim była stanie?
Murenę kupiłem w Polsce, jak zresztą wszystkie moje auta. Ten model nabyłem w Wielkopolsce. Był to trzeci samochód, który kupiłem od osoby sprowadzającej nietypowe auta z Francji. Wcześniej trafiły do mnie Venturi 221 Cup i Alfa Romeo Bertone. Samochód był w ogólnie dobrym stanie, wymagał natomiast prac przed rozpoczęciem jazd drogowych. Do zakupu zachęciły mnie piękne wnętrze i niski przebieg – 54 tys. km. Dodatkowo bonusem okazała się obfita teczka z dokumentacją weryfikującą przebieg i historię auta.
Jak Ci się nią jeździ? Jak wygląda temat dostępu do części zamiennych?
Jazda Matrą Mureną, o dziwo, daje naprawdę wiele przyjemnych emocji. Mimo niewielkich rozmiarów można nią podróżować komfortowo i dynamicznie. Silnik to motor Talbota 2.2 zasilany gaźnikiem i generujący moc 118 KM. Dzięki umiejscowieniu jednostki napędowej z tyłu przed tylną osią można dość sprawnie i szybko pokonywać zakręty. Części zamienne są dostępne w zachodnich sklepach specjalizujących się w tych modelach. Ceny według mnie osiągają bardzo wysoki pułap, patrząc na wartość całego auta. Przykładowo tylny wahacz to koszt około 900 euro za sztukę. Lusterko zewnętrzne kosztuje z kolei 499 euro za sztukę. Tarcze hamulcowe – ok. 200 euro. Myślę, że koszt zakupu części zamiennych ma wpływ na wycenę aut w idealnym stanie.
Renata Margula / Jakub Krogulec

Murena dzieli jedną cechę z... Fiatem Multiplą. Także i tutaj wszystkie trzy siedzenia umieszczono w jednym rzędzie, a środkowe można złożyć, aby stało się dużym podłokietnikiem.

Renata Margula / Jakub Krogulec

Murena ma pod maską czterocylindrowy silnik o pojemności 2,2 l i mocy 118 KM. Mocniejsza była tylko Murena S o mocy 142 KM.

Renata Margula / Jakub Krogulec
Renata Margula / Jakub Krogulec
Które ze swoich aut lubisz najbardziej i dlaczego?
Bardzo mocno przywiązany jestem tak naprawdę do wszystkich aut i motocykli. Z każdym wiąże się jakaś historia zakupu, wycieczek czy też napraw przed wyjazdem lub w trasie. Zdecydowanie numerem jeden jest jednak Mercedes W108 280 SE z 1971 r. Kupiłem to auto w 2010 r., mając 24 lata. To pierwszy samochód w mojej kolekcji, który przeszedł kompleksową renowację. Remont trwał ok. sześciu lat. Pewnie można było to zrobić szybciej, ale w tym czasie moje życie było mocno przewrotne, gdyż sam zmagałem się z dużym uzależnieniem. Dostęp do części też był mocno ograniczony w porównaniu z dzisiejszymi czasami. Na dodatek tuż przed ukończeniem projektu straciłem prawo jazdy na cztery lata, co też spowodowało brak jakiejkolwiek motywacji i można powiedzieć, że porzuciłem go pod chmurą na długo. W międzyczasie kilkakrotnie dawałem Mercedesa pod zastaw, aby zdobyć środki na substancję. Pamiętam nawet, że chyba w 2017 r. wystawiłem go na jednym z portali ogłoszeniowych za zawrotną kwotę 20 000 zł. Całe szczęście bliscy szybko zareagowali i zabrali mi dokumenty do samochodu, więc ich brak uniemożliwił mi dokonanie transakcji. Wiele więc razem przeszliśmy i myślę, że akurat tego auta nigdy nie sprzedam. Od 2019 r. przejechaliśmy już ponad 40 tys. km po drogach Polski, Europy i Bałkanów.
Kiedy w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z motoryzacją zabytkową i jak do tego doszło?
Mam wrażenie, że przygoda z motoryzacją zabytkową ciągnie się u mnie od zawsze. Już jako sześciolatek ujeżdżałem motorynkę, którą załatwiłem w trzy dni. Później, w wieku ok. siedmiu lat, samodzielnie uruchomiłem Nysę 522 mojego taty (świeżo po remoncie lakierniczym) i wjechałem nią w płot, gdzie już została, bo nie byłem jeszcze na etapie wrzucania biegu wstecznego. W podstawówce – miałem jakieś 10–11 lat – podkradałem z podwórka Poloneza Trucka, tzw. kryzysa. Pamiętam jak dziś, że zapuszczałem się nim nawet pod szkołę, do której uczęszczałem, co powodowało wiele nieprzyjemnych sytuacji dla rodziców. Od 10. roku życia regularnie przeglądałem gazetę ogłoszeniową „Anonse” i sprawdzałem, ile kosztują Syreny, Maluchy, motorynki itd. Gdy miałem osiem lat, w weekendy wraz z kuzynami jeździliśmy na rowerach na parking przy dębie Bartku w Zagnańsku, żeby oglądać, jakie samochody przyjeżdżają. Przy okazji myliśmy szyby i zarabialiśmy pierwsze pieniądze. W wieku 20–25 lat moi rówieśnicy gustowali w tuningowanych sportowych autach, a ja miałem Mercedesa W115 lub coś podobnego. Często słyszałem, jak się podśmiewali, że jeżdżę starymi trupami. Dziś wielu z nich chciałoby się takim starym trupem przewieźć. Wraz z postępującą chorobą uzależnienia moja pasja – tak jak inne – zanikała. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że od sześciu lat, gdy zacząłem zmieniać swoje życie, ta pasja powraca ze zdwojoną siłą.
Renata Margula / Jakub Krogulec

Silnik jest umieszczony centralnie w układzie poprzecznym tuż za przedziałem pasażerskim. Z tyłu auta znalazło się miejsce na mały bagażnik.

Renata Margula / Jakub Krogulec

Auto ze względu na nadwozie wykonane z włókna szklanego jest bardzo lekkie – masa delikatnie przekracza jedną tonę.

Z tego, co wiem, lubisz używać swoich klasyków, a nawet się nimi ścigać. Powiesz coś więcej na ten temat?
Najchętniej używałbym swoich klasyków przez cały rok, ale warunki pogodowe na to, niestety, nie pozwalają. Zdecydowanie nie jestem osobą, która trzyma pomniki w garażu. Wszystkie moje auta muszą być sprawne, żebym mógł dziś do nich wskoczyć i pojechać np. nad morze. Przebiegi mówią same za siebie, wspomnianym wyżej Mercedesem zrobiłem ponad 40 tys. km. W zeszłym roku Lancią Flavią Coupé z 1965 r. – 18 tys. km. Polonezem Caro przejechaliśmy już 23 kraje, pokonując ponad 20 tys. km. Jeżeli chodzi o rajdy, to w zeszłym roku wraz z Sylwią Kołodziej rozpoczęliśmy przygodę jazdy na regularność od treningu organizowanego przez samozwańczego komandora Szymona Rajwę oraz dyrektora Rafała Chronowskiego. Po treningu na regularność wzięliśmy udział w dwóch rajdach również organizowanych przez Szymona i Rafała, tj. w Rajdzie Tysiąca Minut oraz Rajdzie Tysiąca Liści. Atmosfera super. Wystartowaliśmy także naszym Fordem Escortem Mk 4 RS Turbo w najdłuższym rajdzie na regularność w Polsce, czyli Grand Prix Polski Pojazdów Zabytkowych, organizowanym przez Kudła Kudłatego. Niestety, podczas próby sportowej na torze w Łodzi wypadła półoś, ale dzięki chłopakom z obsługi rajdu mogliśmy powrócić na trasę naszym Venturi Cup 221. Dodatkowo wziąłem też udział w Classicauto Cup, jadąc właśnie wspomnianym Fordem. Ten rok stawiamy również na wyjazdy regularnościowe oraz na jak największą liczbę rund Classicauto Cup, w których będzie można zobaczyć dwa nasze auta. Fiat 127 Sport, którym jeździ Sergiusz Banasik, oraz mnie za kierownicą różnych modeli z racji tego, że mój Fiat 2300 Coupé jeszcze nie jest gotowy. W kwietniu tego roku przejechaliśmy około 1000 km naszą Matrą Mureną w dwudniowym Rajdzie Tysiąca Minut, w którym sprawdzała się naprawdę świetnie i bezawaryjnie. Regularnie od kilku lat uczestniczymy również w wydarzeniach organizowanych przez Fundację Klasyczna Strefa Wrocław.
Mam wrażenie, że ostatnio naprawdę mocno wkręciłeś się w temat renowacji pojazdów. Co Cię w tym najbardziej jara?
Temat renowacji samochodów fascynował mnie od lat. Jako 20-latek mieszkałem w Wielkiej Brytanii i tam szukałem inwestorów, kogoś, z kim mógłbym otworzyć profesjonalny warsztat zajmujący się odbudową klasyków. Dziś nie mam pewności, czy chciałbym zajmować się tym komercyjnie, ponieważ mam świadomość tego, jak rynek, podejście i wszystko dookoła się zmienia. W moim przypadku odbudowy samochodów, które przeprowadziłem i przeprowadzam, to realizacja odzyskanej przeze mnie pasji. Jest to też ogromna lekcja pokory i cierpliwości, ale też możliwość poznawania pozytywnie zakręconych motoryzacyjnie osób. Oczywiście, wisienką na torcie jest pierwsze uruchomienie silnika, przejechanie pierwszych kilometrów samochodem, który często nie widział drogi przez 30, 40 lat. Efekt daje motywację do prac nad kolejnymi projektami.
Dużo rzeczy robisz przy tych pojazdach sam?
Staram się jak najwięcej robić samemu, bo tylko wtedy można sobie pozwolić na odbudowanie samochodu, którego końcowa wartość nie będzie zaczynała się od 500 000 zł w górę. Prace blacharskie wykonuje Adam, od którego bardzo dużo się uczę. Moim zadaniem jest rozkręcanie, składanie i przygotowanie wszystkiego na gotowo, kiedy trwają jeszcze prace blacharsko-lakiernicze. Czyli przygotowuję układ napędowy, zawieszenie, hamulce, galanterię, środek – choć akurat ten bardzo lubię zachowywać w oryginale, aby nie pozbywać się zapachu. Zaletą jest też to, że znam każde swoje auto od podszewki, co mi pomaga w przypadku awarii w trasie.
Renata Margula / Jakub Krogulec

Dominik jest niezwykle pozytywną i sympatyczną osobą. Zanim go zobaczycie, na pewno najpierw usłyszycie jego zaraźliwy śmiech.

Co aktualnie masz (macie) „na warsztacie”?
Obecnie intensywnie pracuję nad Fiatem 2300 Coupé z 1967 r., który przeszedł już odbudowę blacharsko-lakierniczą. Projekt trwa bardzo długo z racji niezwykle trudno dostępnych części i modyfikacji, które w nim przeprowadzam. Kończę też remont silnika w Oldsmobile’u Super 88 z 1957 r. Mam nadzieję, że wyjadę nim na drogę jeszcze w tym roku. Wiele zmian wprowadzam też systematycznie w naszym rajdowym Fiacie 127, którego uwielbiam mimo szybkiej awarii i wykluczenia po pierwszym dniu Rally Praga Revival, w którym wzięliśmy po raz pierwszy udział w tym roku. W czerwcu planuję też rozpocząć prace nad pięknym Fiatem 1500 Cabrio Pininfarina z 1965 r.
Renata Margula / Jakub Krogulec

Jak widać po naklejkach, Murena uczestniczy w różnych imprezach motoryzacyjnych, o czym więcej dowiecie się z samego wywiadu.



Czytaj więcej